W każdą niedzielę klienci Giełdy w Wapienicy opuszczają ją z pełnymi torbami zakupów i pełnymi... brzuchami. Już status kultowych osiągnęły hot-dogi i hamburgery od pani Uli, serwowane przez nią od 33 lat! Nowością, a zarazem hitem są przysmaki z kuchni polowej rodziny Steczków z Godziszki, na czele z grochówką z kotła opalanego drewnem i plackami z blachy. Aż ślinka cieknie!

Giełda przy ul. Wypoczynkowej w Wapienicy jest otwarta w każdą niedzielę. Od bladego świtu są tu tłumy kupujących nie tylko z Bielska-Białej i całego regionu, ale też Słowacji i Czech. Kupimy tu dosłownie wszystko, czego potrzebujemy w domu czy w ogrodzie. Ubierzemy się od stóp do głów, a także nabędziemy meble wykonywane przez lokalnych rzemieślników. Klientów przyciągają gigantyczny wybór, niskie ceny i w dużej mierze dobre, polskie produkty. Niezastąpiony jest bezpośredni kontakt ze sprzedawcami, którzy - jak w przypadku mebli - są jednocześnie ich producentami.

- W niedzielę mamy tu mnóstwo klientów, a zależy nam, aby przy okazji zakupów mogli też coś dobrego zjeść. Niektórzy spędzają tu wiele godzin, a mamy już zimę, gdy potrzebujemy bardziej kalorycznych potraw. Obecnie mamy całkiem szeroką ofertę gastronomiczną dla odwiedzających Giełdę. Ostatnio ucieszyła nas propozycja otwarcia tu prawdziwej kuchni polowej. Zapraszamy wszystkich do spróbowania tych przysmaków - mówi Marcin Szarek, prezes spółki Beskidzki Hurt Towarowy, która zarządza Giełdą w Wapienicy.

Status kulinarnej legendy Giełdy ma pani Ula. Do jej kultowych hot-dogów i hamburgerów ustawiają się kolejki. Są zupełnie inne, niż te kupowane w barach szybkiej obsługi czy na stacjach. Duże bułki, mnóstwo warzyw, podsmażane pieczarki na życzenie i prażona cebulka. Każdy klient ma swoje ulubione dodatki i pani Ula komponuje danie wedle jego życzenia. - Z Giełdą jestem związana już od 33 lat. Staram się, żeby wszystko u mnie było na poziomie. Pracuję na dobrych składnikach. Hot-dogi i hamburgery są duże, a ceny utrzymuję jak najniższe. Dzięki temu ludzie wracają i są zadowoleni - opowiada. - Tu zawsze jest smacznie i do syta! - mówi jedna z przysłuchujących się rozmowie klientek. Za dużego hot-doga zapłacimy 11 zł, a za bardziej wyszukane wersje o kilka złotych więcej. U pani Uli można też kupić kawę czy herbatę. - Mam stałych klientów, którzy jedli u mnie, gdy byli mali, a teraz przychodzą z własnymi dziećmi - cieszy się szefowa punktu.

Jak w ukropie przy swoim pokaźnym grillu uwija się pan Radosław z Pogwizdowa. U niego z kolei zjemy podane prosto z ognia mięsiwo. I to solidne porcje. Kiełbasa i szaszłyki z karkówki, podane z cebulą, znajdują tu nabywców już od 20 lat. Bo niektórym łasuchom do szczęścia - szczególnie w taki mroźny dzień, jak podczas ostatniej niedzieli - potrzeba właśnie porządnej porcji gorącego, soczystego mięsa i kromki chleba.

Przebojem na Giełdzie stała się, otwarta raptem dwa miesiące temu tuż przy głównym wjeździe, kuchnia rodziny Steczków z Godziszki. Można tu nawet usiąść wygodnie przy zadaszonych stolikach. - Właśnie zakończyliśmy sezon w Żywcu. Od dwóch lat mamy tam swój punkt przy ulicy Wesołej, naprzeciwko Domu Technicznego i mnóstwo stałych klientów, pracowników pobliskich zakładów. Teraz przyjeżdżamy co niedzielę na Giełdę w Wapienicy - opowiada pan Rafał.

Gdy rozmawiamy w niedzielę, 26 listopada, na Giełdzie podawał grochówkę i bogracz z kotłów oraz placki z blachy. - Grochówka jest stałą pozycją w menu, ale zawsze przygotowujemy też coś innego, w tym naprzemiennie żurek, bigos, bogracz, fasolkę i strogonow - mówi pani Jadwiga, żona szefa kuchni. - Używamy produktów dobrej jakości. Porcje muszą być duże, żeby nikt głodny od nas nie wyszedł. A ceny niskie, żeby te potrawy były dostępne dla wszystkich - o kwintesencji kuchni polowej mówi z kolei córka, Alicja, która skończyła szkołę gastronomiczną.

Sercem rodzinnego punktu gastronomicznego jest wojskowa kuchnia polowa. - Byłem kiedyś na festynie. Serwowali tam w taki sposób grochówkę. Zainspirowało mnie to wtedy i sam rozpocząłem taką działalność pięć lat temu. Zainwestowałem w kuchnię polową, którą samodzielnie odremontowałem. Mam tu cztery kotły, a każdy ma 70 litrów. Gotowanie w takim kotle przekłada się na wyjątkowy smak. Grochówka gotuje się długo, przechodząc aromatem drewna olchowego, które pali się pod kotłem i - rzecz jasna - wędzonki. Małym sekretem jest zamieszanie grochówki opalonym nad ogniem kijem, co jest patentem jednego z naszych stałych klientów - zdradza pan Rafał. - Każdy grochówkę gotuje na własny sposób. My też mamy swój przepis, wypracowywany przez lata. Podstawa to gotujące się razem wędzone kiełbasa, boczek i podgardle - przybliża. Zupa jest bardzo gęsta, wypełniona mięsiwem, z wyraźnym aromatem przypraw. I - po prostu - pyszna. Klienci, którzy są tu po raz pierwszy, są zaskoczeni, że dostają zupy w talerzach o niespotykanej pojemności aż 900 ml! A jeszcze bardziej tym, że za prawie litr pożywnej zupy płacą ledwie 15 zł. Ci, którzy nie sprostają takiemu kulinarnemu wyzwaniu, mogą zamówić pół porcji. Do tego zawsze jest świeży chleb na zakwasie z ulubionej piekarni pana Rafała.

Wielu klientów nie może się oprzeć widokowi placków ziemniaczanych z blachy, które smaży Alicja Steczek. - Wykorzystałem maszynę po duszonkach. Dziś służy i do przygotowywania duszonek, i do smażenia placków - zdradza pan Rafał, który - jak się okazuje - jest złotą rączką i zawodowym spawaczem. Samodzielnie tworzy wyposażenie kuchni polowej. - Placki z blachy mają mniej tłuszczu i smakują zupełnie inaczej, niż z patelni - zwraca uwagę pani Alicja. - Podajemy je w dwóch odmianach. Jedne w cieście mają boczek, a drugie kapustę kiszoną. Przepis na placki pochodzi od mojej mamy. Już jako dziecko je uwielbiałem i nauczyłem się je robić - dodaje Rafał Steczek.

Rodzina ma mnóstwo pomysłów i z pewnością będzie zaskakiwać smakoszy. - Na wiosnę uruchomimy grill. Dania będą się zmieniać, ale grochówka i placki będą zawsze w naszej ofercie - zapewnia pani Jadwiga.

- Bardzo mnie cieszy to zajęcie, a komentarze zadowolonych klientów dają mi mnóstwo satysfakcji. Dorobiliśmy się już stałych wielbicieli naszej kuchni, którzy wracają i mogą liczyć na rabaty. Niektórzy przyjeżdżają specjalnie do nas, by nie musieć gotować w niedzielę - podsumowuje pan Rafał.

Giełda w Wapienicy nieprzerwanie będzie otwarta w każdą niedzielę. Warto tu wybrać się nie tylko na zakupy, ale i na miejscu posilić się w jednym z punktów gastronomicznych. Znajdziemy tu wielkie porcje gorących potraw. Szczere, domowe, z dobrych produktów, niedrogie i prosto od kucharzy, którzy kochają swoją pracę. Do zobaczenia. I smacznego!

O Giełdzie przeczytasz też w artykule „Giełda w Wapienicy to ewenement na handlowej mapie Bielska-Białej”.

Artykuł sponsorowany