Od ula, do słoika. Jaką drogę przechodzi polski miód zanim znajdzie się w Twojej kuchni?
Od niedawna w Polsce i całej Unii Europejskiej funkcjonują przepisy, które pozwalają znacznie dokładniej określić pochodzenie miodu. To zmiana, która do tej pory była widoczna najczęściej w cenie produktu, a obecnie pojawia się obowiązkowo na wszystkich etykietach. Niektóre produkty skłaniają tym sposobem do myślenia: ile kilometrów przebył słoik zanim trafił do naszej spiżarni? W dzisiejszym artykule prześledzimy drogę naszego regionalnego miodu, od ula i plastra do pełnoprawnego produktu.
Sezonowość zbiorów miodu i wpływ klimatu
Wszystko zaczyna się na łące, w sadzie albo w lesie – zależnie od kwitnącego akurat pożytku. Plaster można wybrać dopiero wtedy, gdy pszczoły same go zasklepią woskiem, co oznacza, że nadmiar wody odparował, a miód osiągnął odpowiednią gęstość. Zbiór za wcześnie kończy się produktem, który łatwo fermentuje. Właśnie dlatego miód jest produktem mocno sezonowym, dobry miód wymaga czasu, a tempo pracy zawsze dyktują procesy biologiczne pszczół.
Niestety, rok 2025 wygenerował dla wielu pszczelarzy stratę. Chłodna, przeciągnięta wiosna i przymrozki sprawiły, że w wielu pasiekach w Polsce zbiory były wyraźnie niższe niż zwykle, a część odmian, jak miód akacjowy, w niektórych rejonach w ogóle się nie pojawiła. Dla lokalnych pszczelarzy oznaczało to wyprodukowanych mniej litrów miodu z tego samego ula, przy zachowaniu tych samych kosztów prowadzenia pasieki.
Jak się zbiera miód – od plastra do miodarki
Zebrane ramki trafiają do pracowni, gdzie plastry są odsklepiane (usuwa się z nich cienką warstwę wosku zamykającą komórki), a następnie umieszcza w miodarce. To urządzenie działa na zasadzie siły odśrodkowej: miód jest odwirowywany z plastrów bez ich niszczenia, dzięki czemu ramki wracają potem do uli. Po odwirowaniu surowiec przechodzi przez sita, które zatrzymują większe zanieczyszczenia, takie jak fragmenty wosku czy propolisu, zachowując jednocześnie cenny pyłek. Pyłek to w pełni naturalny składnik miodu, którego obecność wyróżnia produkt pozyskiwany tradycyjnie na tle wyrobów przetwarzanych przemysłowo.
Na tym etapie decyduje się też, czy miód będzie płynny, czy skrystalizowany. Krystalizacja to naturalny proces, którego tempo zależy od odmiany: miód rzepakowy stwardnieje w ciągu paru tygodni, akacjowy potrafi zostać płynny nawet przez rok. Wynika to bezpośrednio ze składu cukrów i jest całkowicie naturalną cechą produktu.
Dlaczego pochodzenie miodu ma znaczenie?
Od czerwca 2026 roku obowiązują nowe unijne zasady znakowania miodu, które nakazują podawanie na etykiecie krajów pochodzenia oraz procentowego udziału każdego z nich w mieszance. Zmiana wynika z unijnego dochodzenia, które wykazało, że znaczna część importowanego miodu badanego na granicach mogła być fałszowana. Dla kupującego oznacza to więcej informacji, ale też konieczność samodzielnego porównywania etykiet na półkach.
Wygodną alternatywą jest wybór producenta, który od początku podaje pełne pochodzenie surowca, bo pracuje na własnych pasiekach. Gospodarstwo Pasieczne Łysoń z Kleczy Górnej, działające w Beskidzie Małym, prowadzi tego rodzaju produkcję od pokoleń, miody odmianowe, pozyskiwane z konkretnych rejonów, można zobaczyć tutaj.
Ostatni etap – słoik i etykieta
Zanim miód trafi do sprzedaży, przechodzi jeszcze kontrolę jakościową – sprawdzana jest wilgotność, zawartość HMF wskazującego na ewentualne przegrzanie oraz skład pyłkowy potwierdzający odmianę. Dopiero wtedy produkt trafiają do słoika, a na etykiecie pojawia się jasna informacja o kraju zbioru, wymagana przez nowe przepisy.
Dla mieszkańców regionu zakupy te wiążą się z bardzo krótkim łańcuchem dostaw. Miód z pasieki oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów trafia do koszyka prosto z najbliższej okolicy, bez konieczności transportu przez całą Europę. Bez zanieczyszczania środowiska i wspierając lokalnych przedsiębiorców.
Artykuł sponsorowany
Klauzula informacyjna ›