Piłkarze Podbeskidzia przyzwyczaili nas już do kapryśnej postawy w ekstraklasie, lecz kibice dotąd nie zawodzili. Wczoraj trybuny stadionu przy ul. Rychlińskiego milczały, a "Górale" grali kiepsko, choć obserwował ich trener kadry narodowej.

To była przepiękna wrześniowa sobota. W ciepłe i słoneczne popołudnie na trybunach zasiadło sporo widzów, ale kompletu nie było. Na trybunach zobaczyliśmy m.in.trenera kadry narodowej Franciszka Smudę, który po sensacyjnym zwycięstwie "Górali" nad Legią w Warszawie chciał się przekonać, jak bielscy piłkarze radzą sobie na swoim boisku. Decyzją zarządu na stadion nie wpuszczono kibiców gości. Niespodobało się to naszym fanom. Zdecydowali, że w proteście podczas tego meczu nie będzie zorganizowanego dopingu.

Dlatego wczoraj na trybunach było bardzo cicho. Czasem tylko wykrzyczano hasło "Piłka nożna dla kibiców", lecz nasi piłkarze nie otrzymali wsparcia, jakim jest zwykle tzw. dwunasty zawodnik, czyli miejscowa publiczność. Słychać było za to niewielką grupkę fanów Ruchu, którzy zasiedli w towarzystwie bielskich kibiców. Mecz był raczej nudny, a jedyną bramkę zdobyli goście w pierwszej połowie. W TSP zadebiutował pochodzący z Izraela - Liran Cohen.

Nasza relacja z meczu przy Rychlińskiego: "Górale oddali trzy punkty". 

Foto: Krzysztof Dubiel