- Liczyły się w tym czasie sekundy - przekonuje w oświadczeniu przesłanym do naszej redakcji Alina W. Pielęgniarka z Eskulapa odpiera zarzuty prokuratury w sprawie tragicznej śmierci 41-latki po cesarskim cięciu. Kobieta zaprzecza, jakoby samowolnie rozpoczęła operację, twierdząc, że usunęła tylko szwy z wykonanego wcześniej cesarskiego cięcia. Odnosi się także do zarzutu fałszowania dokumentacji medycznej. Jej zdaniem odpowiedzialność w tym zakresie ponosi jedynie anestezjolog.

W poniedziałek opublikowaliśmy najnowsze ustalenia biegłych sądowych, którzy wydali multidyscyplinarną opinię w postępowaniu dotyczącym śmierci 41-latki. Kobieta zmarła kilka godzin po porodzie w Esculapie w Bielsku-Białej, w wyniku ostrej niewydolności spowodowanej atonią macicy i wstrząsem krwotocznym.

Prokuratura uważa, że rozpoczęła operację

Z ustaleń prokuratury wynika, że drugą operację zmarłej pacjentki rozpoczęła pielęgniarka Alina W., która usunęła szwy po przeprowadzonym kilka godzin wcześniej cesarskim cięciu, a następnie przecięła powięź. Zdaniem śledczych nie była uprawnioniona do wykonywania tych czynności.

Czytaj: Śmierć po cesarskim cięciu. Opinia biegłych i analiza logowań wskazuje na szereg zaniedbań

Prokuratura już wcześniej - pod koniec ub. roku - postawiła pielęgniarce dwa zarzuty - narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i poświadczenia nieprawdy w dokumetacji medycznej. Według najnowszych ustaleń, poczynionych m.in. w oparciu o dane logowań telefonu ginekologa Jarosława K, druga operacja 41-latki nie rozpoczęła się ok. godz. 18.00, a co najmniej półtorej godziny później.

Do tych zarzutów odniosła się Alina W., w oświadczeniu przesłanym do redakcji portalu. Podkreśla w nim, że jest magistrem pielęgniarstwa ze specjalizacją w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Autorka pisma odnosi się bezpośrednio do ustaleń dotyczących przebiegu wydarzeń z 29 maja 2025 roku.

Pielęgniarka nie zgadza się z oceną prokuratury

W swoim stanowisku sprzeciwia się przypisywaniu jej odpowiedzialności za spowodowanie stanu zagrożenia zdrowia pacjentki. Jak zaznacza, wszystkie decyzje, które podjęła tego dnia, wynikały z konieczności natychmiastowej reakcji w obliczu stanu wyższej konieczności i były zgodne z wiedzą i etyką zawodową.

- Oświadczam, co poparte jest powszechną wiedzą medyczną, że nie rozpoczęłam operacji. Wszelkie moje działania w tym dniu zmierzały do ratowania życia pacjentki. Podjęłam je dlatego, gdyż liczyły się w tym czasie sekundy, które decydowały o życiu pacjentki. Gdybym nie podjęła tych zgodnych ze sztuką medyczną działań, szanse na pogorszenie stanu zdrowia, a w efekcie śmierci pacjentki jeszcze, by wzrosły. Tak zostałam nauczona i takie posiadam wartości zgodne z przysięgą pielęgniarską - tłumaczy Alina W.

W dalszej treści pielęgniarka odnosi się do odpowiedzialności za treść dokumentacji medycznej.

Prokuratura czeka na opinię uzupełniającą

- Nie mogę ponosić też odpowiedzialności za dane w dokumentacji anestezjologicznej, gdyż zgodnie z paragrafem 9 pkt. 12 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 16 grudnia 2016 w sprawie standardu organizacyjnego opieki zdrowotnej w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, jest wprost za nią odpowiedzialny lekarz wykonujący znieczulenie, a nie osoba pełniąca funkcję protokolantki takiego lekarza w przypadku wypełniania druków papierowych a nie elektronicznych - kończy swoje pismo.

Wspomnianym anestezjologiem i zarazem właścicielem Esculapa w Bielsku-Białej był Andrzej Stanisław W. Z kolei Alina W. oprócz pielęgniarki pełnił także funkcję prokurentki spółki, która prowadziła placówkę.

Postępowanie dotyczące wyjaśnienia okoliczności śmierci 41-latki w klinice Eskulap pozostaje w toku. -Czekamy na jeszcze jedną opinię biegłego sądowego - mówił nam prokurator rejonowy Łukasz Zachura.

bak