Albo zaczniemy egzekwować prawo albo żule wejdą nam już całkiem na głowę. Radny Maksymilian Pryga po raz kolejny domaga się od władz miasta, żeby z osiedla Złote Łany wypędzono żuli, którzy stają się prawdziwym utrapieniem.

Piją alkohol w miejscach publicznych, zaczepiają ludzi, a nawet załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne do koszy na śmieci. Przy okazji okazało się, że w bielskim ratuszu są uczuleni na słowo „żul”. Już podczas pierwszej interpelacji w sprawie ekscesów na Złotych Łanach jeden z wiceprezydentów pouczył Prygę o niestosowności takiego nazewnictwa. A jak inaczej nazwać kogoś, kto sika pod murem, zaczepia i zakłóca spokój (czytaj: Załatwiają się do koszy, zaczepiają matki z dziećmi. Gdzie jest policja i straż miejska?).

Rzeczy wypada nazywać po imieniu. Nie nazewnictwo jest tu największym problemem, tylko fakt, że miejskie służby nie potrafią sobie skutecznie poradzić z takimi osobami. Zamiast polować z blokadami na źle parkujących kierowców albo przepędzać kwiaciarki, może straż miejska skupiłaby się na żulach?

Więcej na ten temat pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie jest już w sprzedaży, e-wydanie TUTAJ.

kor