Ten człowiek terroryzuje lokale w centrum. W jednym złapał za nóż, w innym oblał klientkę winem
Opublikowany przez nas w środę artykuł na temat bezdomnych zatruwających życie mieszkańców i pracowników lokali gastronomicznych na Rynku wywołał duże poruszenie. W mediach społecznościowych pojawiła się fala komentarzy, w tym również od pracowników i właścicieli gastronomii. We wtorek jeden z bezdomnych ukradł nóż i groził śmiercią obsłudze restauracji przy placu Chrobrego. To dobrze znany w Bielsku-Białej osobnik, wobec którego służby wydają się być bezradne.
Czytaj: Koszmar mieszkańców Rynku. „Utworzyła się melina. To już jest nieprzyzwoite i odstrasza ludzi”
Czytaj: Brutalne pobicie w centrum, na miejscu kilka patroli! Doszło do samosądu? - foto
Pracownicy bielskiej gastronomii są wykończeni nieustającą walką z agresywnymi kloszardami. Chodzą między stolikami, żebrzą, są nachalni, nieraz zaczepiają. Szczególnie w kość daje im jeden z nich - 49-letni bezdomny. Jak dowiedział się portal, we wtorek mężczyzna ten ukradł nóż w jednym z lokali i straszył nim pracowników sąsiedniego lokalu. O sprawie opowiada nam pracownica Mimoza Bistro.
Wrócił z izby i się śmieje
- Bezdomny ukradł nóż od naszych sąsiadów z kebaba i groził naszej obsłudze. Sprawa została zgłoszona na policję. Była interwencja, policjanci zabrali ową osobę na jedną noc. Dzisiaj znów siedział pod drzewkiem na placu Chrobrego i od rana prowokował śmiejąc się z nas i przy okazji z nieszczelnego systemu, który mamy - komentuje restauratorka. Zdarzenie potwierdza oficer prasowy bielskiej policji.
- 49-letni bezdomny mężczyzna groził pozbawieniem życia obsłudze lokalu. Policjanci na miejscu udzielili pouczenia zgłaszającym na temat gróźb karalnych, którzy stwierdzili, że w chwili obecnej nie obawiają się ich spełnienia i nie zdecydowali się złożyć zawiadomienia. Mężczyzna miał w organizmie niecały promil alkoholu - mówi asp. Przemysław Kozyra. Bezdomny trafił na izbę wytrzeźwień.
W środę udaliśmy się na wizję w terenie, aby rozpytać o niebezpiecznego osobnika. - Bezdomny jest arogancki, znamy go od dawna. Tego dnia, w biały dzień, podczas gdy na placu były nawet rodziny z dziećmi, wulgarnie groził nam, że nas pozabija. Sławek (właściciel - red.) wezwał policję. Podszedł do niego bardzo spokojnie i całe szczęście, bo nie wiadomo co by się mogło stać - mówi właścicielka Mimozy.
Dopija wina, kradnie butelki
- Pracuję w lokalu gastronomicznym i jego codzienne wizyty u nas są już nie do zniesienia! Bezczelne oraz wulgarne zachowanie wobec obsługi i klientów jest wykańczające. Oczywiście zgłaszamy to na policję, na straż miejską, ale co jak następnego dnia jest to samo! W każdym lokalu na Rynku ma zakaz wstępu. Czuje się bezkarnie i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Prosimy miasto o jakąś pomoc. Jeśli trzeba zwrócimy się z pismem do Pana Prezydenta - to wpis pod nasz artykułem pani Marceliny z „Winoteki”.
- Nie może jedna osoba terroryzować i zastraszać cały bielski Rynek, lokale i klientów. Chcemy bezpiecznie pracować, mieszkać, a pan „M.R.” skutecznie nam to utrudnia - wtóruje jej pani Renata.
Panią Marcelinę również odwiedziliśmy w pracy. - Ma na imię Maciej, każdy go tu zna. Nie sprzedawaliśmy mu alkoholu, więc potrafił zlewać resztki pozostawione przez klientów do kieliszka. Chodzi na boso, często zakrwawiony. Straszy nam klientów. Wielokrotnie słyszeliśmy groźby. Codziennie spisywany jest przez służby, ale policja i straż miejska przerzucają się odpowiedzialnością - słyszymy.
Rzucił kuflem w lokal
- Kradnie nam butelki z winem notorycznie. Wyzywa wszystkich, śmieje się nam w twarz. Potrafi obsikać nam witrynę, a raz oblał nawet klientkę napojem. Z tego co słyszeliśmy, to leczy się psychiatrycznie. Policja w tej sytuacji rozkłada ręce, mimo że „skacze” do każdej z nas. Tracimy przez niego klientów. Uważam, że władze miasta powinny zająć się tym problemem - dodaje pracownica lokalu.
Bezdomnego zna doskonale także pan Michał, menedżer Grawitacji, który przez wiele lat mieszkał w kamienicy na Rynku. Jego zdaniem w ostatnim czasie w centrum znacznie przybyło, jak mówi, wszelkiej maści różnych typów. - Oddzielam „żuli” od zwykłych bandytów - przekonuje. - Ci pierwsi są namolni, to prawda, ale nie są niebezpieczni. Gorzej, że coraz więcej jest takich, którzy są agresywni - mówi.
Lokal, o którym mowa, od dłuższego czasu zmaga się z mężczyzną, który regularnie narusza porządek publiczny i wszczyna awantury. - Ostatnio rzucił z ulicy kuflem w nasz lokal, całe szczęście, że nikomu nic się nie stało - mówi Michał. - Wzywamy policję, oni przyjeżdżają, spisują gościa, albo wiozą na izbę wytrzeźwień, a później sytuacja się powtarza. Tu jest coraz gorzej. To się zresztą tyczy nie tylko naszego lokalu, ale wszystkich na tej ulicy i samym Rynku. Trudno uwierzyć, żeby nic się z tym nie dało zrobić.
Poseł podjął interwencję
Sprawą po naszej środowej publikacji zainteresował się poseł Bronisław Foltyn, który przez wiele lat sam prowadził lokal gastronomiczny na bielskim Rynku. - Przeprowadziłem kilkanaście rozmów z właścicielami i pracownikami lokali gastronomicznych na starówce i placu Chrobrego. Efekty tych rozmów są porażające. Od miesiąca jeden człowiek terroryzuje centrum Bielska-Białej i nikt nie potrafi sobie z tym poradzić. Straż Miejska, Policja, MOPS są całkowicie bezradni, a problem narasta z każdym dniem - mówi.
- Niejaki Maciej R. od kilku tygodni zdewastował i zniszczył mienie w kilku lokalach. Niemal codziennie zastrasza i grozi bezbronnym kobietom, które pracują w lokalach gastronomicznych. Znieważa, jest wulgarny, domaga się pieniędzy i alkoholu. Dokonał kilku kradzieży. Rzucał w ludzi butelkami i kuflami ukradzionymi ze stolików. Nie zapłacił rachunków w kilku lokalach. W tym tygodniu ukradł nóż, którym wymachiwał i groził zabójstwem - relacjonuje swoje ustalenia poseł Konfederacji.
Obóz pod kamienicą na Rynku
Dodaje, że poszkodowane są też bielskie hotele, w których Maciej R. przebywał i nie płacił rachunków za noclegi. - W sumie straty oceniam na kilkanaście tysięcy złotych. Oszczędzę państwu historii o fekaliach na witrynach, uszkodzonych zamkach w drzwiach i gościach oblewanych piwem, czy winem i wspomnę tylko o tym, że przez kilka dni funkcjonowało na płycie Rynku, przed jedną z kamienic, całodobowe koczowisko, które również nikomu nie przeszkadzało - dodaje poseł, który czeka na szybką reakcję służb.
W tym celu Bronisław Foltyn podjął interwencję poselską. Odpowiednie pisma na temat bulwersującej sprawy rozesłał do wszystkich służb oraz władz Bielska-Białej i do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Chce, by instytucje jak najszybciej podjęły stosowne do sytuacji działania.
- Ten człowiek sterroryzował całe miasto. Czegoś takiego nigdy u nas nie było. Jak rozbił koczowisko przed jedną z kamienic, to przez kilka dni nikt nie reagował. Trzeba mu jakoś pomóc. Odizolować go i leczyć. Nie może być tak, że wszyscy się go boją - dodaje w rozmowie z nami. Do sprawy będziemy wracać.
Adam Kanik, Kuba Jarosz, Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Na zdjęciu: koczowisko na Rynku, obecnie uprzątnięte
Oceń artykuł:
134 8Komentarze 6
