Prokuratura oficjalnie potwierdza to, o czym informowaliśmy na łamach portalu przed świętami. Zarzuty w sprawie tragicznej śmierci pacjentki Centrum Medycznego Esculap w Bielsku-Białej usłyszały dwie kolejne osoby z personelu medycznego.

Czytaj: Raport pokontrolny, który ujawnia patologię i brak nadzoru. Wojewoda zlikwidował bielski szpital

Do tragicznych w skutkach zdarzeń doszło pod koniec maja. Śledczy badają wątek będący następstwem zabiegu cesarskiego cięcia i operowania pacjentki w stanie wstrząsu, a także fałszowania dokumentacji medycznej zmarłej 41-latki. Najpoważniejsze zarzuty usłyszała 59-letnia pielęgniarka, która równocześnie jest prokurentką spółki, która przez wiele lat prowadziła podmiot medyczny w Wapienicy.

Prokurator oskarżył ją o narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Według ustaleń śledczych kobieta miała przystąpić do przeprowadzenia zabiegu operacyjnego u pacjentki znajdującej się w stanie wstrząsu, robiąc to bez udziału lekarza. To nie koniec. 59-latka odpowie również za poświadczenie nieprawdy w treści dokumentacji medycznej dotyczącej przebiegu zabiegu reoperacji.

Podobny zarzut - dotyczący fałszowania zapisów w dokumentach medycznych - usłyszała druga z kobiet. Jak już informowaliśmy to 40-letnia pielęgniarka z Ukrainy, ktora pracowała w szpitalu w Sosnowcu, gdzie dyżury miał anestezjolog i właściciel Eskulapa. Andrzej W. zarzuty w śledztwie usłyszał w listopadzie, podobnie jak ginekolog Jarosław K., który po zabiegu cesarskiego cięcia opuścił teren placówki w Wapienicy.

Obie podejrzane nie przyznały się do popełnienia zarzucanych im czynów i odmówiły złożenia wyjaśnień. 59-latka ma dozór policji, otrzymała zakaz kontaktowania się ze świadkami oraz musi wpłacić poręczenie majątkowe w kwocie 15 tys. zł. Najbardziej dotkliwą decyzją jest jednak zawieszenie jej w wykonywaniu zawodu pielęgniarki. Za zarzucane czyny podejrzanym grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.

bak