Mroczna tajemnica bielskich emigrantów. To była zbrodnia zasługująca na szczególne potępienie
Przez ponad cztery lata los 57-letniego mieszkańca Slough pozostawał zagadką. Przełom nastąpił dzięki śledczym z Gliwic, którzy na mapach Google wytypowali miejsce ukrycia zwłok. Ciało odnaleziono w walizce na przedmieściach Londynu, a kluczowe dla sprawy okazały się zeznania świadków zatrzymanych w Bielsku-Białej. Główny podejrzany odpowie za zabójstwo z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Gdyby nie ekstradycja Adriana P. i Tomasza W. do Polski, sprawcy brutalnego morderstwa mogliby nigdy nie usłyszeć zarzutów zabójstwa.
Na początku marca prokuratura w Gliwicach powiadomiła o ujawnieniu zwłok zaginionego mieszkańca Grudziądza, który zaginął w brytyjskim Slough (pisaliśmy o tym w artykule: Ciało ukryli w walizce pod Londynem. W głośną zbrodnię zamieszani są Bielszczanie - foto i film). W sprawę zabójstwa zamieszanych jest trzech mieszkańców Bielska-Białej, którzy przebywali na Wyspach Brytyjskich na emigracji. Udało nam się ustalić okoliczności śledztwa i tragicznych wydarzeń, które rozegrały się na przedmieściach Londynu.
Zamieszkał ze swoimi przyszłymi oprawcami
57-latek z Grudziądza przyjechał na Wyspy Brytyjskie w 2015 roku, gdzie żyła już jego córka, syn i żona. Podjął się pracy w branży budowlanej i wiodło mu się dobrze. Był osobą pogodną, przyjazną i pełną humoru. Nic nie zapowiadało tragedii, dopóki w październiku 2021 roku nie musiał zmienić miejsca zakwaterowania.
Właścicielka domu rozpoczęła remont i zakończyła wynajmowanie pokoi. Nowy dach nad głową pomógł mu znaleźć syn u swoich dalszych znajomych. Pan Andrzej zamieszkał w Slough wraz z Adrianem P. (na zdjęciu z lewej), jego partnerką Kamilą W. i Adrianem N., którzy pochodzili z Bielska-Białej. To tam, w dwupokojowym mieszkaniu, rozegrał się dramat, którego szczegóły długo były owianę tajemnicą, a w którym główną rolę odegrał Tomasz W. (na zdjęciu z prawej), pochodzący podobnie jak zamordowany z Grudziądza.
Ostatni kontakt telefoniczny z córką zamordowany 57-latek miał 29 listopada 2021 roku. Jak później ustalili śledczy, tej właśnie nocy rozegrał się dramat, w trakcie którego mężczyzna stracił życie. - Od tamtej pory tata się nie skontaktował ze mną. Taty telefon jest wyłączony, nie powrócił do miejsca zamieszkania, nie skontaktował się z rodziną ani ze znajomymi. Takie zniknięcie nie jest do niego podobne. Zawsze utrzymywaliśmy stały kontakt - mówiła na nagraniach, które publikowała brytyjska policja.
Kluczowe zeznania świadków morderstwa
Przed końcem roku córka zaginionego udała się do Slough. Rozklejała plakaty, przeszukiwała koczowiska bezdomnych, sprawdzała szpitale. Intuicja podpowiadała jej, że ojcu stało się coś złego, zwłaszcza że relacje z nowymi współlokatorami od początku wydawały się dziwne. Jeszcze przed zniknięciem ojciec w rozmowach miał kluczyć, twierdząc nielogicznie, że nie zna osób, z którymi mieszkał, a które miały pobić jej brata.
Sprawa prowadzona początkowo w kierunku zaginięcia, wiosną 2022 roku oficjalnie zamieniła się w śledztwo w sprawie morderstwa. Prawdziwy przełom nastąpił kilka miesięcy później, gdy sprawę przejęła Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Dzięki współpracy z oficerem łącznikowym polskiej policji w Wielkiej Brytanii, pętla wokół sprawców zaczęła się zaciskać. Ustalono, że osoby zamieszane w zaginięcie 57-latka wróciły do Polski i przebywają w Bielsku-Białej. To w naszym mieście doszło do zatrzymania Kamili W. oraz Adriana N.
Podczas ich przesłuchań nastąpił przełom. Kobieta i mężczyzna przyznali, że byli świadkami zbrodni, ale nie powiadomili służb, nie udzielili pomocy konającemu mężczyźnie, a później utrudniali śledztwo. To ich zeznania pozwoliły wskazać osoby bezpośrednio odpowiedzialne za śmierć 57-latka. Okazało się, że za wszystkim stali Adrian P. oraz Tomasz W. Ten pierwszy był już poszukiwany listem gończym i Europejskim Nakazem Aresztowania za inne przestępstwa, drugi natomiast przebywał w brytyjskim areszcie.
Rekonstrukcja tragicznych zdarzeń
Do zabójstwa doszło po wspólnej imprezie alkoholowej. Bez wyraźnego powodu Tomasz W., wspierany przez Adriana P., zaczął bić i kopać starszego od siebie mężczyznę. Gdy skatowany 57-latek próbował ratować się ucieczką do łazienki, W. ruszył za nim i tam pozbawił go życia, dusząc ofiarę. Przez kilka dni ciało znajdowało się w mieszkaniu, w pokoju obok, podczas gdy sprawcy planowali, jak zatrzeć ślady zbrodni.
Ostatecznie zwłoki zapakowano do walizki i wywieziono w nieustalonym kierunku. Przez lata miejsce ukrycia zwłok pozostawało nieznane. Sukces przyniosły dopiero ostatnie tygodnie. Na początku lutego prokurator podczas jednego z przesłuchań wykorzystała mapy Google i funkcję Street View. Wskazując kolejne miejsca w rejonie Slough, udało się wytypować potencjalne punkty ukrycia zwłok. We wskazany rejon udali się brytyjscy śledczy wspierani przez kryminalnych z Katowic. Tam ujawniono walizkę z ludzkimi szczątkami.
Sekcja zwłok i badania DNA przeprowadzona kilka dni później w obecności polskiego prokuratora potwierdziła tożsamość, mechanizm zgonu i obrażenia, o których wcześniej mówili świadkowie. Miejsce ukrycia zwłok oddalone było o kilkanaście kilometrów od miejsca, gdzie doszło do morderstwa.
Na Wyspach nie odpowiedzieli by za zabósjtwo
Nim doszło do ujawnienia zwłok, jesienią ub. roku oddaleniem apelacji dwóch głównych podejrzanych zakończył się ich proces ekstradycyjny prowadzony przed brytyjskim wymiarem sprawiedliwości.
Gdyby nie zostali wydani polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, niemal na pewno opuściliby brytyjski areszt i nigdy nie odpowiedzieliby za zbrodnię, a jedynie za utrudnianie pochówku i utrudnianie śledztwa. Wszystko z powodu miejscowej jurysdykcji, która nie uznałaby zeznań Kamili W. i Adriana N. zatrzymanych w Bielsku-Białej, którzy ze szczegółami opowiedzieli o wydarzeniach z 29 listopada 2021 roku.
Adrian P. został sprowadzony do Polski w styczniu, a końcem lutego do ojczyzny wrócił Tomasz W., który konwojowany był przy użyciu m.in. kajdanek zespolonych. 36-letni mężczyzna, pochodzący podobnie jak zamordowany 57-latek z Grudziądza, usłyszał zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Śledczy podkreślają, że oskarżony kierował się czystą chęcią okazania dominacji nad słabszym, starszym człowiekiem, którym głęboko gardził. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Z kolei Adrianowi P. z Bielska-Białej grozi kara do 8 lat więzienia za napaść i utrudnianie działania śledczych. Wymiar sprawiedliwości rozliczy również rolę pozostałych uczestników tych tragicznych wydarzeń.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
78 1Komentarze 6
