Zdradzają plany PGZ w Bielsku-Białej. Kto jest winny fiaska i z jakiego powodu upadły rozmowy?
Produkcja silników do wszystkich pojazdów Polskiej Grupy Zbrojeniowej planowana była po nabyciu zakładów FCA w Bielsku-Białej. Jak ujawnia w rozmowie z portalem Marek Bogusz, szef Solidarności na Podbeskidziu, pracę miałoby co najmniej 1000 osób. Rozmowy z PGZ upadły, bo oczekiwano przedłużenia ich terminu. - Zabrakło dobrej woli i decyzji politycznej zarówno tego, jak i poprzedniego rządu - mówi nam Bogusz. Skarb Państwa może zablokować transakcję sprzedaży terenu na rzecz prywatnego podmiotu, bo ma prawo pierwokupu. To mało prawdopodobne.
Czytaj: Ratusz dementuje. Skarb Państwa nie ma możliwości zablokowania sprzedaży FCA
We wtorek po południu Solidarność Podbeskidzie opublikowała treść listu, jaki skierowała do premiera Donalda Tuska. Podpisany pod nim Marek Bogusz potwierdza ustalenia naszej redakcji, ujawnione w artykule Tereny należące do FCA sprzedane. Ujawniamy, kto kupił dawne hale produkcyjne i salon sprzedaży. Nabywcą terenu został DL Invest Group z Katowic, do podpisania umowy z właścicielem nieruchomości doszło końcem października, a wartość transakcji to 27 mln euro (plus część niepieniężna).
PGZ grał na zwłokę, nie było woli politycznej?
Solidarność Podbeskidzie nie ukrywa rozgoryczenia takim obrotem sprawy. Działania, by teren m.in. po zakładzie Powertrain nabyła Polska Grupa Zbrojeniowa, trwały od blisko dwóch lat. - Jeszcze za rządu PiS plan był taki, by nadal produkowano tu silniki. Miały to być jednostki wysokoprężne, produkowane na licencji, do wszystkich pojazdów Grupy PGZ - ujawnia w rozmowie z portalem przewodniczący Marek Bogusz.
Według tamtych deklaracji, w pierwszym etapie pracę nadal miałoby ok. 1 tys. osób, czyli niewiele więcej niż w momencie rozpoczęcia likwidacji fabryki początkiem 2023 roku. - Później produkcja i zatrudnienie miało rosnąć, padały deklaracje, że zatrudnienie znajdzie nawet 2 tys. pracowników. Do tego dochodziła możliwość współpracy z kooperantami działającymi w regionie, którzy po przejściu niezbędnej weryfikacji mogliby nawiązać współpracę z koncernem zbrojeniowym - dodaje szef Solidarności na Podbeskidziu.
Kilka tygodni temu mimo posiadania audytu podmiot Skarbu Państwa poprosił o wydłużenie terminu rozmów w sprawie nabycia terenu w Bielsku-Białej do końca pierwszego kwartału 2025 roku. To nie spodobało się właścicielom Stellantis, którzy sfinalizowali rozmowy z DL Invest Group.
Solidarności ujawniła, że 30 października została podpisana warunkowa umowa sprzedaży kompleksu po zakładzie FCA w Bielsku-Białej - obiektów przemysłowych o łącznej kubaturze 259 tys. mkw oraz łącznej powierzchni blisko 53 hektarów - za kwotę 27 mln euro oraz świadczenie niepieniężne o wartości 5 mln euro (to pięcioletni barter za wynajem powierzchni biurowej dla firmy z koncernu Stellantis).
Skarb Państwa ma prawo pierwokupu
Cena sprzedaży stanowić ma 62 proc. wartości terenu - według audytu PGZ aktywa są warte 52 mln euro. Transakcję może jeszcze zablokować Skarb Państwa i Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna (jej największym akcjonariuszem jest Skarb Państwa). Oba te podmioty mają 30 dni na pierwokup.
- Nieskorzystanie z prawa pierwokupu przez Skarb Państwa lub Katowicką SSE S.A. w takim przypadku byłoby działaniem na szkodę Skarbu Państwa lub spółki - dodaje przewodniczący Marek Bogusz.
Wszystko wskazuje, że ani Skarb Państwa ani KSSE nie planuje skorzystać z prawa pierwokupu. Z informacji portalu wynika, że w czwartek doszło do rozmów z udziałem nowego inwestora i przedstawicieli KSSE. DL Invest Group w najbliższych dniach wspólnie ze spółką zarządzającą specjalną strefą ekonomiczną wydać ma komunikat potwierdzający transakcję i nakreślić plany inwestycyjne w Bielsku-Białej.
Bartłomiej Kawalec
[email protected]
Oceń artykuł:
42 158
Skandal, bo miasto miało szanse zatrzymać wysokopłatne miejsca pracy w tym zakładzie i u kooperantów.
Skandal, bo obecnie silniki dla PGZ kupowane są z zagranicy, a mogliśmy produkować w kraju, zyskać względną niezależność.
Zarówno władze miasta jak i rząd zmarnowały ogromną szansę dla miasta i kraju i powinny za to odpowiedzieć.
Inaczej czas oliwić (przysłowiowe) taczki.