Powodują straty i strach wśród mieszkańców podchodząc coraz bliżej centrum Bielska-Białej. Leśnicy rozkładają ręce, bo choć odstrzał dzików prowadzony przez koła łowieckie utrzymywany jest na wysokim poziomie, to zwierzyna korzystając z łagodnych zim rozmnaża się nawet dwukrotnie w ciągu roku i żyje wśród zabudowań, a tam myśliwi strzelać nie mogą. W ostatnich dniach Ratusz podpisał umowę z myśliwym, który odstrzelić ma do 50 dzików bytujących na terenie bielskich osiedli.

Czytaj: Echa naszych publikacji. Fundacja pisze o „skandalicznej” decyzji o odstrzale dzików - foto

Nie ma tygodnia, by do redakcji nie wpływały informację od mieszkańców o dzikach siejących strach i spustoszenie na terenie Lipnika, Olszówki czy Złotych Łanów. Większość sygnałów pochodzi z terenów położonych bliżej lasów, choć dziki widywane są już w pobliżu ulicy Lipnickiej kilkaset metrów od Krakowskiej, gdzie docierając korzystając z Niwki, która stała się ich „korytarzem” w kierunku centrum.

Uwiły sobie gniazdko na osiedlach

- Dziki wchodzą mi do ogrodu. Urzędnicy nie wiedzą, co zrobić, straż miejska nie ma narzędzi. Niebezpieczeństwo dla dzieci i psa - wścieka się mieszkaniec Lipnika Dolnego. Dziki podchodzą blisko zabudowań i powodują straty także w pobliżu bloków przy alei Armii Krajowej. W połowie sierpnia mieszkańcy alarmowali również o stadach dzików żerujących na osiedlu Złote Łany i Langiewicza.

- Dziki nie są obecne, tylko i wyłącznie w Lipniku, ale również na Złotych Łanach, w tym przy ulicach Kisieleskiego, Stanclika i Wierzyńskiego. Przecież to ulice 15 minut pieszo od ratusza. Sprawa była już wcześniej zgłaszana do różnych organów, ale nie doczekała się żadnego rozwiązania - skarży się bielszczanka. - Dodatkowo jest to okolica, w której mieszka wiele rodzin z małymi dziećmi.

Za utrzymanie populacji dzika na poziomie niezagrażającym człowiekowi odpowiadają koła łowieckie, które tworzą plany odstrzałów pod nadzorem Lasów Państwowych. Leśnicy odpowiadają, że gospodarowanie populacją dzika w ostatnich latach naznaczone jest z jednej strony kwestiami sanitarnymi związanymi z ASF, a z drugiej strony znacznie wyższym tempem przyrostu naturalnego dzików wynikającym z dwóch głównych przyczyn - powiększenia dostępnej i złagodnienia warunków klimatycznych w okresie zimowym.

Rozmnażają się nawet dwa razy w roku

- To, że nie obserwujemy obecnie mroźnych i bardzo śnieżnych zim powoduje, że mamy bardzo mało tzw. upadków, czyli mówiąc wprost śmierci w okresie zimowym, a duża część dzików wyprowadza nie jeden, dwa mioty rocznie, których obserwowana liczebność jest znacznie wyższa. Łatwa dostępność pokarmu powoduje, że młode lochy szybko osiągają dojrzałość płciową i już roczne osobniki potrafią się rozmnażać. Dlatego przyjmowany na etapie tworzenia rocznych planów łowieckich przyrost populacji na poziomie 400 proc. jest w rzeczywistości znacznie wyższy - mówi Tomasz Gawęda, rzecznik Nadleśnictwa Bielsko.

Za gospodarowanie populacjom dzikiej zwierzyny na terenie Kóz, Wilkowic, Lipnika oraz Straconki odpowiedzialne jest Koło Łowieckie „Sokół” z Bielska-Białej. - Koło to stara się utrzymywać populację dzika na stałym poziomie - zapewnia rzecznik Nadleśnictwa Bielsko. Od lat rocznie odstrzeliwanych jest tu ponad 91 dzików. Według prowadzonej wiosną inwentaryzacji, na terenie koła liczącego ok. 5,3 tys. hektarów lasów, żyje ok. 7 dzików. To wartości mieszczące się w normie, które wynoszą 1-2 osobnika na 1 tys. hektarów.

Problem w tym, że dziki nie tylko żerują, ale również na co dzień bytują w zabudowie miejskiej. Prowadzenia ich odstrzału w odległości mniejszej niż 150 m od zabudowań jest zabronione przez prawo.

Koła łowieckie mogą strzelać tylko w lesie

- Na terenie obwodu łowieckiego dzierżawionego przez koło „Sokół” jest to dość znaczny obszar wyłączony z prowadzenia gospodarki łowieckiej, który stanowi mozaikę zabudowań, zadrzewień, nieużytków i innych miejsc - tłumaczy Tomasz Gawęda, rzecznik Nadleśnictwa Bielsko. Jego zdaniem, to wśród tych zabudowań żyje znaczna część populacji dzika. Ani leśnicy, ani myśliwi nie mogą strzelać poza lasem.

- W terenach zabudowanych bezpieczeństwo publiczne pozostaje domeną samorządu. Władze tych jednostek posiadają specjalne podstawy prawne do zastosowania działań zabezpieczających - podkreśla Tomasz Gawęda i sugeruje, by mieszkańcy sami nie zachęcali dzików do odwiedzania swoich ogrodów.

Wystarczy solidne ogrodzenie, nieskładowanie odpadów zielonych czy zbieranie owoców spadających z drzew, które zachęcają dziki do wizyt. - Ostatecznym rozwiązaniem, którym dysponują władze samorządowe, jest decyzja o odłowie osobników, które na stałe zadomowiły się w przestrzeni zamieszkałej - dodaje. Z uwagi na ASF, obecnie nie ma możliwości przesiedlenia odłowionych osobników i trzeba je uśmiercać.

Miasto podpisało umowę z myśliwym

O podjęte działania w związku z coraz śmielej panoszącymi się dzikami na terenie miasta zapytaliśmy w Ratuszu. Urzędnicy dotychczas kupowali repelenty służące do odstraszania dzików, które poprzez strażników miejskich są udostępniane mieszkańcom. Kilka tygodni temu analizowano także zawarcie umowy z podmiotem zewnętrznym, który w obszarze zabudowanym będzie strzelał do dzików.

W ostatnich dniach sprawa ruszyła z miejsca. Kilka dni temu Ratusz wydał decyzję administracyjną oraz podpisał umowę z myśliwym na „odstrzał redukcyjny dzików stwarzających szczególne zagrożenie w prawidłowym funkcjonowaniu obiektów produkcyjnych i użyteczności publicznej w granicach administracyjnych miasta Bielska-Białej na obszarach obwodów łowieckich wyłączonych z użytkowania”.

Umowa obowiązuje do końca listopada, jej koszt to blisko 40 tys. zł. - Decyzja administracyjna jak i umowa jest na odstrzał do 50 sztuk dzików - słyszymy. Odstrzał prowadzony będzie na terenach administracyjnych miasta wyłączonych z użytkowania obwodów łowieckich, czyli po prostu wśród zabudowań. - W miejscu zgłoszenia przez mieszkańców występowania dzików, które stwarzają zagrożenie - dodają urzędnicy.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]