Zaczynali jako skromna, robotnicza sekcja przy Lenko. Tak przez lata rodziła się bielska siatkówka
Historia bielskiej siatkówki to opowieść o ludziach, którzy nie poddawali się mimo politycznych zawirowań i zmieniających się ustrojów. Wszystko zaczęło się w 1946 roku, gdy przy zakładach Lenko powstała pierwsza w mieście sekcja męskiej siatkówki. 80 lat temu fundamenty kładziono w trudnych, powojennych warunkach, często na prowizorycznych boiskach pod gołym niebem. Zaraz po wojnie sport był dla mieszkańców Bielska jedną z niewielu odskoczni od trudnej codzienności.
Człowiekiem, który po wojnie zaszczepił tu siatkarskiego bakcyla, był Włodzimierz Trill. Przyjechał ze wschodu i stał się motorem napędowym nowej sekcji. Początki były iście partyzanckie - mecze rozgrywano wyłącznie latem, na świeżym powietrzu. Trenowano tam, gdzie się tylko dało - w Cygańskim Lesie, w Wapienicy, przy Domu Żołnierza, na kortach czy przy zakładowej świetlicy Lenko. W zespole, obok lokalnych zapaleńców, występowali nawet dwaj rosyjscy żołnierze Armii Radzieckiej stacjonującej w Bielsku.
Trenowali w dzisiejszej Kubiszówce
W latach powojennych nie było jeszcze ogólnopolskiej ligi w znanym nam dziś wydaniu. Drużyny rywalizowały w ramach Centralnej Rady Związków Zawodowych, walcząc z reprezentacjami hutników, górników czy włókniarzy. RKS Lenko szybko wdrał się na szczyt. Już w sezonie 1947/48 bielski zespół został mistrzem robotniczych klubów, zostawiając w pokonanym polu ekipy z Warszawy, Gdańska i Wrocławia.
W tym pionierskim składzie pierwsze skrzypce grał Wiesław Piotrowski, a wspierali go m.in. Henryk Chyliński (mierzący imponujące 202 cm), Adam Drożdż czy Jerzy Ozga. Z czasem miejscem treningów drużyny stała się hala przy obecnej ulicy Słowackiego, gdzie obecnie mieści się „Kubiszówka”. Obiekt zbudowany przed wojną ze składek społecznych należał do największych w regionie - gościł nawet mecze międzypaństwowe, jak spotkanie Polski z NRD. Historia go nie oszczędzała. Najpierw zdewastowali go kwaterujący tam po wojnie junacy, a w 1975 roku - po utworzeniu województwa bielskiego - partyjni dygnitarze uznali, że sportowcy muszą ustąpić miejsca partii i w hali powstał Wojewódzki Ośrodek Szkolenia Ideologicznego.
Siatkarze stracili swój dom, co na długi czas wymusiło tułaczkę po mniejszych, zastępczych salach i momentalnie zahamowało rozwój sekcji. Zanim jednak do tego doszło, w latach 50. sekcja przeniosła się z Lenko do zakładów Finex, a klub przyjął nazwę Włókniarz. W zespole zaczęły pojawiać się młode talenty, jak Adam Suchoń czy Alfred Sosgórnik. Ten ostatni został później rekordzistą Polski i olimpijczykiem, choć w pchnięciu kulą, co tylko potwierdzało, jak wszechstronnych sportowców wychowywała bielska sekcja.
Ratowanie sekcji bokserskiej kosztem siatkarzy
Wiktor Krebok wspominał, że w tej samej hali miał okazję odbijać piłkę z legendarną Mirosławą Zakrzewską-Kotulą, która w latach 50. reprezentowała barwy BKS Stal. - Huknęła tak, że ręce miałem czerwone jak barszcz - opowiadał po latach trener, wspominając początki swojej miłości do siatkówki.
Trzęsienie ziemi przyniosła końcówka lat 60. Odgórną, polityczną decyzją połączono Włókniarz z BBTS-em. Krebok do dziś wspomina to z niechęcią. Jego zdaniem „towarzysze” chcieli ratować sekcję bokserską BBTS-u, która nie miała funduszy, i kosztem siatkarzy stworzyli jeden wielki klub. Ta decyzja sprawiła, że bielska siatkówka na kilkanaście lat utknęła na poziomie drugiej ligi, tracąc dawną tożsamość.
To właśnie Krebok stał się postacią, która spięła dawną historię Włókniarza z nową erą BBTS-u. Grał w klubie przez 16 lat, schodząc z parkietu dopiero jako 38-latek pod koniec lat 70. Jako trener słynął z twardego charakteru i własnych metod motywacji. Do legendy przeszło jego rozpinanie dresu przy linii bocznej - był to sygnał dla nieżyjącego już rozgrywającego Henryka Kubicy, że jeśli nie poprawi gry, to usiądzie na ławce.
Awans do elity i sensacyjny Puchar Polski
Z trenerem Krebokiem na ławce zespół BBTS na początku lat 90. przeszedł drogę do najwyższej klasy rozgrywkowej, a w 1993 roku świętował brązowymedal mistrzostw Polski. Rok później siatkarze sprawili olbrzymią sensację, gdy sięgnęli po Puchar Polski, odbierając go ówczesnym mistrzom kraju (wspominaliśmy ten sukces w artykule: Kopciuszek dokonał cudu. Szaleli na zagrywce i doprowadzili do rozpaczy miejscowych kibiców). Dobre wyniki w klubie otworzyły Krebokowi drzwi do reprezentacji Polski i w 1994 roku został trenerem kadry, którą dwa lata później wprowadził na Igrzyska Olimpijskie w Atlancie.
Był to pierwszy olimpijski awans naszych siatkarzy od 1980 roku. Do USA poleciała najmłodsza ekipa turnieju, w której grali tacy zawodnicy jak Paweł Zagumny czy Piotr Gruszka, stawiający swoje pierwsze kroki właśnie w bielskim BBTS-ie. Choć w Atlancie trafiliśmy na bardzo mocnych rywali i nie udało się wyjść z grupy, Krebok podkreślał, że to właśnie tam ci młodzi chłopcy nauczyli się wielkiej siatkówki. Zderzenie z Amerykanami czy Brazylijczykami było bolesne, ale bezcenne. Rok później ta sama grupa została mistrzami świata juniorów w Bahrajnie.. Sukces ten pozwolił Polsce ubiegać się o udział w Lidze Światowej.
Mariaż siatkówki z rozlewnią wódek
Końcówka lat 90. przyniosła kolejną, dość barwną przebudowę klubu, gdy powołano BBTS Siatkarz-Original. Nazwa nie była przypadkowa - wprost nawiązywała do produktów rozlewanych w bielskim Polmosie, a pierwszym prezesem klubu w nowych realiach został Józef Kapela, ówczesny szef wytwórni wódek.
W rynkowej rzeczywistości sport musiał szukać wsparcia tam, gdzie realnie były pieniądze, nawet jeśli mariaż siatkówki z branżą alkoholową budził u niektórych kontrowersje. Z czasem struktury okrzepły, co ostatecznie doprowadziło do przekształcenia klubu w działającą obecnie spółkę akcyjną.
Przez te 80 lat Bielsko-Biała stało się prawdziwym miastem siatkówki, choć rozwijało się nieco w cieniu innych dyscyplin. Wiktor Krebok w dawnych wywiadach uważał, że siatkarze mogli zawsze liczyć na spokój, bo uwagę elit przyciągał boks, który z wiadomych względów z czasem ustąpił na rzecz piłki nożnej. Paradoksalnie ten brak bycia w głównym świetle jupiterów pozwolił kolejnym pokoleniom trenerów szkolić młodzież i budować markę, która przetrwała próby czasu i - z lepszym bądź gorszym skutkiem - trwa do dziś.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Zdjęcie: BBTS Włókniarz Bielsko-Biała
Oceń artykuł:
52 0