Po ponad roku ruszył proces Tomasza M. oskarżonego o zapłatę ponad 200 tys. zł za tłumaczenia bajek, które nie zostały zrealizowane. Były p.o. dyrektora SFR w Bielsku-Białej już na początku rozprawy chciał utajnić proces. 35-latek zeznania składał przez trzy godziny i przekonywał, że miał kompetencję, by objąć stanowisko. Nie wspomniał, że gdy go powołano był karany m.in. za oszustwo, zabicie psa i znęcanie się nad partnerką, czego potwierdzenie znaleźliśmy w aktach w bielskim sądzie. Były wicepremier Piotr Gliński odwołał go, gdy od służb dostał informację o kryminalnej przeszłości swojego nominata. - Niezwłocznie po uzyskaniu odpowiedzi potwierdzającej te informacje pan M. został zwolniony - tłumaczy resort.

Czytaj: Unika sali sądowej, ale założył fundację i robi biznes na Mazurach. „Przysłał go Duch Święty”

Proces przed Sądem Rejonowym w Bielsku-Białej ruszył w połowie listopada, jutro odbyć miała się kolejna rozprawa, ale została odwołana z powodu niemożliwości stawienia się na niej obrońcy oskarżonego. Miesiąc temu już na samym początku rozprawy były dyrektor chciał wyłączenie jawności przewodu sądowego.

Proces o tłumaczenie będzie jawny

Tomasz M. uzasadniał wniosek, że artykuły na jego temat w mediach godzą w jego dobra osobiste i niszczą jego „reputację”. Media mają przekazywać nierzetelne informacje oraz pochopnie ferować wyrok. Były dyrektor SFR czuje się napiętnowany, jest zawieszany w konkursach w których startuje i „ponosi ogromne koszty”. Oskarżony zapewniał, że cztery wcześniejsze odwołane rozprawy - dwukrotnie z powodu jego choroby, raz w związku ze zmianą obrońcy oraz chorobą obrońcy, to nie było celowe działanie.

Obecna na sali prokurator Anna Zarychta sprzeciwiła się wnioskowi. Mówiła, że publikacje nie dotyczyły postępowania, tylko działań mających na celu nadużycie prawa oskarżonego. - Opinia publiczna ma prawo wiedzieć i ocenić. Chodzi o środki publiczne i ważny interes społeczny. Nie wyprowadził pan pieniędzy z własnej spółki, tylko z instytucji publicznej - mówiła. Sąd przychylił się do stanowiska prokuratury.

Proces będzie toczył się przed otwartymi drzwiami. Po odczytaniu aktu oskarżenia były dyrektor SFR nie przyznał się do winy i nie zgodził się na zadawanie pytań przez prokuraturę - odpowiadał tylko na pytania obrony oraz sądu. Zeznawał przez trzy godziny. Z propozycją objęcia stanowiska zadzwoniono do niego z biura wicepremiera Piotra Glińskiego, propozycję uznał za wielki zaszczyt. Tomasz M. przekonywał, że wszystkie zmiany, które dokonywał w SFR, miały być akceptowane przez ministra.

Ambitne plany i wizja rozwoju SFR

Od samego początku pracownicy mieli negować jego polecenia służbowe, jedną z jego decyzji było dyscyplinarne zwolnienie księgowej. Z jego ust padły zarzuty pod adresem byłego dyrektora Andrzeja Orzechowskiego, który jego zdaniem miał dopuścić się nieprawidłowości przy remoncie willi Rotha, który kosztował ok. 3 mln zł. Twierdził, że od tego zaczęły się jego poważne problemy. Po kilku dniach od przedstawienia tej informacji ministrowi Glińskiego, pracownicy mieli złożyć do resortu obszerne pismo na temat jego działalności i zawieranych umów, czym według niego złamali prawo.

Zeznając deklarował, że powiększył budżet bielskiej wytwórni bajek sześciokrotnie, przekonywał, że znalazł dofinansowanie na produkcję „Pampaliniego”, któremu głosu użyczyć miał Cezary Pazura.

Odniósł się także do sprawy w związku z jaką został oskarżony - wydatkowanie ponad 200 tys. zł za tłumaczenia bajek, które nie zostały zrealizowane. Jak mówił, zlecił usługę, bo chciał stworzyć „polską międzynarodową markę”. Firmę do realizacji tłumaczenia miał mu wskazać ambasador Republiki Armenii w Polsce, kiedy wydał dyspozycję przelewu, był pewny, że tłumaczenia zostaną zrealizowane. Jego wersja jest niespójna, bo w trakcie procesu był pytany o przelewy z firmą, które miały miejsce jeszcze przed realizacją usługi tłumaczeń. Tomasz M. tłumaczył się, że zarządzał marką produktów należącą do firmy.

Wyroki w momencie powołania

Były dyrektor przekonywał przed sądem, że aby objąć stanowisko w SFR zrezygnował z bardzo wysokiej menedżerskiej pensji. Oskarżony przekonywał, że miał kompetencję, by objąć zaproponowane mu stanowisko. Zeznając zapomniał, że w momencie powołania na stanowisko był osobą karaną. Sygnatury spraw, w których został skazany znajdują się w aktach w Sądzie Rejonowym w Bielsku-Białej.

Pierwszy wyrok zapadł przed Sądem Rejonowym dla Krakowa-Podgórza w 2010 roku. Skazano go na karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata i naprawienia szkody w kwocie 2 788 zł za oszustwo i poświadczenie nieprawdy. Z wyroku wynika, że Tomasz M. doprowadził do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez prowadzenie sprzedaży sprzętu komputerowego oraz telefonów komórkowych, wprowadzając w błąd, co do zamiaru przekazania firmie uzyskanych dochodów.

Poważniejszy jest drugi wyrok, który zapadł w Sądzie Okręgowym w Krakowie w 2013 roku. Prokuratura oskarżyła Tomasza M. m.in. o usiłowanie zabójstwa i znęcanie się nad partnerką. Sąd skazał go, ale zmienił kwalifikację czynu i uznał, że oskarżony działał w zamiarze bezpośredniego spowodowania innego ciężkiego kalectwa pokrzywdzonej, ale czynu nie osiągnął na skutek postawy osób trzecich. Z treści wyroku wynika, że Tomasz M. uderzył kobietę kilkukrotnie młotkiem (!). Spowodował tym obrażenia w postaci stłuczenia głowy czy wstrząśnienia mózgu. Został także skazany m.in. za zabicie psa partnerki.

Służby poinformowały wicepremiera

Za wszystkie czyny został skazany na karę łączną trzech lat pozbawienia wolności. Część kary odbywał w trakcie procesu - był aresztowany. Wyrok był łagodny, bo każdy z czynów popełniał mając w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem.

Zwróciliśmy się z kilkoma pytaniami do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, m.in. czy minister Piotr Gliński w grudniu 2020 roku, gdy powoływał Tomasza M. na stanowisko p.o. dyrektora SFR w Bielsku-Białej, miał świadomość, że powołuje osobę skazaną, która odbyła karę pozbawienia wolności. Minister miał prawo powołać osobę skazaną wyrokiem - nie zabrania mu tego ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej, ale budzi to jednak poważne wątpliwości moralne oraz etyczne.

- Minister nie miał wiedzy o wskazanym wyroku. Należy przypomnieć, że pan M. nie był powołany na stanowisko dyrektora instytucji, a jedynie miał powierzone pełnienie obowiązków dyrektora. Okres powierzenia obowiązków jest z zasady okresem umożliwiającym zbadanie zdolności danej osoby do pełnienia funkcji. W związku z uzyskaniem przez ministra niepokojących informacji dotyczących przeszłości pana M., do stosownych służb zostało skierowane oficjalne zapytanie w tej sprawie, a niezwłocznie po uzyskaniu odpowiedzi potwierdzającej te informacje pan M. został zwolniony - brzmi odpowiedź.

Kolejne pytania bez odpowiedzi

Zapytaliśmy rzecznika Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, kto doradzał ministrowi Glińskiemu powołanie Tomasza M. na stanowisko w Bielsku-Białej. Według relacji pracowników SFR, miała to być jedna z dyrektorek departamentu w MKiDN - w pytaniu wskazaliśmy konkretne nazwisko.

- Pani dyrektor nie doradzała w powołaniu pana M. Dyrektor departamentu nie uczestniczy w procedurze wyłaniania kandydata na p.o. dyrektora. Obowiązki merytoryczne departamentu sprowadzają się do nadzoru nad instytucją kultury. Sprawowanie nadzoru wykonywane jest przede wszystkim przez przedkładanie stosownej sprawozdawczości okresowej oraz kontakty robocze z instytucją - brzmi odpowiedź.

Przed sądem Tomasz M. twierdził, że jego problemy w SFR zaczęły się, gdy ujawnił nieprawidłowości przy remoncie willi Rotha, co ma obciążać jego poprzednika. Podobne argumenty 35-latek przedstawiał w październiku na spotkaniu w Olecku, gdzie występował jako założyciel i dyrektor generalny Fundacji Ogród Sztuki. W tej sytuacji zapytaliśmy ministra, czy faktycznie remont miał wpływ na odwołanie Tomasz M. Interesowało nas również, czy minister Gliński - jak zapowiada oskarżony - został powołany na świadka w procesie. Chcieliśmy także upublicznienia dokumentów, jakie w sprawie Tomasza M. minister skierował do „służb” i jakie odpowiedzi otrzymał. Na żadne z tych pytań odpowiedzi już nie uzyskaliśmy.

Bartłomiej Kawalec
[email protected]