Kilka dni temu informowaliśmy o powstaniu szczególnego miejsca w Bielsku-Białej - Wypożyczalni rzeczy niezwykłych. Nowo otwarta galeryjka przy ul. Cechowej ma potencjał, by rzeczywiście stać się przestrzenią do spotkań wszystkich, którym sztuka nie jest obojętna. Niestety, radość po otwarciu magicznego świata po drugiej stronie lustra nie trwała długo. Właścicielce wypożyczalni, jak powiedziała portalowi, ktoś regularnie grozi, że „wykończy ją i to miejsce”. Dotarliśmy do sąsiada, który zaprzecza, jakoby groźby miały kiedykolwiek miejsce. Konflikt sąsiedzki przybiera na sile.

Przeszło tydzień temu w podwórku kamienicy przy ul. Cechowej powstało miejsce szczególne, według niektórych nawet magiczne. Bielska artystka otworzyła tam galerię rękodzieła pod chwytliwą nazwą „Wypożyczalnia rzeczy niezwykłych”.

Wypożyczalnia rzeczy niezwykłych. Magiczne miejsce na mapie Bielska-Białej ZDJĘCIA

Demonstruje swoje niezadowolenie

Przygotowania do uruchomienia obiektu kosztowały panią Beatę niemal dwa lata życia. W tym czasie bielszczanka odnawiała kolejne pomieszczenia kamienicy, aby tworzyć tam rzeczy niebywałe. Niestety, okazuje się, że być może komuś nie w smak, że w zapomnianym, obskurnym podwórku w centrum miasta ktoś inny może próbować spełniać swoje marzenia. Jeden z sąsiadów, jak poinformowano nas od jakiegoś czasu demonstruje swoje niezadowolenie z obecności galerii pani Beaty.

Sprawę zasygnalizowała portalowi bielska reżyserka Agnieszka Szulakowska, znana ze swoich działań na rzecz kultury lokalnej, która również miała swój wkład w otwarcie wypożyczalni. - Beata otworzyła galerię. Wymarzoną Wypożyczalnię rzeczy niezwykłych. W podwórku, za bramą, przy ul. Cechowej. Rozświetliła okna, poustawiała w nich mnóstwo ślicznych rzeczy. Próbowaliśmy zmienić to miejsce w coś innego. Udało się. Przez lustro na drugą stronę przeszło kilkaset osób, potem wracali oczarowani. Ale dzisiaj witryna stworzona przez Beatę zasłonięta jest samochodem mieszkańca, który zapowiedział wojnę. Zagroził Beacie oblanie kwasem. Poszarpał ją i obiecał, że wykończy ją i to miejsce. Tylko dlatego, że chciała spełnić swoje marzenie - przekonuje Agnieszka Szulakowska.

Nie boję się zastraszania

Zapytana o sprawę pani Beata potwierdza, że sąsiad wyraźnie nie życzy sobie sąsiedztwa galerii sztuki na wspólnym podwórku. - Jest mi po prostu przykro, dwa lata ciężko pracowałam, żeby to miejsce stworzyć. Miało to być przyjazne miejsce spotkań, obcowania ze sztuką. Takie niemiłe rzeczy się przytrafiają, a przecież można było zrobić tutaj tyle dobrego dla miasta, dla bielszczan. Od kilku dni nie mam w galerii prądu, niewykluczone, że ktoś przeciął kabel. Nie mogę spokojnie pracować, nie mogę zapraszać gości. Nie cofnę się przed tym, żeby wstąpić z tym człowiekiem na drogę prawną. Udowodnię, że nie boję się zastraszania - mówi.

Dotarliśmy do wspomnianego sąsiada, który zaprzecza, jakoby jakiekolwiek groźby miały kiedykolwiek miejsce. - Nie jest możliwe, żebym ja kiedykolwiek do kogoś coś takiego powiedział. Nigdy w życiu nie stosowałem żadnych gróźb karalnych. Nigdy nie powiedziałem, że obleje ją jakimś tam kwasem. Owszem, były potyczki słowne, gdzie być może przekląłem, ale czegoś takiego nie było. Mówiłem, że proszę się wynosić z tymi paletami, że proszę to uprzątnąć, ale to samo od dwóch lat do niej mówi zarządca nieruchomości. Jeszcze raz powtarzam, żadne groźby nie padły z moich ust. Jeśli ktoś potwierdza, że tak było to zwyczajnie kłamie - podkreśla.

Podwórko niezgody

Jak się okazuje, kością niezgody jest teren podwórka i dostęp do niego. - Ta pani nie ma najmniejszego prawa do korzystania z bramy od strony Cechowej. Nie ma prawa wpuszczać osób zupełnie niezwiązanych z tą nieruchomością. Starsi mieszkańcy pamiętają, że kiedyś na podwórku była melina, nie mogli się z tym uporać. Były puszki, były butelki. Mieszkańcy zdecydowali się z własnych pieniędzy z funduszu remontowego wybudować bramę, żeby pozbyć się problemów. Pani niestety bezprawnie korzysta z klucza, bezprawnie wjeżdża na teren swoim samochodem. Ja nie jestem konfliktowym człowiekiem. Mnie ta galeria w niczym nie przeszkadza. Tak naprawdę to ja nawet nie wiem, jakiego typu to jest działalność. Mnie przeszkadza, że ta pani próbuje w sposób niezgodny z prawem zawładnąć tym podwórkiem. Ustawia sobie tam jakieś choinki, paletami grodzi miejsce samochodom, które od lat tam stoją. Mam zezwolenie na pozostawianie tam samochodu i ona mi nie będzie tego samochodu przestawiać - tłumaczy sąsiad.

Pani Beata twierdzi, że dysponuje filmami ukazującymi zachowanie sąsiada, gdy ten raczy ją kolejnymi wyzwiskami i obelgami oraz narusza jej przestrzeń osobistą. Artystka informuje, że powiadomiła już policję i konsultowała się z prawnikami. - Ja tej pani nie dotknąłem. Kilka dni temu trzymała telefon, stojąc dwa metry ode mnie i gdy ja brałem paletę, żeby ją przestawić, to krzyczała „proszę mnie nie dotykać”. Policję to ja wzywałem, bo pani nie chciała mnie wpuścić przez bramę, szarpała za nią i szkalowała mnie na całą Cechową, że jestem pod wpływem alkoholu. Ja też posiadam nagranie, na którym w bramę wchodzą ludzie z marszu, chodnika i po prostu załatwiają się za bramą oraz spożywają napoje alkoholowe - odpowiada sąsiad.

Podczas naszej obecności w dniu otwarcia galerii wszystkie obecne na miejscu osoby chwaliły pomysł jej powstania. Również pierwszy artykuł dotyczący Wypożyczalni rzeczy niezwykłych spotkał się ciepłym odbiorem. Krótko po publikacji dotyczącej sąsiedzkiego konfliktu do redakcji portalu zgłosił się inny mieszkaniec kamienicy, przedstawiając odmienne zdanie.

Proszą o powstrzymanie emocji

- Zanim zaczniecie palić ludzi na stosie, warto poznać drugą stronę medalu. Zastanawia mnie ilu z was wpuszcza obcych ludzi do swojego ogrodu/podwórka/garażu i urządza festyniok, bazar czy kiermasz świąteczny? W takich sytuacjach miło jak posprzątacie po swoich "gościach". Po jakże zacnym festynie mikołajkowym klatka schodowa wyglądała jak melina, za której sprzątanie zapłacili lokatorzy. Kolejnym jakże pięknym elementem jest to, że przed "obskurnym podwórkiem" znajduje się brama (nie bez powodu), z której Pani z cudownej galerii nie ma prawa korzystać, ponieważ nie ma tego w umowie najmu, a zostawia ją otwartą na całe dnie. Co też nie było ustalone z zarządcą nieruchomości czy też lokatorami. To skutkuje oddawaniem moczu (i nie tylko) na klatce schodowej, przy autach, a nawet w piwnicy kamienicy przez tak zwanych "bezdomnych". Osobiście uważam, że robiąc coś takiego, warto by chociaż zapytać lokatorów, czy nie będzie to komuś przeszkadzać - twierdzi mieszkaniec kamienicy.

Mieszkańcy proszą również Czytelników o powstrzymanie emocji, gdyż jak mówią, rzeczywistość nie zawsze jest czarno-biała.

Adam Kanik