Zawężenie jezdni z dwóch do jednego pasa w ruchu w każdym kierunku i zakaz wjazdu samochodów - tak od 2030 roku ma wyglądać centrum Bielska-Białej. Ostrożna wobec planów jest miejska opozycja, a poseł Konfederacji mówi o „stworzeniu getta”. Proponowane zmiany cieszą Jacka Zacharę, który ma jednak obawy, jak MZD poradzi sobie z wdrożeniem koncepcji. - Przecież do tej pory nie stworzono w Bielsku-Białej tak banalnej rzeczy jak spójne ścieżki rowerowe - mówi z ironią aktywista.

Niedawno opinia publiczna poznała założenia planów, które szybko okrzyknięto hasłem „Miasto 2030”, co jest nawiązaniem do daty, w którym nastąpiłoby zamknięcia centrum dla samochodów. Aby tak się stało, spełnione muszą zostać trzy warunki. Ukończona musi zostać budowa centrum przesiadkowego i północnej obwodnicy śródmieścia - obie inwestycyjne obecnie znajdują się w fazie projektowania.

Trzeci warunek, to inwestycja niezależna od miasta, ale bardzo mocno ingerująca w jego centrum. Mowa o budowie nowego tunelu kolejowego w kierunku Żywca. Ta inwestycja wymusi czasowe, nawet dwuletnie, zamknięcie ruchu na ul. 3 Maja i Zamkowej i naturalnie wymusi zmianę nawyków kierowców.

Zobacz: Nowa koncepcja ograniczania ruchu w centrum. Rewolucja w 2030 roku? WIZUALIZACJE

Koncepcja zakłada zamknięcie ul. 3 Maja i Zamkowej na odcinku od Piastowskiej do gen. Sikorskiego dla samochodów. W centrum będzie dopuszczony tylko ruch osób mieszkających w strefie, zaopatrzenia, służb miejskich, MZK, taksówek oraz rowerzystów i pieszych. Zgodnie z założeniami, dojazd do posesji oraz zaopatrzenie wjeżdżać ma do strefy od ulicy 3 Maja i/lub Zamkowej, a wyjazd możliwy będzie przez poprzeczne ulice odchodzące od głównego ciągu. „Odzyskanie” po jednym pasie ruchu w każdym z kierunków spożytkowane ma zostać na potrzeby pieszych, rowerzystów czy stworzenie przestrzeni dla mieszkańców i turystom. Ograniczenie ruchu da korzyści środowiskowe związane z ograniczeniem emisji spalin, poprawy funkcjonowania komunikacji publicznej czy poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego.

Szef PiS: wciąż za mało informacji

Umiarkowanym optymizmem zmian jest radny Konrad Łoś, który przypomina o wynikach referendum. - Pomimo tego, iż byłem zwolennikiem tylko jednego pytania referendalnego dotyczącego budowy spalarni, władze zdecydowały się na sformułowanie kolejnych dwóch. Jednym z nich było zupełnie nieprzygotowane merytorycznie zagadnienie dotyczące ograniczenia ruchu pojazdów na ul. 3 Maja i Zamkowej poprzez wprowadzenie na nich zakazu ruchu samochodowego z pewnymi wyjątkami. Propozycja ta mówiąc oględnie spotkała się z chłodnym przyjęciem przez mieszkańców - wówczas ponad 60 proc. biorących udział w referendum była przeciw wyprowadzaniu ruchu samochodowego z centrum miasta, co przekłada się na ok. 22 tys. uprawnionych do głosowania - skrupulatnie wylicza szef klubu PiS w Bielsku-Białej.

Jego zdaniem, to duża reprezentacja naszego społeczeństwa i z tego powodu propozycja nie ma obecnie wystarczającej legitymizacji społecznej. - Rozumiem, że na ocenę mieszkańców mogą mieć wpływ przekazywane informacje na temat szczegółowych rozwiązań przyjmowanych koncepcji. Póki co miasto nie jest przygotowane na wyprowadzanie ruchu samochodowego z centrum. Brakuje odpowiedniego układu komunikacyjnego, który mógłby bez zakłóceń przejąć dotychczasowy ruch generowany w centrum miasta. Także dlatego założony horyzont roku 2030 wydaje się mało realny - dodaje radny Łoś.

- Ponadto opracowany przez MZD dokument ze względu na jego charakter nie odnosi się do wielu ważnych pytań, zwłaszcza w wymiarze społecznym. Nie określono skali licznych uciążliwości, na jakie zostaną narażeni mieszkańcy, w tym przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą na terenie objętym koncepcją, nie oszacowano kosztów społecznych takiego przedsięwzięcia. Na chwilę obecną wyniki referendum, jakie w sprawie zostało przeprowadzone są wymierne, a ocena mieszkańców powinna mieć znaczenie decydujące i rozstrzygające. Konieczne są szerokie konsultacje społeczne - kończy wiceprzewodniczący Rady Miejskiej.

Poseł Konfederacji: to odbieranie wolności

Krytycznie koncepcję ocenia poseł Bronisław Foltyn. - Konfederacja stanowczo sprzeciwia się proponowanym zmianom i ograniczaniem bielszczanom możliwości korzystania z transportu indywidualnego w ścisłym centrum Bielska-Białej. To szalone pomysły, których realizacja doprowadzi do jeszcze większej zapaści gospodarczej i upadku kolejnych setek przedsiębiorców i likwidacji tysięcy miejsc pracy w naszym mieście. Już dziś ścisłe centrum miasta, to obraz nędzy i rozpaczy. Puste witryny, wymarła ul. 11 listopada, upadająca poza sezonem starówka, to rzeczywistość, którą bielszczanie i turyści, muszą oglądać na co dzień. Zamknięcie głównej ulicy tylko dopełni dzieła zniszczenia - przekonuje poseł.

- Mieszkańcy w referendum powiedzieli „nie”, dla tych pomysłów. Konfederacja nie zgadza się by Platforma Obywatelska, tylnymi drzwiami wprowadzała znów ten skompromitowany projekt. Bielsko-Biała potrzebuje niczym tlenu sprawdzonych pomysłów na rozwój gospodarczy. To proste prawo, niskie podatki i koszty działalności, tworzą korzystne warunki dla biznesu. Wysokie podatki, wysokie czynsze i skomplikowane prawo, go niszczą lub pozwalają działać tylko wybranej grupie przedsiębiorców zaprzyjaźnionych z władzą. Zamykanie kolejnych ulic, utrudnianie dojazdu do sklepów i usługi, w połączeniu z najwyższymi podatkami od nieruchomości doprowadza do tego, że miasto umiera na naszych oczach.

- Szaleńcy z Ratusza w imię klimatycznych fanaberii już widzą jak bielszczanie tłoczą się w autobusach lub na rowerach, taszcząc ze sobą torby z zakupami, wracając od fryzjera, czy kosmetyczki. Szczególnie w zimie, gdy drogowcy wyruszają w teren po trzydniowych opadach śniegu, warto będzie wybrać się na obiad w centrum na biegówkach, to będą niezapomniane przeżycia. A zupełnie na poważnie, nie pozwólmy sobie odebrać wolności, nie dajmy odebrać sobie prawa do korzystania z samochodu, nie pozwólmy się wtłoczyć do autobusów, nie pozwólmy się zapędzić na rowery i nie pozwólmy stworzyć w centrum Bielska-Białej getta, gdzie na obszarze kilku kilometrów kwadratowych, będziemy mogli poruszać się wyłącznie pieszo, a tylko wąska elita będzie wyłączona z tych ograniczeń - dodaje poseł Bronisław Foltyn.

Aktywista i ekolog: mam liczne obawy

- Gdy oglądam wizualizację MZD towarzyszą mi dwa przeciwstawne uczucia i postawy - przyznaje Jacek Zachara, znany aktywista miejski i ekolog. - Jedna się cieszy, że ta reprezentacyjna ulica może wyglądać jak z moich najskrytszych snów. Poruszają się tylko pojazdy niezbędne, żeby zapewnić komunikację publiczną. Jest dużo zieleni, cieszy to oko, no i w końcu zaczęto dostrzegać walory posadzonych drzew przy głównych ulicach. Szczególnie to ważne wobec zmian klimatycznych. Druga postawa, ta krytycznie nastawiona do tego co działo się w przeszłości, wyświetla mi slajdy z ulic Bielska-Białej. Szczególnie rzucają się w oczy te z ulicy Cieszyńskiej, odcinka od Hulanki w stronę Wapienicy, gdzie nie ma drzew. A i obecnie realizowany projekt przebudowy Piastowskiej przebija się z planami wycinek - podaje namacalne przykłady.

- To pierwsze uczucie mówi mi, że to właśnie ten właściwy kierunek. Ale krytycznie nastawiona postawa krzyczy - teoria to nie to samo co praktyka. I dalej krzyczy - skomplikowane, wielowątkowe projekty wymagają wyobraźni. A przecież do tej pory nie stworzono w Bielsku-Białej tak banalnej rzeczy jak spójne ścieżki rowerowe. Mamy tylko izolowane fragmenty. Żeby zgodnie z prawem przejechać całe miasto w niektórych miejscach trzeba brać „rower na plecy” - zauważa Jacek Zachara. - Nieliczne linie MZK nie przebiegają przez centrum. A przecież, gdy wyłączy się możliwość poruszania się samochodów przez centrum, co prawda autobusy będą mogły tam kursować, to trzeba dać mieszkańcom możliwość przedostawania się z dzielnicy do dzielnicy omijając centrum - dodaje prezes Olszówki.

- Kluczem do sukcesu jest nakłonić mieszkańców do zmiany nawyków. Nie narzucać im arbitralnie śmiałej wizji projektantów, ale tworzyć mechanizmy, aby ludzie sami z siebie mieli motywacje do niekorzystania z samochodów. Centrum przesiadkowe nie wystarczy - przekonuje aktywista. Prowadzę wycieczki w różnych miejscach i obserwuje dobre praktyki - we Wrocławiu dzieci i młodzież ucząca się ma darmowe przejazdy. I rodzice niektórych, nie muszą zasuwać swoim SUV-ami i tarasować przejazd w godzinach szczytu. Inaczej mówiąc - nieodzowna jest przemyślana i zachęcająca do korzystania komunikacja zbiorowa. Nie tylko autobusowa, ale również włączająca kolej w transport miejski - kończy Jacek Zachara.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]