To, co pisze pan Rajmund Pollak jest w dużej mierze bajdurzeniem, typowym dla jego dość barwnej twórczości - pisze Mateusz Lubecki, czynny saneczkarz i skeletonista, odnosząc się do artykułu Apel o zaprzestanie demolowania toru saneczkowego. "Był znany na równi z wieżą Eiffla". Ma on jednak rację w kilku sprawach, wobec których trudno przejść obojętnie. Głównie pisząc o dewastacji toru oraz wspominając „Jak mogą młodzi ludzie okazać chęć uprawiania saneczkarstwa, jeśli nie ma w pobliżu czynnego toru saneczkowego? Analogicznie, gdybyśmy nie mieli w kraju tak wielu skoczni, to w Polsce nie byłoby skoczków narciarskich”.

Kiedy w 2018 roku byłem pełnomocnikiem Okręgowego Związku Sportów Saneczkowych w Bielsku-Białej, występowaliśmy do władz miasta o zrobienie dokładnie czegoś takiego, co obecnie miasto robi na dolnym odcinku dawnego toru saneczkowego. Chcieliśmy odtworzenia spągu toru, beczki, ociosów wiraży oraz jego drewnianej obudowy. Wtedy ten pomysł na Kozią Górę został odrzucony ze względów ekologicznych i stąd wziął się pomysł na tor plastikowy.

Plastikowy tor saneczkowy. Nowa atrakcja turystyczna Bielska-Białej?

Kilkadziesiąt ton betonu w lesie

Po dwóch latach widzimy, jak miasto rękami swoich podwykonawców wylewa kilkadziesiąt ton betonu w Cygańskim Lesie, robiąc to co ciekawe w ramach projektu związanego z ochroną przyrody. Oczywiście, nie należy szukać jakiejkolwiek logiki tam, gdzie jej na pewno nie ma - trzeba by jednak zwrócić uwagę, że dla kwiatków, ptaszków i innych małych żyjątek nie jest istotne, z jakiego funduszu jest realizowana inwestycja. Beton to beton i tyle. Ma taki sam wpływ na środowisko bez względu na to, czy będą po nim chodzili turyści, czy jeździły sankorolki, rowery, itp. 

Z drugiej strony może faktycznie odbudowa toru do stanu jezdnego byłaby złym pomysłem. Widząc bardzo negatywną reakcję mieszkańców na lanie betonu, może dobrze się stało, że ten tor nie powstał i nie powstanie. Choć mnie jako osobie uprawiającej m.in. tego typu sporty to boli. Uważam jednak, że albo tor należało przywrócić do stanu jezdnego albo zostawić jako zabytek w takim stanie, jakim był - najwyżej przeprowadzić kosmetyczny lifting. A tak to faktycznie zniszczono zabytek.

Klęska ciekawej idei. Nie będzie plastikowego toru saneczkowego w Bielsku-Białej

Co się zaś tyczy opinii „Jak mogą młodzi ludzie okazać chęć uprawiania saneczkarstwa, jeśli nie ma w pobliżu czynnego toru saneczkowego? Analogicznie, gdybyśmy nie mieli w kraju tak wielu skoczni, to w Polsce nie byłoby skoczków narciarskich” to tutaj pan Rajmund Pollak ma rację, choć nieco przez przypadek i patrząc przez pryzmat całości wypowiedzi, na podstawie złych założeń.

Bez sztucznego lodzenia nie mają sensu

Osoby komentujące ten artykuł mają rację pisząc, że jest to sport niszowy. Dlaczego tak się dzieje, pisze sam Rajmund Pollak. Jest kilka powodów. Przede wszystkim lata ewolucji dyscypliny, jak również zmieniający się klimat sprawiły, że tory bez sztucznego lodzenia nie mają absolutnie sensu - i to biznesowego, i sportowego. Ostatnim torem naturalnie lodzonym jest St Moritz. Jego rokroczne odbudowanie ze śniegu i lodu kosztuje przeszło 1 mln CHF. Dla Szwajcarów jest to jednak tradycją, którą będą kontynuowali ze względu na swoją historię, nie patrząc na kwestie finansowe. Są bardzo bogatym krajem i mogą sobie na to pozwolić.

Otóż zdarzało mi się reprezentować Polskę w Pucharze Europy IBSF w skeletonie. Jest to specyficzny typ ciężkich sportowych sanek, na których jedzie się, leżąc na brzuchu w pozycji głową do przodu. W praktyce, aby trenować i robić ślizgi muszę jeździć na tory sztucznie mrożone. Czy to do Innsbruck Igls, czy do Siguldy. Tory tego rodzaju mają do kilka tysięcy metrów kwadratowych powierzchni lodu. Termodynamika jest nieubłagana. Jeżeli temperatura powietrza jest większa od zera, to aby utrzymać wodę w stanie stałym, należy od niej odebrać określoną, dość znaczną ilość ciepła liczonego w MJ (megadżulach). Sprawność instalacji chłodniczych jest z definicji raczej niska, dlatego moc maszyn elektrycznych napędzających sprężarki to w zasadzie tysiące kilowatów.

Koszt jednego ślizgu na torze Innsbruck Igls wynosi 33 euro. Ostatnio mówiło się bardzo dużo o budowie toru w Krynicy Zdrój. Odbyła się też konferencja prasowa w Dusznikach Zdroju, na której zapowiedziano tam budowę Centralnego Ośrodka Sportu m.in. z torem sztucznie lodzonym. Powstaje pytanie, jakie będą koszty ślizgów na takim obiekcie, biorąc pod uwagę nieustannie rosnące ceny energii elektrycznej, która i tak w Polsce jest jedną z najwyższych w Europie.

Sport dla prawdziwych zapaleńców

Osobną sprawą jest specyfika jazdy na lodzie. Dopóki saneczkarz czy skeletonista nie wejdzie na dość wysoki poziom umiejętności, nie ma sensu, aby próbował jeździć sam, bez opieki trenera. W przypadku skeletonu, którym się zajmuję, pomimo pozycji jazdy tak naprawdę niewiele widać. Głowę należy trzymać bardzo nisko nad lodem, aby utrzymać balans (wyważenie) na przód płóz. Ogromna siła odśrodkowa często nie pozwala podnieść głowy do góry. Trener widzący z boku co ślizgacz robi na wirażach jest w stanie od razu przekazać wskazówki i powiedzieć co należy zrobić i w jaki sposób.

Bez trenera wygląda to tak, jak w moim przypadku przed tygodniem, kiedy zmuszony pewnymi okolicznościami pojechałem na trening sam. Miałem wtedy duże problemy z przejazdem przez jeden z wiraży, popełniając z grubsza podobne błędy i nie miałem nawet świadomości co robię nie tak.

W porównaniu do żeglarstwa czy paralotniarstwa jest to jak widać sport dla prawdziwych zapaleńców. Kiedy mam ochotę polatać paralotnią, po prostu jadę na startowisko. Jestem sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem - oczywiście ze wszystkimi konsekwencjami, które z tego wynikają. W przypadku czy to sanek, czy to skeletonu jest to w praktyce niemożliwe, choć sporty te są nie mniej przyjemne.

Mateusz Lubecki

Czytaj także Stacja pogodowa bielskiego konstruktora. Pomoc w kapryśnych warunkach beskidzkich