Postawienie zarzutów red. Mirosławowi Jamro, dziennikarzowi portalu bielsko.biala.pl i "Kroniki Beskidzkiej", oburzyło środowisko medialne w całym kraju. To kompromitacja prokuratury, kuriozum, żenada. Tej miażdżącej oceny nie zmieniło polecenie ministra Zbigniewa Ziobro, który nakazał umorzenie postępowania przeciwko naszemu koledze. Dziś publikujemy opinię dr hab. Michała Zaremby z Uniwersytetu Warszawskiego, autorytetu w dziedzinie prawa prasowego, który przypomina m.in. przypadek znanej dziennikarki warszawskiej oskarżonej o podżeganie rozmówcy do ujawnienia tajemnicy.

W opinii Europejskiego Trybunału Praw Człowieka i Obywatela w Strasburgu „gromadzenie informacji stanowi zasadniczą część dziennikarstwa, a więc jest nieodłączną i podlegającą ochronie częścią wolności prasy”. Zdaniem tego trybunału, „Wszelkie bariery stworzone w celu utrudnienia dostępu do informacji dotyczących spraw o znaczeniu publicznym mogą zniechęcić media do podejmowania tego typu tematów. W rezultacie media te nie będą mogły odgrywać swojej żywotnej roli »stróżów publicznych« a ich zdolność do przekazywania dokładnych i wiarygodnych informacji zostanie ograniczona”.

Skazany przez sądy szwajcarskie

Sprawą rozstrzygniętą przez Trybunał Europejski, która ze względu na okoliczności faktyczne wydaje się identyczna ze sprawą redaktora Mirosława Jamro, była sprawa szwajcarskiego dziennikarza Viktora Dammanna (Dammann przeciwko Szwajcarii, wyrok z 25 kwietnia 2006). Dziennikarz ten został przez sądy szwajcarskie ukarany za nakłanianie pracownika administracyjnego prokuratury do ujawnienia tajemnicy służbowej. Dammann został skazany na karę grzywny w wysokości 500 franków szwajcarskich. Jego nazwisko znalazło się też w rejestrze osób skazanych.

Orzekając jednogłośnie na rzecz skarżącego, trybunał podkreślił następujące okoliczności:
- „ograniczenie wolności prasy dotyczące fazy poprzedzającej publikację stanowi szczególne niebezpieczeństwo dla tej wolności, dlatego wymaga najbardziej sumiennego rozważenia ze strony sądów”;
- to państwo powinno przede wszystkim zadbać o takie zorganizowanie swojej działalności i przeszkolenie pracowników, żeby poufne informacje nie był ujawniane osobom postronnym;
- skarżący nie stosował podstępu, gróźb ani nie wywierał w inny sposób presji w celu uzyskania informacji;
- mimo łagodnej kary skazanie skarżącego stanowi formę cenzury nakierowanej na zniechęcenie go do podejmowania działań należących do istoty jego zawodu ze szkodą;
- skazanie skarżącego za działania na etapie przygotowywania materiałów prasowych wiąże się z ryzykiem negatywnego wpływu na zachowania innych dziennikarzy ze szkoda dla społeczeństwa.

Znikoma szkodliwość społeczna

Warto również wspomnieć w tym kontekście o postanowieniu Sądu Rejonowego w Warszawie z 17 lutego 2004 (orzeczenie nie publikowane). Postanowieniem tym sąd umorzył ze względu na znikomość społecznej szkodliwości postępowanie karne przeciwko dziennikarce „Życia Warszawy” Patrycji Koteckiej, oskarżonej o podżeganie pracownika telefonii komórkowej do ujawnienia informacji stanowiących tajemnicę telekomunikacyjną (billingi Lwa Rywina). Patrycja Kotecka jest obecnie żoną ministra Zbigniewa Ziobro.
 
Jak podkreślono w uzasadnieniu, podejmując tę decyzję sąd „(...) miał również na uwadze specyfikę pracy dziennikarza, która polega na zdobywaniu informacji oraz fundamentalne znaczenie wolności prasy w demokratycznym państwie prawa”.

 
Biorąc pod rozwagę przywołane powyżej orzecznictwo, wypada stwierdzić, że skazanie dziennikarza za podżeganie do ujawnienia tajemnicy prawnie chronionej może mieć miejsce tylko sytuacjach absolutnie wyjątkowych. W przeciwnym razie każdy kontakt dziennikarza z funkcjonariuszami państwowymi, lekarzami, adwokatami czy innymi depozytariuszami tajemnic związany byłby z ryzykiem odpowiedzialności za podżeganie. W szczególności tego rodzaju szeroką interpretację przepisów o podżeganiu można byłoby z łatwością wykorzystać jako instrument nacisku na prasę czy zemsty za niepochlebne publikacje. Taka praktyka stanowiłaby niewątpliwie bezpośrednie zagrożenie dla wolności prasy.

Przestroga dla organów ścigania

Kończąc niniejszą opinię, warto jeszcze przytoczyć stanowisko amerykańskiego konstytucjonalisty Aleksandra Bickela, którego zdaniem między administracją publiczną a prasą istnieje stan pewnego napięcia, będący konsekwencją, z jednej strony wysiłków agencji rządowych utrzymania pewnych faktów w tajemnicy, z drugiej - prób poinformowania o nich społeczeństwa przez prasę. Jak stwierdził ten autor: „Prasa nie jest sędzią ani podmiotem definiującym interes narodowy. Jest ona raczej uczestnikiem rywalizacji. Ponosi odpowiedzialność za wypełnianie swej roli w tym »konkursie«, służącemu interesowi publicznemu ze względu na fakt, że interesu tego nie można sprowadzić ani do interesu rządu, ani do interesu prasy”. Jak się wydaje, właśnie tego typu relacja między prasą a państwem najlepiej służy demokracji.
 
Dobrze, że Prokuratura Okręgowa w Sosnowcu umorzyła postępowanie przeciwko redaktorowi Mirosławowi Jamro, ale źle się stało, że zostało ono w ogóle wszczęte. Miejmy nadzieję, że sprawa ta będzie przestrogą dla organów ścigania, żeby podobne problemy nie spotkały innych dziennikarzy w przyszłości.
 
dr hab. Michał Zaremba
 
Autor opinii jest pracownikiem naukowym na Wydziale Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz autorem m.in. monografii „Prawo prasowe. Ujęcie praktyczne” (DIFIN, Warszawa 2007) i „Prawo prasowe. Komentarz” (Wolters Kluwer 2018)
 
Na zdjęciu: jedno ze zdarzeń drogowych obsługiwanych przez Mirosława Jamro
 
O sprawie red. Mirosława Jamro pisaliśmy szczegółowo w artykułach: