Kilka miesięcy temu opowiadaliśmy historię dwóch podróżniczek - bielszczanki Justyny oraz wrocławianki Wizzy. Wiosną rozpoczęła się ich przygoda z domem na kółkach, czyli 17-letnim citroenem jumperem, którego same wyremontowały. Wtedy mówiły nam o swoich marzeniach i planach na podróże, które dziś w dużej części już zrealizowały. Busem zwiedziły niemal pół Europy!

Justyna i Wizzy, dwie odważne podróżniczki zwiedziły domem na kółkach dziesięć krajów (o szczegółach przygotowań pisaliśmy w artykule Pół roku mieszkały na łodzi, a wkrótce wyruszą zwiedzać świat). Przed kilkoma dniami zdecydowały się opowiedzieć szerszemu gronu o swojej ostatniej przygodzie, czyli trwającej cztery miesiące wyprawy po Europie. Wszystko to w ramach cyklu „Podróże przy kawie”, organizowanego od siedmiu lat w klubokawiarni Aquarium.

Dały mu drugą młodość

Po zakończeniu przygody w Amsterdamie, gdy mieszkały na 20-metrowej łodzi, dziewczyny wyruszyły w drogę kilkunastoletnim busem, któremu dały drugą młodość. W maju br. przyjechały do Polski, gdzie ich pojazd przeszedł procedurę rejestracji oraz wszelkie niezbędne prace naprawcze. Następnie wyruszyły w 17-dniową podróż próbną po najdalszych zakątkach kraju - od Suwalszczyzny przez całe wybrzeże aż do Szczecina.

To miał być jednak dopiero przedsmak prawdziwej przygody. - To był czas, kiedy mogłyśmy oswoić się z nową dla nas sytuacją, czyli mieszkaniem w busie. Dowiedziałyśmy się, czego nam brakuje, a w co jeszcze powinnyśmy się zaopatrzyć. I tak dobudowałyśmy m.in. szafkę z umywalką, dodałyśmy markizę i kuchenkę gazową - opowiadają Polki.

Większa część dalszej podróży odbywała się bez wcześniejszego planu, a kolejne kierunki obierane były spontanicznie. Po sprawdzeniu, jak bus daje sobie radę w trasie i wyposażeniu pojazdu w odpowiedni ekwipunek, dziewczyny wyruszyły do Serbii, gdzie odbywał się prawdopodobnie pierwszy od czasu pandemii festiwal muzyczny. Z Serbii udały się do Chorwacji, a tam niestety pojawiły się pierwsze problemy…

Aby zarobić na dalsze wojaże

- W Chorwacji miałyśmy pierwszą usterkę. W busie padł akumulator. Spędziłyśmy 16 godzin na stacji benzynowej, ale dzięki zaradności i pomocy kolegi same zlokalizowałyśmy usterkę. Znalazłyśmy w google najbliższy sklep z akumulatorami i usterkę udało się naprawić - mówią.

W Chorwacji spędziły dwa tygodnie i korzystając z dobrej pogody, nurkowały w Adriatyku. Zmęczone upałami przepłynęły promem do Włoch, gdzie, jak mówią, raczyły się urokami jezior Garda i Como, zajadając codziennie pizzę. Po kolejnych kilkunastu dniach we Włoszech wysłużony bus zawiózł je na południe Francji. Dopiero tutaj osiadły na dłuższy czas.

Koniec lata i początek jesieni spędziły w krainie serów i wina. Przez prawie miesiąc pracowały przy zbiorze winogron i jabłek. Taki zresztą był ich plan - w trakcie podróży podjąć dorywczą pracę, by zarobić środki na dalsze wojaże. Następnym przystankiem było zachodnie wybrzeże Francji i Ocean Atlantycki, gdzie uczyły się surfować. Odwiedziły Paryż (jako jedyną stolicę na swojej trasie) oraz Normandię i w końcu kierując się w stronę Polski, pojechały na północ, do Belgii i Holandii.

Setki uśmiechniętych ludzi

- Wracając do Amsterdamu, miałyśmy drugą poważną usterkę. Tym razem rozrusznik. Gdzieś z tyłu głowy ciągle była myśl, ile będzie nas kosztować laweta do Polski. Na szczęście dzięki życzliwości miejscowych osób udało się zażegnać problem - relacjonuje Justyna, bielszczanka.

Po miesiącach zamieszkiwania w busie udało im się wrócić do kraju. Do Bielska-Białej, gdzie odważne podróżniczki mogły opowiedzieć o swoich przygodach. W czasie 118 dni podróży dziewczyny przejechały łącznie ponad 8 tys. km. Przejeżdżając przez dziesięć krajów, spotykały setki życzliwych, uśmiechniętych ludzi. Jaki jest ich przepis na udaną wyprawę busem? - Trytytki, taśma klejąca i WD-40 na doraźne naprawy - śmieją się. - A tak na poważnie, wystarczy tylko chcieć i pozytywnie patrzeć na świat!

Więcej zdjęć z szalonych przygód Justyny i Wizzy zobaczyć można TUTAJ i TUTAJ.

Adam Kanik