Brak szacunku do drugiego człowieka i poszanowania podstawowych zasad współżycia społecznego, w tym prawa do odpoczynku - tak nazwać można trzy ostatnie noce w Bielsku-Białej. Do redakcji wciąż spływają dziesiątki zgłoszeń po organizacji festiwalu na lotnisku. Jedno z nich na redakcyjną skrzynkę przesłała w środku nocy miejska urzędniczka, która dziś rano wstaje do pracy. - Mamy prawo wymagać od ludzi sprawujących władzę respektowania naszych praw - pisze i słusznie pyta, czy prywatnego podmiotu nie obowiązuje przestrzegania prawa?

Czytaj: Ratusz wydał zgodę, a potem nic nie mógł zrobić? „Jest luka w prawie i spór kompetencyjny”

To były trzy dni koszmaru dla dzieci, osób starszych i schorowanych, które musiały znosić hałas generowany przez muzyczny festiwal. Scena ustawiona na wzniesieniu na otwartej przestrzeni, w bliskim sąsiedztwie osiedli mieszkaniowych, generowała olbrzymi hałas i jeszcze bardziej uciążliwe drgania niskich tonów. W sobotę ograniczenie hałasu zapowiedział prezydent Jarosław Klimaszewski. Na słowach się skończyło. Prawa do wypoczynku pozbawiono całe miasto, bo wszyscy mimo woli i chęci, byli uczestnikami imprezy. 

„Tego nie robi się własnym obywatelom”

Dziś w środku nocy na gorzkie słowa pod adresem władz Bielska-Białej, które musiały wydać i doskonale wiedziały jaki jest charakter imprezy masowej, zdecydowała się miejska urzędniczka. Publikujemy w całości list, który przesłała na redakcyjną skrzynkę. Jej dane pozostają do wiadomości redakcji.

- Piszę ten tekst w poniedziałek po godzinie 2.00 w nocy, w domu odległym od miejsca imprezy o 11 kilometrów, przy zamkniętych oknach, przez ścienny słuchać koszmarne basowe dudnienie. Czekam, aż wreszcie ucichnie. Po 6 rano wstaję do pracy. Jak większość ludzi, którzy niedospani, narzekający pewnie przejdą nad tym do porządku…. Tego nie robi się miastu! Tego nie robi się własnym obywatelom, których „dobrostan”, odmieniany przez wszystkie przypadki, rzekomo jest priorytetem! - czytamy.

- To jest pogarda dla ludzi mieszkających nie tylko w Bielsku-Białej, ale i w okolicy miasta, gdyż basowy łomot przez trzy dni słychać było do późnej nocy nawet w miejscowościach odległych o kilkanaście kilometrów o miejsca imprezy! I to z miasta, które chlubi się tytułem Polskiej Stolicy Kultury! Nagłośnienie imprezy graniczyło z obłędem, naruszając prawa tysięcy ludzi do wypoczynku, spokoju i snu.

Dlaczego władza nie respektuje prawa?

- To jest łamanie prawa większości a w sensie prawnym, także polskiego prawa w art. 51. Kodeks wykroczeń - zakłócenie spokoju lub porządku publicznego. Impreza nie była inicjowana przez miasto, lecz podmiot prywatny, którego chyba obowiązuje przestrzeganie prawa? Dlaczego większość ludzi ma wciąż zaciskać zęby i milczeć gdy łamie się ich prawa, nie tylko w przypadku tej imprezy, ale wielu imprez masowych organizowanych przez miasta i gminy wiejskie? W większości przypadków nagłośnienie wymyka się wszelkim prawom rozsądku, nie bierze się pod uwagę ani liczby uczestników, ani warunków terenowych.

- Dźwięk rozchodzący się w szerokim promieniu nie ma nic wspólnego z muzyką. Jest to odhumanizowany łomot, uderzenia młota o niskiej częstotliwości, nie do wytłumienia stoperami do uszu, nękający, a po kilku godzinach, zwłaszcza w nocy będący wręcz torturą. Wcale nie musimy tak żyć, przecież łomot wcale nie musi być dźwiękową wizytówką cywilizacji XXI wieku. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu palenie papierosów w restauracjach, biurach i autobusach było normą a jego zakazywanie wywoływało sprzeciw.

- Dziś jest to nie do pomyślenia, pokazując jak można zmienić świadomość. Jesteśmy więc na początku długiej drogi, by uświadomić że hałas również zabija (tylko nieco wolniej niż rak) a cisza jest higieną psychiczną człowieka. Wszyscy, którzy żyją w ciągłym stresie, terroryzowani hałasem który uniemożliwia normalne funkcjonowanie, niech przyłączą się do akcji „Więcej ciszy – łomot stop!”.

- Mamy prawo wymagać od ludzi sprawujących władzę respektowania naszych praw. Należy wreszcie zacząć o tym głośno mówić, iż jest to poważny problem społeczny - kończy swój list miejska urzędniczka.

bak