Polowanie pod Szyndzielnią. Kolejny incydent rodzi pytanie, czy na szlakach jest bezpiecznie?
Rekreacyjne tereny u podnóża Szyndzielni, będące enklawą dla mieszkańców i turystów, przed tygodniem stały się miejscem polowania zbiorowego. O sprawie powiadomiła nas Czytelniczka, która spacerując w rejonie dolnej stacji kolei linowej, spotkała grupę myśliwych. Sprawa, która swój finał znalazła na policji, po raz kolejny w ostatnich tygodniach otwiera dyskusję o bezpieczeństwie osób postronnych w beskidzkiach lasach oraz o braku skutecznego systemu informowania o działaniach myśliwych w miejscach tak intensywnie użytkowanych przez turystów.
Czytaj: Nasz artykuł wywołał poruszenie, to koniec z polowaniami pod Szyndzielnią? Zbierają podpisy
- Widziałam dwóch panów w kamizelkach aktywnie polujących i dwóch kolejnych wsiadających do auta - relajonuje kobieta. Do jej spotkania z myśliwymi doszło w piątek, 9 stycznia. Wszystko miało rozgrywać się zaledwie 20 metrów od szlaku turystycznego, kilkaset metrów od dolnej stacji kolejki na Szyndzielnię.
Polowanie, a w pobliżu szlak i przedszkole
Kobieta twierdzi, że teren nie został w żaden sposób oznakowany, a spotkani na miejscu myśliwi reagowali na pytania w sposób opryskliwy. Prowadzenie polowania w tym rejonie niepokoi ją szczególnie, bo w dawnym biurowcy powyżej końcowej pętli MZK działa punkt przedszkolny. W lesie zajęcia wychowania fizycznego prowadzą szkoły. Bielszczanka podkreśla, że w dobie korzystania z lasu przez biegaczy czy osoby w słuchawkach, brak tablic ostrzegawczych bezpośrednio przy szlaku naraża życie i zdrowie ludzi.
- Nikt nie spodziewa się, że w pewnym momencie może znaleźć się w centrum polowania - mówi.
Czytelniczka interweniowała na policji oraz w Urzędzie Miejskim w Bielsku-Białej, gdzie usłyszała, że obecny system prawny zrzuca ciężar sprawdzania kalendarza polowań na barki samych turystów. Takie podejście do sprawy skłoniło ją do złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa oraz skargi na działania funkcjonariuszy, którzy w jej ocenie zbagatelizowali zgłoszenie. Sprawą zajmuje się policja.
Myśliwi zapewniają, że rejon był oznakowany
Zupełnie inny obraz sytuacji przedstawia zarząd Polskiego Związku Łowieckiego w Bielsku-Białej. Grzegorz Siwiec zapewnia, że polowanie Koła Łowieckiego „Głuszec” odbyło się w pełnej zgodzie z literą prawa.
Polowanie było uprzednio zgłoszone, a teren oznakowano tablicami wszędzie tam, gdzie mogło dojść do kontaktu z osobami postronnymi. Myśliwi argumentują, że ich obecność na drogach zrywkowych i szlakach wynikała z logistyki polowania, a nie z prowadzenia bezpośredniego ognia w stronę ścieżek turystycznych. Podkreślają również, że realizacja planów łowieckich, w tym redukcja populacji dzików ze względu na ASF, jest ich ustawowym obowiązkiem, a bezpieczeństwo publiczne traktują priorytetowo.
Jeden z uczestników polowania dodaje, że osobiście widział spacerującą kobietę i w sposób grzeczny uprzedził ją o trwających działaniach, sugerując zmianę trasy dla jej własnego dobra.
Rozbieżności w relacjach obu stron pokazują głęboki kryzys zaufania i komunikacji na linii myśliwi – społeczeństwo. Podczas gdy strona łowiecka operuje procedurami i planami, mieszkańcy i turyści wskazują na realne zagrożenie w miejscach, które z definicji służą rekreacji, a nie gospodarce łowieckiej.
Informacja o polowaniach w... BIP
Fakt, że polowania zbiorowe odbywają się tak blisko popularnych szlaków, budzi uzasadniony lęk. To kolejne takie zdarzenie w Beskidach, podobne sygnały o polowaniach w pobliżu szlaków otrzymaliśmy jesienią. Kolejne takie zdarzenie potwierdza, że obecne metody informowania o polowaniach są niewystarczające. Bez wypracowania bardziej restrykcyjnych zasad znakowania terenu lub wyłączenia najbardziej obleganych tras z obszarów polowań, podobne incydenty będą tylko kwestią czasu.
Informacje o polowaniach zbiorowych - zgodnie z prawem - obwieszczane są przez władze gminy. W przypadku Bielska-Białej informacje o polowaniach publikowane są m.in. poprzez obwieszenia w Biuletynie Informacji Publicznej. Wykaz zawiera daty, godziny oraz rejon, w którym planowane jest polowanie. W praktyce taki sposób informowania o polowaniach nie dociera do zbyt dużej liczby mieszkańców.
Zgodnie z prawem, dzierżawca albo zarządca obwodu łowieckiego zobowiązany jest przed planowanym terminem rozpoczęcia polowania zbiorowego oznakować obszar polowania odpowiednimi tablicami ostrzegawczymi (na zdjęciu). Ponadto przy organizacji polowania zbiorowego zobowiązany jest uwzględnić sprzeciw, jeśli prowadzone polowania będzie zagrażało bezpieczeństwu lub życiu ludzi.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
42 142
Ale tak na serio dlaczego w komunikatach wydarzeń kulturalnych, rekreacyjnych i turystycznych miejskiej aplikacji nic się nie pokazuje, nawet imprezy organizowane i pod patronatem UM?