W lutym pisaliśmy o dwóch przypadkach fałszywie dodatnich wyników narkotesterów w Bielsku-Białej. Ich kierowcy przez kilka tygodni mieli zatrzymane prawo jazdy i oczekiwali na wynik badania krwi. Okazuje się, że nieprawidłowości w skali województwa było znacznie więcej. Błędne wyniki stanowiły nawet 80 proc. 

W grudniu zeszłego roku dwóm osobom zatrzymano prawo jazdy po badaniu narkotesterem używanym w Komendzie Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. W obu sprawach wyniki były fałszywie dodatnie, niewinność po kilku tygodniach dowiodły badania krwi. - Według narkotestu zażyłem pięć substancji, w tym marihuanę i amfetaminę. Zostałem z miejsca zwolniony dyscyplinarnie z pracy. Na wynik badania krwi czekałem półtora miesiąca, przez ten czas byłem pozbawiony środków do życia - mówiła nam jeden z osób.

Bielska policja dopiero w styczniu problem zgłosiła w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach i wstrzymała użytkowanie urządzenia. Fałszywie dodatnie wyniki pojawiały się jednak wcześniej i podobnych spraw jest dużo więcej - w 2022 roku w KMP w Bielsku-Białej stwierdzono aż 11 przypadków, w których badania laboratoryjne krwi nie potwierdziły dodatniego wyniku badania narkotestem.

Czytaj: Fałszywe wyniki badań w bielskiej policji. Niewinnym kierowcom zatrzymywano prawo jazdy

Onet donosi, że fałszywie dodatnich wyników w ostatnich latach była zatrważająca liczba. Chodzi o działanie tego samego urządzenia, co w Bielsku-Białej - nazwie AquilaScan. Mają go na stanie patrole drogowe w całej Polsce. Policja wie o sprawie od ponad półtora roku, gdy jeden z policjantów biorących udział w szkoleniu na Śląsku, otrzymał pozytywny wynik na obecność narkotyków w badaniu śliny, ale badanie laboratoryjne krwi go nie potwierdziło. W styczniu 2022 roku w komendach kazało przeanalizować działanie urządzenia.

Jak podane Onet, w Komendzie Miejskiej Policji w Częstochowie aż 66 proc. testów, które wyszły pozytywnie, nie potwierdziły się badaniem krwi, w Rybniku i Zabrzu było to 50 proc, w Żywcu - 66 proc. Rekord padł w Cieszynie, gdzie na 17 pozytywnych testów aż 14 okazało się potem niepotwierdzonych - to 82 proc. Jak się okazuje, wadliwe narkotesty nadal są "w służbie". Jest ich w Polsce prawie pół tysiąca.

Oświadczenie wydała Komenda Główna Policji, która podkreśla, że policjanci korzystają jednocześnie z trzech innych rodzajów urządzeń do analizy śliny pod kątem obecności środków odurzających, co pozwala na weryfikację na wstępnym etapie. Zapewnia też, że urządzenia posiadają certyfikaty.

- Badanie narkotestem nie stanowi dowodu, a jest wstępnym testem, który w przypadku uzyskania wyniku pozytywnego wymaga każdorazowo badania laboratoryjnego. To pozytywny wynik badania laboratoryjnego jest dopiero podstawą do rozliczenia podejrzanego pod kątem prawnym - pisze KGP. Problem w tym, że od kontroli i badania narkotestem do wyniku laboratoryjnego krwi zazwyczaj mijają długie tygodnie. W tym czasie kierowca ma zatrzymane prawo jazdy, co skutkuje często brak możliwości podjęcia pracy.

ak