Siedem minut - tyle czasu upłynęły od momentu wywołania zastępu do udziału w akcji gaśniczej, do przyjazdu pierwszego wozu na miejsce pożaru przy ul. Konopnickiej w Bielsku-Białej. Autor jednego z komentarzy zarzucił służbom opieszałość, a nawet niedopełnienie obowiązków twierdząc, że szybsza reakcja pozwoliłaby ograniczyć straty materialne. Trudno uznać ten czas za długi, bo miejsce zdarzenia od remizy dzieliły 4 kilometry, które pokonać musi ważący blisko 20 ton wóz bojowy.

W czwartek wieczorem doszło do pożaru budynku wielorodzinnego u zbiegu ul. Konopnickiej i Damrota w Bielsku-Białej. Pożar wybuchł na poddaszu, w akcji gaśniczej brało udział pięć zastępów straży pożarnej. Jeszcze w trakcie prowadzonych działań pojawiły się komentarz o rzekomej opieszałości służb (o zdarzeniu pisaliśmy w artykule: Pożar w budynku wielorodzinnym. Ogień przez okno wyszedł na dach - foto).

Wyjazd z remizy w niecałe 2 minuty

- Na miejscu mieszkańców zgłosiłbym sprawę i przeszedł na stronę prawną, czas dojazdu służb był zdecydowanie długi. Wiele strat można by ograniczyć jeśli reakcja była by zdecydowanie szybsza. Jesli biegły udowodniłby niedopełnienie obowiązków straży, można ubiegać się o odszkodowanie. Straż utrzymywana jest z funduszy publicznych, więc było by miło gdyby potencjał służył mieszkańcom tak jak należy - twierdzi mieszkaniec, który anonimowo opublikował swój wpis pod artykułem z trwającej akcji gaśniczej.

Poprosiliśmy w Komendzie Miejskiej PSP w Bielsku-Białej o informacje na temat pożaru. Zgłoszenie o zdarzeniu zostało przekazane przez stanowisko kierowanie do zastępów o godz. 18.25:15. Wyjazd zastępu z JRG-1 miał miejsce o godz. 18.27:04. W tym czasie ratownicy muszą przybiec do garażu, ubrać się w sprzęt bojowy na który składają się spodnie, bluza i buty, a następnie 6-osobowy zastęp rusza do akcji.

- W czasie inspekcji czas gotowości do wyjazdu nie może przekraczać 120 sekund - mówi mł. bryg. Patrycja Pokrzywa, oficer prasowa bielskich strażaków. Pierwszy zastęp był na miejscu pożaru o godz. 18.32 - upłynęło więc siedem minut od powiadomienia zastępu, a pięć od momentu opuszczenia JRG-1. 

Krzywdzące i bezpodstawne oskarżenia

Czy to długi czas? Zastępy miały do pokonania 4 kilometry - tyle dzieli siedzibę KM PSP przy ul. Leszczyńskiej w Bielsku-Białej od miejsca akcji jadąc zachodnią obwodnicą. Według nawigacji Google Maps w porze, w której wystąpił pożar, czas przejazdu na wskazanej trasie waha się od 6 do nawet 14 minut. To czas dla pojazdów, które zatrzymują się na czerwonym świetle i jadą zgodnie z ograniczeniami prędkości.

Wóz bojowy jako pojazd uprzywilejowany takich ograniczeń nie ma, ale z drugiej strony jego gabaryty, masa pojazdu, zbiornika wypełnionego wodą i różnego rodzaju sprzętu, a także specyfika prowadzenia uniemożliwiają osiąganie dynamiki przyspieszenia typowej dla samochodów osobowych.

Można zrozumieć emocje, bo w trakcie dramatu czas się dłuży, a sekundy stają się minutami, jednak trudno uznać, że 7 minut dojazdu do pożaru jest czasem długim. Z kolei niedopuszczalne i nieodpowiedzialne jest sugerowanie, że ratownicy niedopełnili swoich obowiązków! Bezpodstawne oskarżenia krzywdzą strażaków walczących z żywiołem i podważają wiarygodność do podmiotów, które każdego dnia z narażeniem własnego życia ratują zdrowie, życie oraz dobytek. To precedens, który nie powinien mieć miejsca. 

Bartłomiej Kawalec
[email protected]