Lekarze nie są bezkarni
W każdym zawodzie przytrafiają się błędy. To rzecz ludzka. Nie inaczej jest w służbie zdrowia. Są jednak pomyłki, których nie da się w żaden sposób wytłumaczyć. Takie zaniedbania, prowadzące często do dramatycznych powikłań, spowodowane są brakiem koncentracji i lekceważącym podejściem do zawodu. A tego rodzaju błędy są niewybaczalne.
Śmiali się, gdy krzyczała z bólu
Do podjęcia tego - wydawać by się mogło - popularnego ostatnio tematu skłonił nas list, w którym Czytelniczka opisuje drastyczne wręcz zdarzenia, jakich doświadczyła w jednym ze szpitali powiatu bielskiego. Kobieta pisała o karygodnym postępowaniu lekarzy w najważniejszym momencie jej życia.
- Poród był bardzo ciężki. W pierwszym jego okresie nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Zdawałam sobie sprawę z tego, że medycy łamią moje prawa, ale ból był na tyle okropny, że nic nie mogłam mówić. Miałam wrażenie, że cała wiedza teoretyczna zdobyta przed porodem wyleciała mi z głowy. Pani doktor miała pretensje, iż nie odpowiadam jej szybko na pytania. Że krzyczę. A ja myślałam tylko o dziecku!
Byliśmy wstrząśnięci treścią listu. Równie dramatyczny był ciąg dalszy...
- Dlaczego nie mogłam rodzić w spokoju, skupić się na porodzie, wyciszyć się? Byłam bezradna, a otaczająca mnie rzeczywistość bezlitosna. W czasie pierwszego okresu porodu z pomocą męża próbowałam pozycji kucznych, kolankowych, ciągle się ruszałam. Komentowano moje zachowania. Śmiano się ze mnie. Tylko dlatego, że tak głośno krzyczałam z bólu. Nie słyszałam ani jednego dobrego słowa ze strony położnych. Były nieżyczliwe, aroganckie, nie zaznałam współczucia. Złożyłam skargę na lekarzy i położne do Biura Praw Pacjenta w Warszawie, a oni skierowali pismo do dyrektora szpitala, w którym rodziłam. Szef placówki obiecał, że wyciągnie konsekwencje wobec lekarza, który dopuścił się tych nieetycznych stwierdzeń. Wiele zawdzięczam Fundacji “Rodzić po Ludzku''. Najbardziej interesowały mnie Prawa Rodzącej. Dzięki Fundacji dowiedziałam się co może, choć nie musi mnie spotkać podczas porodu. Dziękuję Ci Fundacjo!
Pomoc fundacji
Fundacja ''Rodzić po Ludzku'', o której z sympatią wypowiada się pokrzywdzona kobieta powstała w Warszawie w 1996 roku . Jej celem statutowym jest poprawa poziomu opieki okołoporodowej w placówkach położniczych w całej Polsce. - Naszą misją jest wzmocnienie i wspieranie kobiet w otwartym formułowaniu swoich potrzeb i domaganiu się swoich praw. Wnosimy ich doświadczenia do przestrzeni publicznej, ponieważ uważamy, że stosunek społeczeństwa do narodzin i macierzyństwa jest miarą wrażliwości społecznej i demokratyzacji – czytamy na stronie internetowej fundacji www.rodzicpoludzku.pl.
Walcz o swoje prawa!
Każda kobieta przy porodzie myśli głównie o tym, aby jej dziecko urodziło się zdrowe. Ewentualne niedociągnięcia bądź drobne pomyłki lekarzy traktuje z przymrużeniem oka, ciesząc się wraz z najbliższymi, że na świat przyszło długo oczekiwane maleństwo. Jednak każda rodząca kobieta powinna znać swoje prawa. Przecież jest to pomoc nie tylko dla niej samej, ale być może dla innych matek, źle traktowanych przez położne bądź lekarzy przy odbieraniu porodu.
Personel nie może traktować rodzącej niegrzecznie, lekceważąco, bezosobowo. Kobieta ma prawo do pełnej i zrozumiałej dla siebie informacji o postępach porodu, podawanych środkach, zabiegach i ich skutkach, a także o zdrowiu dziecka i ewentualnym jego leczeniu. Kobieta przy porodzie powinna decydować o sposobie, w jakim urodzi swoje dziecko. Personel nie powinien ograniczać prawa kobiety do swobodnego poruszania się i wyboru najdogodniejszej pozycji zarówno w pierwszym, jak i drugim okresie porodu.
Pamiętajmy, iż po narodzinach dziecka szpital nie powinien - bez uzasadnionego powodu - zabraniać lub utrudniać matce z dzieckiem kontaktu z rodziną. Odwiedziny powinny tak być zorganizowane, aby nie zakłócały pracy oddziału i nie naruszały intymności innych kobiet.
Z lekarzem można wygrać
Bardzo wiele osób skrzywdzonych przez różnego rodzaju specjalistów bagatelizuje sprawę i najczęściej udaje się po pomoc do innego lekarza. Z reguły jest to błędna decyzja. Jak skutecznie walczyć o swoje prawa udowodnił pacjent skrzywdzony przez dentystkę (o sprawie pisaliśmy 18 kwietnia b.r., www.bielsko.biala.pl/1368,artykuly). Jak wtedy informowaliśmy, po półtorarocznych perypetiach sprawa błędów w sztuce medycznej pani stomatolog została skierowana do Okręgowego Sądu Lekarskiego w Bielsku-Białej. Dentystka ostatecznie została ukarana upomnieniem.
- Jestem zadowolony, iż sprawa została zakończona i sprawiedliwości stała się zadość - powiedział nam pacjent. - Smuci mnie jedynie fakt, iż do wszystkiego musiałem dojść sam, a Beskidzka Izba Lekarska, zamiast pomagać, utrudniała mi dojście do prawdy.
Grzegorz Wieczorek
Komentarze 35
Niestety musze również stwierdzić że z personelem porodówki w tym szpitalu (wojewódzki w Bielsku) jest coś nie tak nalezało by się temu przyjrzeć bo albo lekarze opuscili na studiach pare wykladów albo popadaja w rutyne. Sposób traktowania ludzi w tym szpitalu to już legenda wszyscy wiedza ze jest tam zle .... ja moge mieć zal do lekarzy owej porodówki.
Przyjeto moja siostre na patalogie w 38 tyg ciazy bliźniaczej, przeprowadzono jej badania ktg usg, wszystko bylo ok pani doktor powiedziala ze dzieci zdrowe i silne i ze jest róznica wagowa miedzy nimi ale jest ok. Cala ciaze mowiono jej ze bliźniaki rodza sie wczesniej .... lezala na patologii 9 dni . Owego 9 dnia powiedziano jej ze idzie na prowokacje byl to juz poczatek 40 tyg. Zrobiono jej ktg i okazalo sie ze ma cesarke uzyskanie jakichkolwiek informacji od lekarzy graniczylo z cudem. Z reszta caly okres pobytu mojej siostry na oddziale patologii to wyciaganie i wyrywanie informacji. Przez 9 dni jedni mowili ze bedzie rodzic naturalnie inni ze cesarka jeszcze 3 dni przed cesarka mowiono ze bedzie porod naturalny. W 9 dni po cesarce urodzil sie zdrowy chlopak dziewczynka nie zyla. Jak moglo do tego dojsc, bliźniaki zyly w momencie przyjecia na oddzial siostra 2 razy dziennie podpinana byla pod ktg tyle ze nie to dla blizniakow (a takim szpital wojewodzki dysponuje) a zwykle. Majac pacjentke na oddziale pozwolono dzieciatku umrzec w lonie mamy cos nie tak nie wiedzieli nawet kiedy mala zmarla .c zy ktos analizuje wynik ktg czy nie mozna bylo zauwazyc ze puls malej spada i wreszcie dlaczego wszedzie do okola slysze ze bliznieta rodza sie najpozniej w 38 tyg ciazy zwlaszcza przy takiej róznicy wagowej dzieci jaka miala moja siostra czy to nie dalo im do myslenia ... Ordynator oddzialu tlumaczyl ze moze dziecko bylo chore..., ze nie rozwinelo sie do konca... dzis mamy wynik sekcji tej malej dziecko bylo zdrowe moglo zyc gdyby siostra zaraz po przyjeciu do szpitala zostala skierowana na cesarke. Wszytko co pisze w protokole sekcji to skutki smierci malej w lonie matki..a ordynator zapytany przez nas co sie stalo mowi ze nie wie....
Zapytalam innego ginekologa ciaza mnoga z dysproporcja wagowa plodow powinna byc rozwiazana w 38 tyg cesarka, nie przez porod naturalny zbyt ryzykowne dla dzieci . Lekarze martwili sie o chlopca ze mala nie przetoruje mu drogi chlopczyk zyje dzieki Bogu i jest zdrowy i silny. A wszystkimk lekarza dziekuje za to ze dziewczynce zycie zmarnowali.
Porodówki. 15 lipca 2008 moja mama zawiozla na izbę przyjęć tego
szpitala, mojego chorego na raka drobnokomórkowego płuca z
przerzutami do mozgu. Jego stan nie pozwalal na wykonanie badan (USG
brzucha) w warunkach ambulatoryjnych dlatego pani doktor zajmujaca
sie nim w domu, skierowala do szpitala. Kiedy moja mama stawila sie
z tatą (jechal karetką w pozycji leżącej) na owej izbie przyjęć
została w sposób chamski wyproszona. Na skierowaniu bylo wyrażnie
napisane co na co tata choruje, ale szanowny lekarz nie pokusil sie
aby przeczytac skierowanie. Poniewaz z moim tatą kontakt byl
utrudniony lekarz po kilkunastu minutach wyszedl na korytarz i
zwrócil sie do mojej mamy z pretensjami,ze z pacjentem nie mozna
nawiązac kontaktu. Kiedy dowidzial sie ze tata ma nowotwór,
bezzelnie krzyknąl: "my tu nowotworów nie leczymy!, po co tutaj
przyjechaliście". Mama wyjaśnila, dlaczego przyjechali a wowczas
lekarz: "Pani czekac a chory na usg!" mama czekala 4 godziny na
izbie przyjęc kilkakrotnie wchodząc do Izby przyjec - za kazdym
razem wypraszano ją nie interesując sie wcale powodem dla
jakiego "zakłócala spokój"pracujących tam osób. Ok godz 21 weszla po
raz ostatni i juz nie pozwolila sie wyprosic. Okazalo sie ze tata
zostal przyjęty na oddzial wiele godzin temu i NIKT nie powiadomil
mojej mamy o tym fakcie! Lekarz wręcz byl zdziwiony i bezczelnie
powiedzial ze nie maja czasu pilnowac kto z kim przyjechał. Moja
mama na to : Jestem pielegniarka i w wielu miejscach pracowalam, ale
takiego skadalicznego traktowania pacjentów nie widzilam nigdzie. Na
to lekarz: "Trzeba bylo od razu mówić!!!" Na szczescie opieka na
oddziale byla zupelnie inna( i tu podziękowania pod adresem pani
doktor która wtedy miala dyzur nocny). Niestety o 4.30 moj tata
zmarł.
Jak widac w wiekszości lekarze w tym szpitalu odrabiają panszczyznę.
To jak potraktowano moją mame i tate w tych ostatnich godzinach
zycia taty to po prostu skanad. Złamano prawo do informaji, nie
okazano szacunku. Brak słow!
Ja podejrzewam że ten temat jest poprostu przydatny do opisania jakieś pracy,bo jeśli się nie myle to studentka jest na medycynie.
JEST MI STRASZNIE ŻAL WSZYSTKICH KOBIET DLA KTÓRYCH PORÓD NIE JEST MIŁYM PRZEŻYCIEM-Ale ten przypadek niestety jak dla mnie jest przesadzony
Przywieziono mnie karetką ponieważ nie mogłem się poruszyć .
Przyjęto mnie.
wykonano rentgen
i wszystko było ok do momętu gdy nie zaczęto mi badanie.!
Lekarz bez żadnego znieczulenia zaczoł czyścić mi dziurę w nodze .kiedy zaczołem krzyczeć tak że słyszeli mnie pacjenci na korzytarzu,wogóle się tym nie przejoł .
Noga została wyczyszczona i poszyta bez grama znieczulenia
Od dnia tamtejszego niechcę widzieć pogotowia tak jak mnie potraktowano ,niechciałbym żeby potraktowano nikogo .
Daj spokój! Kiedy to piszę ,mój synuś spi najedzony, wykąpany, przebrany w
pachnące ubranko, w miękkim, pachnącym łóżeczku. Budzi się wypoczęte i
uśmiechnięte bo widzi mamę szczęśliwą i spokojną. Oczywiście, dobro dziecka jest
najważniejsze. Nie znaczy to jednak, iż kobiete w trakcie porodu mozna traktować
w taki sposób.
MYU - yosumi, o nacieciu napisałam wyżej, w jakich sytuacjach powinno się go nacinac.
Badania prowadzone na całym świecie wskazują, że nacięcie powoduje dodatkowe
pęknięcia krocza w czasie porodu, nie chroni bardziej główki dziecka przed
urazami i nie zapobiega wysiłkowemu nietrzymaniu moczu w przyszłości. Zabieg ten
raczej spowalnia gojenie ran po porodzie i zwiększa ryzyko infekcji, kobiety,
które go przeszły mają słabsze dno miednicy i później wznawiają współżycie
płciowe, niż po naturalnym pęknięciu, co może pogarszać relacje z partnerem; są
też bardziej narażone na depresję.
MYU - yoshi - dzięki że mnie NIE nacięto, nie mam problemu natury emocjonalnej, wiem
że nie mam tej brzydkiej blizny, tej okaleczonej, zniekształconej intymności.
Nie huczy we mnie "OSZPECONA "
Będąc w ciąży podczas konsultacji z jednym ginem, prosto w oczy oznajmiłam mu że
jeżeli ignoruje wyniki badań naukowych to ja polecam naciąć sobie penisa (
oczywiście w fazie skurczu - bezboleśnie i czekac na dobroczynne skutki nacięcia
w przyszłości) - facet zbaraniał. po chwili przyznał mi rację i schował głowę na
dół.
wybacz, ale mam nieodparte wrażenie, że zamiast dziecka i opieki nad nim bardziej Cię interesuje robienie szumu wokół swojej osoby.
jawi mi się obraz egocentryczki, która ryczała po lekarzach bojąc się póxniejszych blizn na cudnym kroczu, zamiast zająć się bezpiecznym przyjściem na świat swojego dziecka!
rodzić po ludzku, to także po ludzku przyjmować włąsne dziecię na świat, a nie histeryzować nad ciałem!
może i ostro napisane, ale skoros taka wszechwiedząca w temacie, to dlaczego nie załatwiłaś sobie osobnych lekarzy, sali i szpitala?
wyolbrzymiasz, dawno już powinnaś nad tym przejść do pozrądku dziennego i ZAJĄĆ SIĘ DZIECKIEM!

Klauzula informacyjna ›