Małgorzata Zarębska była nieobecna w trakcie czwartkowych obrad Rady Miejskiej z powodu składania zeznań, bo padła ofiarą oszustwa. W tym czasie radni odrzucili wniosek o wprowadzenie do porządku obrad uchwały ws. jej wyboru do prezydium.

- W związku z dyskusją na temat przebiegu ostatniej sesji informuję, że 21 listopada padłam ofiarą oszustwa w bankowości internetowej. Moja nieobecność na sesji była spowodowana koniecznością złożenia zeznań i podjęcia kroków zabezpieczających w banku. Powody mojej nieobecności były zgłoszone przed sesją do przewodniczącej Rady Miejskiej Doroty Piegzik-Izydorczyk - pisze Małgorzata Zarębska.

- Będąc już w Ratuszu dostałam informację o zaistniałej sytuacji i poinformowałam niezwłocznie panią przewodniczącą. Wiedziała, że jestem w pokoju obok i rozmawiam ze służbami w sprawie zaistniałej sytuacji. Przykro mi, że moja nieobecność stała się dla niektórych pretekstem do hejterskich komentarzy.

- Pragnę też zauważyć, że moja nieobecność nie miała żadnego wpływu na głosowanie ws. powołania wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej, gdyż głosowano jedynie wniosek o wprowadzenie tego punktu do porządku obrad sesji, a takie rozstrzygnięcie nie wymaga obecności kandydata. Ponadto przypominam, że klub radnych Jarosława Klimaszewskiego odrzucił nasz wniosek już trzeci raz, zatem uzasadnienie tego moją wczorajszą nieobecnością jest nieuczciwe - przekonuje radna Małgorzata Zarębska.

Taki wynik głosowania Janusz Okrzesik nazwał „białoruskimi standardami”. Nawiązanie do metod reżimu Łukaszenki jest skandaliczne. Dyktator krwawo tłumi protesty społeczeństwa i zamyka w koloniach karnych opozycjonistów, w tym dziennikarza i działacza polskiej mniejszości Andrzej Poczobuta (przebieg dyskusji opisaliśmy: Chcieli wybrać do prezydium... nieobecną radną. Skandaliczne słowa w trakcie debaty).

bb