Żul to żul. Rzeczy trzeba nazywać po imieniu i zmienić priorytety straży miejskiej
Albo zaczniemy egzekwować prawo albo żule wejdą nam już całkiem na głowę. Radny Maksymilian Pryga po raz kolejny domaga się od władz miasta, żeby z osiedla Złote Łany wypędzono żuli, którzy stają się prawdziwym utrapieniem.
Piją alkohol w miejscach publicznych, zaczepiają ludzi, a nawet załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne do koszy na śmieci. Przy okazji okazało się, że w bielskim ratuszu są uczuleni na słowo „żul”. Już podczas pierwszej interpelacji w sprawie ekscesów na Złotych Łanach jeden z wiceprezydentów pouczył Prygę o niestosowności takiego nazewnictwa. A jak inaczej nazwać kogoś, kto sika pod murem, zaczepia i zakłóca spokój (czytaj: Załatwiają się do koszy, zaczepiają matki z dziećmi. Gdzie jest policja i straż miejska?).
Rzeczy wypada nazywać po imieniu. Nie nazewnictwo jest tu największym problemem, tylko fakt, że miejskie służby nie potrafią sobie skutecznie poradzić z takimi osobami. Zamiast polować z blokadami na źle parkujących kierowców albo przepędzać kwiaciarki, może straż miejska skupiłaby się na żulach?
Więcej na ten temat pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie jest już w sprzedaży, e-wydanie TUTAJ.
kor
Oceń artykuł:
73 18Komentarze 52
Ale używany przez radnego potoczny język to tylko jedna rzecz, poważniejszym problemem wynikającym z braków językowych jest fakt, że tak naprawdę nie wiadomo, o kim on mówi. Otóż słownikowo „żul” to „pot. «chuligan lub drobny przestępca»”; tymczasem on ma na myśli raczej zaniedbanych pijaków, nierzadko żebrzących. Może bardziej pasowałoby określenie „menel” lub „obwieś”; wydaje mi się, że najlepsze mogłoby być „ulicznik”, bo nawet „chuligan” jest chyba zbyt dosadne w odniesieniu do takich drobnych mętów.
Zgaduję, że podanie konkretnej definicji prawnej, przepisów, które ci jego „żule” łamią i na podstawie których „miejskie służby” mogłyby interweniować, przekracza możliwości radnego. Cóż, ktoś go wybrał; rozumiem, że jakiś prosty mieszkaniec może się jakiemuś radnemu skarżyć na „żuli” na ulicy lub „dziwki” w kamienicy. Jednak na tym powinna polegać działalność radnego, by troski i potrzeby prostaczków ujmować w formalną, elegancką i sensowną formę. Gorzej, jeśli to prostaczek zostaje wybrany rannym.
„Ochlaptus” mnie się podoba, fajnie brzmi, ciekawe jaka jest etymologia. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś wytykał niestosowności takiego nazewnictwa, gdyby to jego radny używał. No ale radny jakiś jest, każdy widzi...
Jeżeli Straż Miejska ich traktuje jak ludzi to chwała im za to.
Co ten pan ma w głowie? Niech nas ci kierowcy zmiotą z powierchni swoimi gruzami. Nie potrafią parkować, to należy się kara. Są jakieś standardy i należy ich przestrzegać. A tu panują jakieś dziwne standardy priorytetyzacji samochodów w mieście, gdzie ich nie powinno wcale być.

Klauzula informacyjna ›