Zbiory nie przepadną. Duży odzew chętnych na przejęcie cennych archiwów
Nasza publikacja o trudnej sytuacji bielskiego fotografa i jego obawach dotyczących losu archiwum 4 milionów zdjęć odbiła się sporym echem. Już w dniu publikacji z 22 lutego z fotografem skontaktował się kierownik bielskiego oddziału Archiwum Państwowego. Także magistrat poinformował nas, że w 2021 roku prowadził rozmowy, w celu nabycia przez Książnicę Beskidzką ok. 25 tys. zdjęć, ale transakcję - z winy fotografa - zrealizowano tylko w niewielkim zakresie. Obecnie rozmowy w sprawie przejęcia części kolekcji prowadzi także osoba prywatna z Bielska-Białej.
Do fotografa zgłosiły się także osoby prywatne oraz inne instytucje z ofertami kupna części zbiorów lub udostępnienia miejsca na ich przechowywanie. Jak okazało się po naszej publikacji, Książnica Beskidzka dwa lata temu pozyskała środki celem zakupu wybranych 25 tys. zdjęć Bielska-Białej.
Książnica chciała odkupić część zbiorów
Przekazanie miało nastąpić w trzech transzach, ale tylko jedna doszła do skutku - Wojciech Gorgolewski w ustalonym terminie dostarczył tylko 10 proc. deklarowanej ich ilości. Sam zainteresowany poinformował nas, że stan zdrowia i leczenie uniemożliwiły mu należyte zaangażowanie się w opis prac i selekcję. Końcem 2021 roku środki z dotacji celowej musiały zostać zwrócone. Tym samym plany Książnicy Beskidzkiej spaliły na panewce. Pozyskane 2,5 tys. zdjęć przekazano do działu zbiorów regionalnych. Po opisaniu każdego z nich, będą dostępne na miejscu, a z czasem zostaną zdigitalizowane i udostępnione przez internet.
Zainteresowanie przejęciem archiwum wyraził bielski oddział Archiwum Państwowe w Katowicach. Reakcja po naszej ostatniej publikacji była błyskawiczna, ale w tym miejscu trzeba podkreślić, że rozmowy na ten temat między Gorgolewskim, a instytucją trwały już wcześniej, ale nie było sformalizowanego wniosku o ich przekazanie. W tym wypadku zbiory bielskiego fotografa lub ich znaczna część może być przejęta przez Narodowe Archiwum Cyfrowe w Warszawie albo Archiwum Państwowe w Katowicach.
Archiwum Państwowe wróciło do rozmów
Większość zdjęć Wojciecha Gorgolewskiego to zdjęcia lotnicze, wykonywane przez kilkadziesiąt lat w całej Polsce, a także poza jej granicami. Jak powiedział nam kierownik bielskiego oddziału, Paweł Hudzik: Musimy zrobić inwentarz i dopiero na jego podstawie będziemy mogli przejmować sukcesywnie zbiory. - Są w bardzo dobrym stanie. Temat jest bardzo ciekawy, zbiór zawiera nie tylko zdjęcia z Bielska-Białej, ale obejmuje fotografie wykonane począwszy od Berlina, na wyspach chorwackich kończąc.
Archiwistów czekałoby wiele pracy, najpierw zdjęcia i nośniki trzeba poprzeglądać: płyt jest ok. 1 tys., a dysków twardych 18 (zawierających 26 terabajtów danych). Większość fotografii z zbiorów jest już w formie cyfrowej. Liczne analogowe zdjęcia, zarówno odbitek i negatywy, będą skanowane przez zespoły archiwum. Z przejętych i udostępnionych przez Archiwum Państwowe zbiorów mogliby korzystać wszyscy zainteresowani. Wydaje się, że z punktu widzenia ogółu społeczeństwa byłoby to najlepsze rozwiązanie.
Chętne na zdjęcia także osoby prywatne
- Możliwe jest przejęcie archiwum w najbliższych miesiącach. Doceniamy wagę pracy, którą pan Wojciech wykonał i na pewno to nie może zginąć. Zostanie należycie zabezpieczone i udostępnione, jeśli prawa autorskie zostaną na nas scedowane - mówi Paweł Chudzik z Archiwum Państwowego.
Czy tak się stanie nie wiadomo. Do fotografa lotniczego zgłosiła się także instytucja edukacyjna i osoba prywatna zainteresowana zakupem części zbiorów. Przeglądnięcie i opisanie zdjęć może trochę potrwać, podobnie jak pozyskanie funduszy na ich zakup i wycena. O tym, gdzie ostatecznie trafią, zadecyduje fotograf po rozpatrzeniu różnych propozycji. Wpływ na decyzję mogą mieć kwestie finansowe, czemu trudno się dziwić, gdyż jego sytuacja materialna i zdrowotna nie jest dobra. Pozostaje mieć nadzieję, że fotografie ze zbiorów będą publikowane i udostępnione historykom i osobom zainteresowanym historią.
Piotr Bieniecki
[email protected]
Oceń artykuł:
26 2Komentarze 10
Nie ma czegoś takiego jak „dysk sdhc”. SDHC to rodzaj kart pamięci (SD) o zwiększonej prędkości odczytu i zapisu. Karty te wielkości małego paznokcia można upuszczać na ziemię nawet z samolotu (upadnie jak liść niesiony wiatrem). Pamięci flash nie jest wrażliwa na tego typu uszkodzenia mechaniczne.
Inna sprawa, że nikt o zdrowych zmysłach nie trzyma wrażliwych danych na jednym nośniku tylko tworzy kopie bezpieczeństwa…
Ech…

Klauzula informacyjna ›