Afera z Mercedesami w Podbeskidziu. Ratusz stanowczo odcina się od słów byłego prezesa
Wokół bielskiego klubu piłkarskiego narasta atmosfera skandalu, a w centrum wydarzeń znalazły się dwa Mercedesy i faktury za usługi, których realności nikt w spółce nie potrafi potwierdzić. Pojawiają się pytania o kwestię nadzoru nad wydatkami w spółce oraz wiedzy, jaką na temat leasingu aut posiadał Ratusz.
Mercedes, firma z Radomia i faktury za fikcyjne usługi. Tak leasingowano auto dla wiceprezydenta
Jak informowaliśmy w czwartek, spółka TS Podbeskidzie w czasie prezesury Bogdana Kłysa wzięła w leasing dwa Mercedesy GLC Coupe 200 4Matic. Jeden z nich był do dyspozycji prezesa zarządu, a drugi po ok. trzech miesiącach na zasadzie cesji leasingu „na papierze” trafił do firmy z Radomia. Jej prezesem była osoba doskonale znana Kłysowi, która w tamtym okresie była członkiem rady nadzorczej spółki ZIAD.
Były prezes twierdził, że drugi Mercedes został wzięty w leasing w wyniku błędu, stąd jego cesja. Pracownicy klubu twierdzą, że w rzeczywistości auto nadal było w dyspozycji wiceprezydenta Piotr Kucia lub bliskiej mu osoby, mimo że członkowie rady nadzorczej nie mają prawa do floty, a Kucia miał auto z Ratusza.
Bogdan Kłys twierdził także, że na leasing Mercedesa dla siebie, jako prezesa zarządu spółki miejskiej, otrzymał zgodę prezydenta Jarosława Klimaszewskiego. Od tych twierdzeń stanowczo odcina się Ratusz.
- Prezesi podległych miastu spółek mają prawo posiadania służbowych samochodów. To czy korzystają z takiej możliwości jest ich decyzją i ich odpowiedzialnością. Prezydent nigdy w to nie ingerował. Nigdy nie było też sytuacji, by zarząd którejkolwiek spółki uzależniał zakup lub leasing samochodu od zgody prezydenta, bo prostu nie jest ona potrzebna - przekazał naszej redakcji Tomasz Ficoń.
Jak już informowaliśmy, funkcjonariusze CBA zabezpieczyli już dokumentację i dyski twarde z lat 2020–2022. Śledztwo nadzoruje Małopolski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej, co świadczy o powadze sytuacji.
Bielska spółka wystąpiła już do firmy z Radomia o zwrot około 30 tysięcy złotych nienależnie pobranych środków. Sprawa jest rozwojowa, a w kuluarach wypływają kolejne wątki, w tym umowy z niektórymi pracownikami na nierynkowe stawki oraz podejrzane faktury za usługi gastronomiczne.
bak
Oceń artykuł:
78 4
kły* rozdawał kasę na lewo i prawo - znajomym z niezależnych bo to oni go wprowadzili w klub. Lewe etaty za super stawki.
tam nie ma problemu na 30 000 pln tylko na kilka milionów - a miasto niech dalej płaci.
Dla tego klubu nie ma ratunku - pożyczki udzielane przez sponsorów tą tak wysoko oprocentowane - aż miło pożyczać.
Klub to jeden wielki bałagan w którym od 15 lat liczą się tylko układy, łapówki, rozdawnictwo. Dopóki jest miejski - dalej tak będzie bo nawet osoba z zewnątrz ( jak obecny prezes - a w sumie super ruch z strony miasta wprowadzić "świeżą krew" ) zostanie " zjedzony" przez lokalnych "dygnitarzy ".
Nie ma co brnąć dalej - miasto powinno odciąć się od klubu, wstrzymać sponsorowanie, sprzedać klub i zostawić sobie złotą akcję, no i logo zmienić bo po co płacić za jego "dzierżawę "...( tak tak nawet logo nie jest klubowe tylko płacą komuś tam za prawa do użytkowania - paranoja ale tak się robi biznes )
no i tak - ratusz się odcina " palił ale się nie zaciągał "