„Miasto Splotów” - takim hasłem władze Bielska-Białej reklamują kandydaturę miasta do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Wiele osób wciąż nie rozumie, czym jest ten tytuł i dlaczego się o niego ubiegamy. Jak tłumaczą urzędnicy, musimy szukać nowych kierunków działań, bo stolica Podbeskidzia już nigdy nie będzie miastem przemysłowym, a powstałe inwestycje w ramach ESK, służyć będą mieszkańcom. - Mamy niezwykłe otoczenie gór, ale przede wszystkim ogromny potencjał i pozytywny wizerunek kulturowy miasta - mówi naczelnik Przemysław Smyczek. Tylko do jutra bielszczanie mogą zgłaszać propozycje projektów w finałowej selekcji.

Kilka tygodni temu Bielsko-Biała zakwalifikowało się do finałowej czwórki w walce o Europejską Stolicę Kultury 2029. Przeświadczenie jest takie, że konkurujemy z innymi miastami pod względem oferty kulturalnej. W rzeczywistości chodzi jednak o coś znacznie więcej niż koncerty czy imprezy.

Pora porzucić dawne sentymenty

Przez kapitułę oceniane były kierunki myślenia związane z funkcjonowaniem miasta i koncepcja jego rozwoju, w szczególności poprzez włączenie w ten proces artystów i środowiska twórcze. ESK ma zbliżać społeczności europejskie, a wszyscy chcielibyśmy, by miasto było nowoczesne i przyjazne do życia.

- Tutaj już nie będzie przemysłu. A co innego mamy do zaoferowania? Mamy niezwykłe otoczenie gór, ale przede wszystkim ogromny potencjał i pozytywny wizerunek kulturowy miasta. Stąd pomysł na staranie się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury - wyjaśnia Przemysław Smyczek, naczelnik wydziału kultury i promocji w Ratuszu. - Widzimy wśród bielszczan duże przywiązanie i poczucie dumy, że żyjemy w Bielsku-Białej. Ale miasto nie rozwinie się bez nowych mieszkańców i przedsiębiorców. Trzeba im stworzyć odpowiednie warunki do życia i rozwoju. Wiele jest takich miast w Polsce, które uwierzyły że są skazane na sukces i nie robią nic aby go osiągnąć. To jest najgorsze - dodaje. Miasto nie chce iść tą drogą.

Czytaj: Gruby program i pieniądze, by stać się Europejską Stolicą Kultury. Czy nas na to stać?

Dlatego w tzw. Bidbooku, którym jest oferta miasta w staraniu się o tytuł ESK, nie ma wielkich koncertów, kilkudniowych festiwali czy innych wydarzeń kulturalnych. Obecne są za to określone kierunki rozwoju. - Wykreowaliśmy program, w którym projekty mają na celu budowanie wrażliwości. Każdy z nich ma nas przygotować na zmiany, które będą następować. Stworzyła się grupa ludzi, którzy w obliczu niepewnej sytuacji na świecie, wyzwań środowiskowych, starzejącego się społeczeństwa i wielu zagrożeń cywilizacyjnych, jak choćby coraz większy odsetek ludzi z problemami psychicznymi chce waloryzować, to miasto w oparciu o jego tożsamość, doświadczenia i potencjał - tłumaczy naczelnik Smyczek.

Wielka wizja rozwoju do 2029 roku

Bidbook to strategia i plan budowania miasta. Dlatego wśród projektów jest m.in. nowa siedziba Banialuki, projekt badawczy grodziska czy parki pamięci na cmentarzach żydowskim i ewangelickim. Ważne jest budowanie wrażliwości na zagrożenia klimatyczne. Aby lepiej się przygotować na czekające nas zmiany społeczne proponowany jest projekt przełamywania stereotypów, a także tzw. Mapa Wolności, natomiast Festiwal Uważności ma być sposobem na radzenie sobie w otaczającym nas przebodźcowanym świecie. Rozwój miasta to budowa centrum przesiadkowego, północnej obwodnicy śródmieścia, centrum innowacji cyfrowych oraz basenu z centrum edukacji o wodzie na osiedlu Polskich Skrzydeł.

Czytaj: Grodzisko europejskim fenomenem? Chcemy poznać tajemnicę skrywaną przez pramiasto

Sednem kandydatury jest „dobrostan”. Takie uczucie ma towarzyszyć wszystkim mieszkańcom, niezależnie czy Europejską Stolicą Kultury zostaniemy, czy nie. Dobrostan w tym rozumieniu składa się z trzech filarów - świadomość, społeczeństwo i otoczenie. Zawiera elementy ważne dla nas, takie które już posiadamy, ale również takie do których powinniśmy dążyć. Każda z tych wartości znajduje się na tym samym poziomie. Nie ma lepszych ani gorszych. Świadome społeczeństwo potrafi rozwiązywać problemy, jest odporne na trudności. Dobre otoczenie ma sprawiać, że właśnie w tym miejscu na świecie ludzie chcą żyć.

- Miasto ma być odpowiedzialnością mieszkańców, dlatego chcemy maksymalnie zaangażować ich w budowanie swojej przyszłości - mówi Przemysław Smyczek. Do jutra, 3 grudnia, trwa nabór kolejnych projektów, które mają wspomóc w wyścigu o tytuł ESK. Przy okazji Świąt na Starówce spodziewać się możemy kampanii budującej świadomość mieszkańców, że jesteśmy w finale konkursu.

Kilka miesięcy na finałową ofertę

W najbliższych tygodniach zapraszani do miasta będą eksperci i artyści, z którymi wymienić będzie można doświadczenia i refleksje na temat przyszłości miast i Europy. Następne projekty będzie można zgłaszać w marcu. W majuostateczny program kandydatury zostanie zamknięty. W ostatnim etapie komisja ekspertów, która wskaże miasto będące Europejską Stolicą Kultury 2029, przyjedzie do nas by sprawdzić na miejscu, czy miasto rzeczywiście ma potencjał i jest w stanie zrealizować projekty zawarte w Bidbooku.

Czytaj: Europejska Stolica Kultury 2029. Bielsko-Biała w finałowej czwórce walczącej o tytuł!

Poza rozwojem i budowaniem dobrostanu tytułowi towarzyszą także wymierne korzyści. Władze miasta już teraz zaczynają zauważać zainteresowanie sektora biznesowego przejściem do finałowego etapu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego obiecało 100 mln zł dla Europejskiej Stolicy Kultury. Środki zainwestują też zapewne władze wojewódzkie oraz prywatni przedsiębiorcy. Miasto w perspektywie lat 2024-30 ma ponieść zaledwi 30 proc. kosztów, ale w Bielsku-Białej powstanie szereg inwestycji.

- To są projekty niezbędne, żeby dopełnić pejzaż miasta przyjaznego do życia. Środki wydane na inwestycje pozostaną w mieście. Nic nie jest planowane specjalnie pod Europejską Stolicę Kultury. Są to inwestycje, które i tak trzeba wykonać oraz wykorzystanie i wzmocnienie potencjału miejsc, które już istnieją. ESK jest inwestycją dla mieszkańców Bielska-Białej - zapewnia naczelnik Przemysław Smyczek.

Adam Kanik
[email protected]