Podczas posiedzenia Sejmu doszło do happeningu z udziałem posła z Bielska-Białej. Bronisław Foltyn, ironizując z mównicy o największej aferze na południu Polski, stanął w obronie mieszkańca miasta, który kupił prezerwatywy na kancelarię premiera. Na sali plenarnej pojawiło się opakowanie... prezerwatyw z wizerunkiem Donalda Tuska, a finałem wystąpienia był balon dryfujący pod samym sufitem sejmowej sali.

Czytaj: Kupił prezerwatywy na kancelarię premiera, dziś usłyszał zarzuty. „Dla mnie to kuriozum”

Foltyn zabrał głos podczas wtorkowej posiedzenia Sejmu. - Chciałem opowiedzieć o pewnej aferze, ale nie o aferze senatora Lentza, ani aferze Giertycha, który był oskarżony o przywłaszczeniu wielu milionów złotych, a sprawę umorzono, ale największej aferze na południu Polski. Akta sprawy liczą 100 stron, przesłuchano kilkanaście osób, w zaledwie dwa miesiące postawiono akt oskarżenia groźnemu przestępcy - ironizował.

- Człowiek nazywa się Tomasz Sidorczuk, jest z mojego miasta, Bielska-Białej. Bandyta numer jeden kupił prezerwatywy na Donalda Tuska. W jakim świecie my żyjemy, pół Krajowej Administacji Skarbowej w Katowicach rzuciło się na niego, a nie rozliczacie o wiele poważniejszych afer - grzmiał z mównicy. 

W pewnym momencie wziął do ręki wielkie opakowanie prezerwatyw z podobizną premiera Donalda Tuska i napisem „Dura Lex”, co jest nawiązaniem do nazwy popularnego producenta prezerwatyw, ale też rzymskiej zasady prawa. - Państwo nie może być silne wobec słabych i słabe wobec silnych - dodał parlamentarzysta z Bielska-Białej i puścił na sali plenarnej balon wypełniony helem, który uniósł się wysoko pod sufit.

- Będzie pan za to odpowiadał. Rozumiem, że trzeba zaszokować, ale proszę powiedzieć, kto to ściągnie? - pytała wicemarszałek Dorota Niedziela. - Pan myśli, że pracownicy Kancelarii Sejmu będą to ściągać? Mógł pan mieć pudełko, a teraz będzie ktoś narażał swoje bezpieczeństwo, a pan pójdzie spać - mówiła.

bak