Intrygujące portrety w dawnej technice fotograficznej
Czarno-białe portrety osób "wtopionych" w krajobraz leśny, zanurzonych w liściach czy w wodzie. Tego typu ujęcia, wykonane w intrygującej dawnej technice fotograficznej, można oglądać na wystawie "Zanurzenia" w bielskiej Galerii Fotografii B&B.
Ich autorką jest Monika Cichoszewska, absolwentka Jeleniogórskiej Szkoły Fotograficznej, członkini Związku Polskich Artystów Fotografików, finalistka międzynarodowych konkursów. Fotografuje wielkoformatowymi aparatami oraz przyrządem o nazwie camera obscura (pierwowzór aparatu fotograficznego). Jest zwolenniczką pracy w ciemni oraz procesów manualnych i chemicznych w fotografii. Szczególne miejsce w sferze jej zainteresowań zajmuje technika ambrotypii (tzw. mokry kolodion), pochodząca z drugiej połowy XIX wieku. Obrazy wykonywane są w tej technice na przeźroczystych płytach szklanych i tworzone na ich powierzchni przez błyszczące, metaliczne srebro.
W swojej twórczości Monika Cichoszewska nawiązuje do problemu śmierci w znaczeniu powrotu do natury, do świata pierwotnego. - Na moich zdjęciach fotografowane osoby są zanurzone w wodzie czy zakopane w ziemi albo liściach - opowiada artystka. - Moje prace mówią o współistnieniu z naturą, o tym, że jesteśmy jej częścią i że do niej powrócimy. To także refleksja o naszym przemijaniu i o tym, że może byłoby lepiej, gdybyśmy odchodzili, kładąc się na trawie, by natura mogła nas wchłonąć. Moja twórczość to także zanurzenia w emocjach. Do tych zdjęć trzeba podejść bliżej, trzeba do nich zajrzeć i zanurzyć się w tych obrazach, by coś poczuć i ożywić je swoimi emocjami.
Artystka przyznaje, że podczas pracy nad fotografiami towarzyszą jej duże przeżycia i w trakcie tego procesu odkrywa także siebie. - Wykonuję te fotografie ręcznie i jestem odpowiedzialna za to, czy uda mi się odpowiednio je wywołać, więc to przeżywam. Wydobywa się przy tym niesamowity zapach eteru. Przeżywam to wszystko razem z osobami, które fotografuję. Po tym procesie kreacji, podczas wywoływania, razem obserwujemy, jak ten obraz się wyłania. A twarz modela wygląda najczęściej zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Czynnikiem, który naświetla kolodion, jest światło UV, a w tym świetle wyglądamy inaczej. Na przykład u osób z niebieskimi oczami, te oczy wychodzą bardzo jasne, wręcz wilcze. Zimne kolory wychodzą bowiem na bardzo jasne, a ciepłe barwy - jako ciemne. Poprzez to, że obraz jest tworzony przez metaliczne srebro, jest on w porównaniu do innych technik odrealniony. Ciekawostką jest również, że osoby z tatuażami wychodzą na tych zdjęciach bez tatuaży. Mimo że jestem w tej technice zorientowana i panuję nad nią, ostateczny efekt jest dla mnie zawsze niespodzianką.
Podczas pracy w technice mokrego kolodionu fotograf musi mieć ze sobą odczynniki chemiczne i przenośną ciemnię. Może to być np. specjalny namiot lub samochód. - W fotografii cyfrowej sesje są wielogodzinne, a ostatecznie wybiera się kilka ujęć. W moim przypadku proces twórczy również trwa długo, ale nie powstają tysiące zdjęć, które lądują gdzieś na dyskach. Ja podchodzę do jednego ujęcia w sposób ostateczny. Wiem, że nie mogę go na przykład skadrować, bo nie obetnę szyby. Nauczyło mnie to też innego patrzenia. Nawet fotografując aparatem cyfrowym, nie wykonuję już dużej liczby zdjęć - komentuje Monika Cichoszewska.
Wystawa w Galerii B&B trwa do 31 lipca.
Na zdjęciu poniżej Monika Cichoszewska (z prawej) oraz kurator Galerii Fotografii B&B Inez Baturo. Fot. Magdalena Nycz




Oceń artykuł:
2 0
Klauzula informacyjna ›