Miała być prowokacja, ukazująca luki systemu, ale urzędnicy potraktowali sprawę poważnie. Sprawa zakupu prezerwatyw w aptece w Bielsku-Białej i wzięcia faktury na Kancelarię Prezesa Rady Ministrów ma swój dalszy ciąg. Dziś autor nagrania usłyszał zarzuty karno-skarbowe. - Nie przyznaję się do zarzucanych czynów - mówi.

Na początku lutego Tomasz Sidorczuk z Bielska-Białej udał się do apteki w centrum handlowym i kupił prezerwatywy. Następnie poprosił o fakturę w systemie KSeF na Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, podając jej numer NIP. Wszystko nagrał i zamieścił w mediach społecznościowych, by pokazać luki systemu.

Wideo stało się viralem, który obejrzało kilka milionów osób. Urzędnicy karno-skarbowi nie byli tak wyrozumiali, jak internauci. Dziś mężczyzna został przesłuchany w Śląskim Urzędzie Celno-Skarbowym w Katowicach. Zostały mu przedstawione zarzuty podżegania do wystawienia nierzetelnej faktury.

- Przesłuchanie przebiegło profesjonalnie i spokojnie - relacjonuje Tomasz Sidorczuk. - Za zarzut, który jest mi stawiany, grożą konsekwencje, ale same zarzuty nie oznaczają jeszcze aktu oskarżenia. Dla mnie jest to kuriozum, że tak ważne instytucje zajmują się sprawą za 89 groszy - tyle dokładnie wynosi podatek VAT od zakupionych prezerwatyw. Władza, zamiast zajmować się problemem, który pokazałem, zajmuje się ściganiem mojej osoby. Mam nadzieję, że to proceduralny skutek zawiadomień - dodaje.

- Nie przyznaję się do zarzutów i w przypadku oskarżenia będę walczyć o sprawiedliwość w sądzie - kończy. Według przepisów karno-skarbowych, za zarzucany mu czyn grozi grzywna lub pozbawienie wolności.

bak