Miały stanąć na terenie nadleśnictw w całej Polsce i prawdopodobnie promować kandydatów Zjednoczonej Prawicy przed wyborami do Sejmu. Na przygotowanie 2 000 billboardów Lasy Państwowe pierwotnie planowały przeznaczyć 65 mln zł. Bielski przedsiębiorca, który podjął się realizacji zlecenia, przedstawił znacznie niższą ofertę i teraz na magazynie w Bielsku-Białej zalega kilkadziesiąt ton stali, która po wyborach nie była już potrzebna, a jego firma nie otrzymała całej zapłaty. Nowe kierownictwo Lasów Państwowych złożyło zawiadomienia do prokuratury.

O sprawie planowanej przez Lasy Państwowe sieci billboardów jako pierwsza poinformowała Gazeta Wyborcza. Oficjalnie kampania billboardowa miała promować „trwale zrównoważoną gospodarkę leśną, ochronę przyrody oraz dziedzictwa kulturowego". Nieoficjalnie zaś za kampanią stali politycy Zjednoczonej Prawicy, a same billboardy miały zostać wykorzystane przed jesiennymi wyborami.

Konstrukcje szykowane na wybory

Informatorzy twierdzili, że tablice mają stanąć w miejscach obleganych przez turystów przed wyborami do Sejmu i promować kandydatów Zbigniewa Ziobry. Zwrócono uwagę, że kwota przeznaczona na budowę billboardów jest niemal dwukrotnie wyższa od tej, jaką Lasy Państwowe przeznaczają na pomoc dla parków narodowych. - Tablice mają stanąć w miejscach, które nie znajdują się pod kontrolą samorządów ani zarządców dróg. Lasy Państwowe nie będą musiały prosić nikogo o zgodę - wyjaśniano.

Za realizacją projektu stał Zakład Budowlano-Drogowy Bieszczady z Ustrzyk Dolnych. To firma, której właścicielem są Lasy Państwowe. W międzyczasie przekazywać zaczęto informacje, że billboardy, na które przeznaczono ostatecznie 35 mln zł z Funduszu Leśnego, znaleziono… porzucone w lesie. Zdziwienia nie kryli grzybiarze, którzy natknęli się na nie pod Poznaniem. Kilka dni wcześniej na teren Nadleśnictwa Babki, stelaże przyjechały z Ustrzyk Dolnych. Konstrukcje miały stanąć w Wielkopolsce przed wyborami.

W sprawie pojawia się też bielski wątek. Pewien przedsiębiorca z Bielska-Białej dowiedział się, że Lasy Państwowe przeznaczają takie bajońskie sumy na kampanię reklamową, przedstawił im swoją ofertę, która wynosiła 17 mln zł. Kwota ta obejmowała kompleksowo produkcję i montaż 1 400 billboardów. Zleceniodawcą w tym przypadku również była firma z Ustrzyk Dolnych. Zapłacili oni agencji reklamowej 70 proc. zaliczki z umówionej kwoty, a reszta miała być płatna w trakcie i po realizacji zamówienia.

Stal leży na placu w Bielsku-Białej

Problem w tym, że reszty już nie zapłacili, a pozostałej części zamówienia nie odebrali. Na wynajętym placu w Bielsku-Białej zalega teraz kilkadziesiąt ton stali. Po wyborach przedsiębiorca miał usłyszeć, że billboardy nie są już potrzebne. Oddał więc sprawę do sądu i czeka na nakaz zapłaty. - Najbardziej boli mnie to, że prywatny przedsiębiorca, rodzinna firma została oszukana przez spółkę Skarbu Państwa - mówi.

Przedsiębiorca przyznaje, że na całym przedsięwzięciu miał zarobić milion złotych, a teraz z powodu niezapłaconych faktur, jest stratny dokładnie tyle samo. Musi jeszcze wywiązać się ze swoich zobowiązań, czyli zapłacić kontrahentom za dostawę stali. Miał być interes życia, wyszła porażka.

- Lasy Państwowe chciały zlecić to znajomej firmie, ja skutecznie lobbowałem, dlatego od początku robili mi pod górkę. Nie boję się powiedzieć, że panuje tam nepotyzm, a ja swoją ofertą uratowałem mnóstwo pieniędzy z kieszeni podatników i sam na tym straciłem - dodaje w rozmowie z nami.

Lasy Państwowe zwołały konferencję

Z pytaniami wystąpiliśmy do Lasów Państwowych. Pytaliśmy m.in. z jakich powodów zakup billboardów odbywał się za pośrednictwem firmy, której właścicielem są Lasy Państwowe, czemu zamówienie nie zostało zrealizowane do końca, dlaczego firma, w której udziały ma Skarb Państwa naraziła na ogromne koszty i straty przedsiębiorcę z Bielska-Białej oraz czy prawdą jest, że Lasy Państwowe zamierzały zlecić zadanie innej, zaprzyjaźnionej firmie i przeznaczyć na transakcję znacznie większą kwotę?

Już kilka dni po wysłaniu pytań skontaktował się z nami p.o. naczelnika Rafał Zubkowicz z Lasów Państwowych, który przekazał nam, że państwowa instytucja nie będzie odpowiadać na pytania indywidualnie, bo nowe kierownictwo Lasów Państwowych zamierza przeprowadzić w tej sprawie audyt, a następnie zorganizować konferencję prasową, na której odpowie na nurtujące kwestie.

Na zwołanej kilka dni później konferencji przekazano, że nowe kierownictwo dysponuje już pierwszymi wynikami audytu. Okazało się, że głównym zleceniodawcą miał być Ośrodek Kultury Leśnej w Gołuchowie, jednak bez procedury przetargowej przekazano to ZBD Bieszczady. Według zamówienia, w każdym nadleśnictwie w Polsce miało stanąć po 5 takich tablic. Wykonanie zlecono kilku firmom, choć Bieszczady miały same wyprodukować i postawić konstrukcje w ramach tzw. procedury in-house.

5 billboardów na każde nadleśnictwo

Udowodniono, że ZBD Bieszczady zlecał wykonanie tych samych zleceń kilku podmiotom równocześnie, często należącym do rodziny czy znajomych. Wśród nieprawidłowości wskazano też m.in. świadome naruszenie prawa zamówień publicznych i wybór droższych ofert, a także to, że nie było żadnego uzasadnienia na wykorzystanie środków z Funduszu Leśnego na finansowanie przedsięwzięcia.

- Są poszlaki świadczące o możliwości wykorzystania billboardów w celach kampanii wyborczej, ponieważ intensywna korespondencja z producentami została wyciszona po wyborach i projekt został porzucony - mówił Witold Koss, nowy dyrektor generalny Lasów Państwowych. Dodał również, że „wyprodukowanie tak szpetnych konstrukcji nie ma żadnego waloru promocji”. Wręcz przeciwnie, odstraszają i pokazują brak kompetencji. Całą sprawę nazwano zaś książkowym przykładem niegospodarności na szeroką skalę.

Leśnicy policzyli, że na akcję billboardową wydano ok. 23 mln zł, ale te dane mogą być niepełne, bo...  zaginęła część dokumentacji. Nie zbadano możliwości posadowienia billboardów w miejscach, w których miały się znaleźć i zaniechano nadzoru nad elementami wyprodukowanymi, a tablice, które znajdywane są w różnych częściach kraju, jak w magazynie w Bielsku-Białej, nie nadają się już do użytku.

Jedna na Przegibku, druga obok amfiteatru

- W tej sprawie dopuszczono się wielu przestępstw. Las najlepiej promuje się sam - mówił Witold Koss. Adam Kozyra, p.o. dyrektora Ośrodka Kultury Leśnej w Gołuchowie tłumaczył, że mają ogromny problem. Tablice są nieestetyczne, występują trudności z ich legalizacją oraz uzyskaniem pozwoleń na ich posadowienie, a sama konstrukcja nie zgadza się z projektem oraz nie sporządzono żadnych protokołów odbiorów i nie ma możliwości rozliczenia zlecenia. Ewentualna sprzedaż konstrukcji to zaś gigantyczne straty finansowe, bo musieliby sprzedać je po cenach rynkowych, a produkowane były po zawyżonych.

Do kamieniołomu na Podkarpaciu zwożone są billboardy z całej Polski. 310 z nich zdążyło już stanąć na terenie różnych nadleśnictw, oczywiście są puste. Pięć stoi na terenie Bielska-Białej - m.in. obok amfiteatru w Lipniku (na zdjęciu głównym), czy na Przegibku, co potwierdził naszej redakcji rzecznik Nadleśnictwa Bielsko. - Nasza rola ograniczyła się do udostępnienia miejsca Ośrodkowi Kultury Leśnej w Gołuchowie. Raz musieliśmy interweniować z powodu nieodpowiedniego mocowania - mówi Tomasz Gawęda.

Lasy Państwowe zamierzają w sprawie afery billboardowej złożyć zawiadomienie do prokuratury. Jak ustalono, co najmniej pięciu pracowników instytucji, którzy odpowiadali za realizację zadania, było blisko powiązanych ze Zjednoczoną Prawicą. Na konferencji stwierdzono też, że cała sprawa urąga odpowiedzialności za leśny krajobraz i Lasy Państwowe stoją teraz przed trudnym zadaniem, jakim jest przywrócenie godności zawodu leśnika po rządach PiS. Pozostaje kwestia obciążeń u wykonawców.

Głosiły, że „drewno jest z lasu”

Aby wyobrazić sobie skalę pieniędzy wyrzuconych w błoto można wskazać przykład, że w Bielsku-Białej za kwotę niespełna 23 mln zł wybudowano dwa nowoczesne przedszkola przy ul. Karpackiej i Kazimierza Wielkiego, do których uczęszcza 400 dzieci. Lasy Państwowe te pieniądze roztrwoniły.

Trudno też nie zgodzić się ze słowami nowego dyrektora Lasów Państwowych, który powiedział, że las reklamuje się sam. Po co monopoliście sprzedającemu drewno reklamy? Kontrowersji z wydatkowaniem środków z Funduszu Leśnego jest przecież więcej. Rok temu na łamach portalu informowaliśmy o wydatkowaniu 11 mln zł na inną akcję promocyjną Lasów Państwowych. Diecezja bielsko-żywiecka i parafia w Starej Wsi otrzymały po 100 tys. zł, a w zamian głosiły, że „drewno jest z lasu” (czytaj TUTAJ).

Wygląda na to, że pod płaszczykiem ochrony przyrody kombinatorzy wyprowadzali pieniądze z Lasów Państwowych. Nie zapominajmy, że drewno i jego cena ma wpływ na codzienność wielu milionów Polaków, którzy ogrzewają drewnem domy. Cena surowca w ostatnich latach poszybowała o 200-300 proc. w górę. Wiele fabryk meblarskich zbankrutowało, przedsiębiorców nie stać na palety do transportu towarów. Sprawa dotycząca „afery billboardowej” i wątku przedsiębiorcy z Bielska-Białej jest rozwojowa.

Adam Kanik
[email protected]