Radni prezydenta nie wiedzieli za czym głosują? Ten apel nie mógł niczego zablokować
Na zeszłotygodniowej sesji miała miejsce dyskusja na temat utworzenia Centrum Integracji Cudzoziemców w Bielsku-Białej. Mimo że jest to projekt realizowany przez marszałka województwa śląskiego i wyłonione w konkursie Konsorcjum Caritas, to protest wystosowali miejscy radni PiS. Apel został odrzucony głosami radnych PO i klubu prezydenta miasta, ale teraz część radnych zdaje się zmieniać zdanie.
Czytaj: Caritas dementuje nieprawdziwe doniesienia. „To nie miejsce do mieszkania i pobytu”
Czytaj: Centrum Integracji Cudzoziemców w Bielsku-Białej? Rząd PiS uruchomił pilotaż, teraz są przeciwko
Czytaj: Odrzucony apel i polityczna jatka w Ratuszu. „Nie pozwolę na straszenie mieszkańców”

Grafika przygotowana przez Caritas Archidiecezji w Katowicach, które odpowiada za CIC w Bielsku-Białej
Jak informowaliśmy, odrzucenie apelu sprzeciwiającego się utworzeniu Centrum Integracji Cudzoziemców w Bielsku-Białej i przyjęciu tzw. paktu migracyjnego poprzedziła polityczna dyskusja. Apel skierowany miał zostać do premiera Donalda Tuska oraz Rady Ministrów. Dokument był inicjatywą klubu radnych PiS.
Granie na strachu i emocjach
Do poparcia apelu namawiał na sesji m.in. poseł Przemysław Drabek z PiS. Mówił o „nielegalnych ludziach” wpuszczanych przez polską granice, a później w mediach społecznościowych zamieścił nazwiska wszystkich radnych, którzy głosowali przeciwko uchwale wraz z negatywnie nacechowanymi grafikami. O tym, że poseł Drabek gra na emocjach i strachu mówił jeszcze w trakcie sesji radny Robert Pysz z klubu PO.
Po upływie kilku dni trzech radnych z klubu prezydenta Jarosława Klimaszewskiego napisało wspólną interpelację, w której odnieśli się do sprawy. Jak twierdzą, głosowany podczas sesji apel wykraczał poza kompetencje samorządu i radnych i był to kolejny element politycznej kampanii dwóch zwaśnionych partii, w której jako lokalni i bezpartyjni samorządowcy nie chcą i nie mają zamiaru uczestniczyć.
- W ostatnich dniach zrobiło się głośno wokół ewentualnego utworzenia w Bielsku-Białej biura Centrum Integracji Cudzoziemców, które docelowo miałoby prowadzić Caritas. Zgłosiło się do nas wielu mieszkańców, którzy mają poważne wątpliwości co do realizacji tego zadania na terenie naszej gminy. Z rozmów jakie przeprowadziliśmy na przestrzeni ostatnich dni jednoznacznie wynika, że bielszczanie mają obawy i nie wiedzą co się stanie w naszym mieście po utworzeniu takiego biura. Padają pytania czy Bielsko-Biała nadal będzie bezpieczne - czytamy w piśmie Karola Markowskiego, Romana Matyi i Maksymiliana Prygi.
Kto ma zrobić konsultacje społeczne?
Zdaniem radnych ludzie nie posiadają wiedzy, na czym będzie polegać działanie biura, jakie będą jego zadania i komu będzie ono dokładnie dedykowane. Dlatego proponują, aby przeprowadzić akcję informacyjną dotyczącą zakresu działania instytucji, a także zorganizować konsultacje społeczne.
- Mamy świadomość przed jakim wyzwaniem organizacyjnym stanie Urząd Miejski, ale ze względu na powagę problemu działania te wydają się konieczne. Według nas dopiero po zapoznaniu się z opinią mieszkańców należałoby podjąć ostateczną, zgodną z wolą większości decyzję - dodają trzej radni.
W interpelacji odnieśli się do czwartkowego głosowania. Jak twierdzą, sugerowali się tylko i wyłącznie informacją, że ewentualne Centrum Integracji Cudzoziemców byłoby dedykowane dla legalnych migrantów, przede wszystkim Ukraińców, którzy przebywają w mieście. Argumentem, który wpłynął na głosowanie była również informacja, że CIC zastąpi dotychczasowe zadania ośrodka MyBB przez Caritas. To zostało najwyraźniej błędnie zinterpretowane, bo takiej informacji ze strony władz miasta nigdy nie było.
Radni nie wiedzieli, za czym głosują?
- W naszej opinii Caritas to wiarygodna, sprawdzona i szlachetna organizacja, co do której nie mieliśmy i nie mamy żadnych wątpliwości. Te wszystkie argumenty wpłynęły na nasze stanowisko, do którego wielu mieszkańców ma zastrzeżenia. Dlatego musimy pokornie zmierzyć się z licznymi pytaniami oraz z wątpliwościami, a także stanąć po stronie tych, którzy mają obawy i czują się zagrożeni.
- (…) Uważamy, że żaden apel czy żadne pismo procedowane na sesji Rady Miejskiej nie załatwi tego problemu, a jedynie nasyci konflikt, który nikomu nie służy. W dotychczasowej historii naszego samorządu było już wiele apeli, które nie miały skuteczności i dalece wykraczały poza kompetencje oraz nie miały żadnego wpływu na rzeczywistość. Dlatego w naszej ocenie w sprawie powinni wypowiedzieć się mieszkańcy, którzy w ostatnich dniach wyrazili swoje zdecydowane niezadowolenie - kończą pismo radni.
ak
Oceń artykuł:
24 50Komentarze 3
