Zapaść bielskiej gastronomii? Są tacy, którzy nie rezygnują
Poza weekendowymi wieczorami bielski Rynek zdaje się świecić pustkami. Dostrzegalne wokół szyldy informujące o dostępnych lokalach na wynajem bądź sprzedaż skutecznie spostrzeżenie to potęgują. W ostatnim czasie co najmniej kilka lokali gastronomicznych w okolicy bielskiego Rynku zawiesiło czy zakończyło swoją działalność. Są jednak osoby, które poddawać się nie zamierzają. Krzysztof Łukaszewski od wielu lat prowadzi na bielskich Podcieniach sympatyczny lokal, w którym z uśmiechem i dobrym słowem serwuje swoim gościom pyszne przekąski i przeróżne trunki.
Wiele miejsca poświęcaliśmy już na łamach portalu bielskiej gastronomii. O sporej ilości pustych lokali na Rynku, które w przeszłości świadczyły funkcję gastronomiczną pisaliśmy w artykule Z restauracji na bielskim rynku znikają szyldy. Gastronomia się zwija. To zjawisko dostrzegalne gołym okiem. Mówi się, że winna jest m.in. pandemia oraz cykliczne zamykanie i ograniczanie kolejnych aspektów życia.
Zmiany najemców są naturalne
Urząd Miejski oficjalnie mówi jednak o zaledwie dwóch lokalach usytuowanych przy płycie Rynku, zarządzanych przez ZGM, których najemcy zdecydowali się rozwiązać umowy w ostatnich dwóch lat. Chodzi o Rynek 22 i Rynek 12. W pierwszym z lokali mieściła się księgarnia, prawdopodobnym powodem jej zamknięcia było przejście właściciela na emeryturę. Drugi najemca zmienił miejsce prowadzenia działalności na Rynek 6. Umowy wypowiedziało także trzech najemców z lokali położonych na wyższych kondygnacjach.
- Podane dane dotyczą budynków stanowiących własność miasta i zarządzanych przez ZGM. Biorąc pod uwagę skalę zjawiska, nie ma podstaw do twierdzenia, iż na Rynku dochodzi do częstszych zmian najemców niż w pozostałych rejonach miasta. Zmiany najemców są zjawiskiem naturalnym, a w okresie pandemii koronawirusa ZGM nie stwierdził większej niż zwykle rotacji najemców lokali użytkowych w zarządzanym zasobie - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik prasowi bielskiego magistratu.
Kolejki do baru i toalety
Mimo wszystko, miejsc gdzie można usiąść, schłodzić się zimnym napojem i przekąsić coś dobrego krok po kroku ubywa. Są jednak ludzie, którzy z prowadzenia gastronomii w Bielsku-Białej rezygnować nie zamierzają. Krzysztof Łukaszewski to bielszczanin, który od bardzo dawna z powodzeniem angażował się w działanie dwóch lokali w ścisłym pobliżu bielskiego Rynku. Od lat prowadzi bowiem swój przybytek gastronomiczny usytuowany przy ul. Podcienie, wcześniej z kolei pomagał w prowadzeniu kultowej Piwnicy Zamkowej. Tej samej, w której swoje początki miał najlepszy festiwal jazzowy na świecie.
Pan Krzysztof z nostalgią wspomina czasy, kiedy właścicielką lokalu w zamku książąt Sułkowskich była jego partnerka Dorota Chrobak. - My jako pierwsi z Dorotą mieliśmy u siebie wielokrany z piwami małych browarów. Jako pierwsi zaczęliśmy serwować burgery. Wcześniej w mieście tego nie było. Ludzie przychodzili do nas również po to, z czego Dorota była znana w całym Bielsku - wszelkiego rodzaju przekąski, owijacze i tak dalej. Był czas, że mieliśmy u siebie 250 rodzajów piw w butelkach. Piwnica miała ogromne obłożenie, niektórzy może pamiętają kolejki do baru jak i toalety. Trzeba było otworzyć drugi lokal.
Klientów mniej niż przed pademią
Tak właśnie powstały Chmielowe Podcienia. Miejsce leżące nieopodal zamku miało jednak od kultowej Piwnicy nieco się różnić. Pan Krzysztof bardzo zabiegał, aby w każdym z barów ostatecznie napić można się było napić innego rodzaju piwa. I to przez lata funkcjonowało, przyciągając nowych i zatrzymując starych klientów. Niestety, później nastała pandemia i wszystko co z nią związane. Kiedy właściciele planowali zeszłorocznej wiosny huczne otwarcie obu knajp - symbolicznie, o północy, zaraz po poluzowaniu obostrzeń - przeszkodził im w tym przedłużający się remont otoczenia zamku.
Kilka miesięcy później zmarła pani Dorota. Dziś wciąż jednak Krzysztofa Łukaszewskiego spotkać można niemal każdego wieczoru stojącego za barem na Podcieniach. W sezonie letnim również przed lokalem przy grillu. Przychodzą tam zarówno stali bywalcy, jak i poszukiwacze niecodziennych chmielowych smaków oraz całe rodziny. Choć przychody baru nie mogą równać się z tymi, jakich doświadczał właściciel przed pandemią pan Krzysztof nie zamierza rezygnować. Powodów ma co najmniej kilka. Jednym z nich jest wewnętrzna potrzeba oddania hołdu towarzyszce życia. Drugim zaś pasja i zamiłowanie do pracy.
Dawniej bywało lepiej
- Zawsze działam pod prąd. Swoją drogą jestem trochę pracoholikiem - śmieje się Krzysztof Łukaszewski. Tego, że jest zapracowanym człowiekiem nie można mu odmówić - od 40 lat działa także w branży motoryzacyjnej. Zdarza się więc, że po dniu spędzonym w obu miejscach pracy snu starcza ledwie na 2-3 godziny. W międzyczasie trzeba jeszcze znaleźć czas na pomoc innym. Pan Krzysztof pomaganie ma we krwi - od kilkunastu lat kwestuje na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, udostępnia swój lokal na wszelkiego rodzaju akcje charytatywne, organizuje konkursy plastyczne dla dzieci a ostatnio także transporty dla Ukrainy. W latach 80. odznaczony został krzyżem zasługi za pomoc powodzianom.
Mówi, że datków zebranych na rzecz WOŚP nie jest w stanie zliczyć, ale było tego więcej niż pół mln zł. - W jednej z pierwszych edycji udało mi się wylicytować złote serduszko. Pamiętam, że była to zawrotna kwota, odpowiadająca w tamtych czasach mniej więcej dwumiesięcznemu obrotowi firmy, ale tak zostałem wychowany. Tak też wychowałem swojego syna - mówi skromnie. Pan Krzysztof planuje dalsze kultywowanie tradycji kulinarnych swojej partnerki. Bielszczanin nie zamierza rezygnować ze swojej pasji, choć świetnie pamięta, że dawniej bywało lepiej. Praca i pomoc innym to jego sposób na życie. Póki co nie zanosi się więc na to, że przynajmniej jeden kolejny lokal zniknie z gastronomicznej mapy miasta.
Adam Kanik
Oceń artykuł:
85 14Komentarze 66
potem nieudacznik podziwia, skad ten biznesmen ma jacht i luksusową wille
podsunąć pomysł. Może dzięki temu, ktoś zasponsoruje się sam - restauratorzy - a i muzycy, będą mieli okazję zaistnieć. Co np. Miasto na pomysł: " Letnia Scena Miasto Muzykom". Sztuka biadolić, kiedy gra muzyka. Jest kilka klubów dzielnicowych, oddajcie scenę ich talentom, np. raz w tygodniu każdemu?
Pozdro.
W Toruniu na Rynku miesiąc temu piłem piwo po 7 zł.
skączyły się dobre czasy

Klauzula informacyjna ›