Od pięściarzy, jeźdźców i narciarza, przez postacie z bajek Disneya, po pejzaże i Madonny. Takie obrazy malował Tadeusz Pietrzykowski, pseudonim „Teddy”, kojarzony głównie jako pięściarz z obozu Auschwitz. Do 30 marca niektóre z jego prac oglądać można na wystawie w Książnicy Beskidzkiej.

Tadeusz Pietrzykowski (1917-1991) był jednym z pierwszych więźniów obozu koncentracyjnego Auschwitz. Trafił tam w 1940 roku, miał numer obozowy 77. Stoczył w obozie około 40 do 60 walk i przegrał tylko raz z holenderskim mistrzem wagi średniej (sam był reprezentantem wagi koguciej). W 1943 roku został przeniesiony do obozu koncentracyjnego w Neuengamme, gdzie stoczył około 20 walk. Wyzwolenia przez żołnierzy brytyjskich doczekał w 1945 roku w obozie Bergen-Belsen. Po ukończeniu w 1959 roku Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, był przez wiele lat nauczycielem WF-u oraz trenerem w Bielsku-Białej. Jego obozowe losy stały się tematem filmu „Mistrz”, którego premiera miała miejsce w ubiegłym roku.

Drugą pasją Tadeusza Pietrzykowskiego – oprócz sportu – było malowanie. Talent do rysowania wykazywał już od dzieciństwa. - Mój tato jako mały chłopczyk już był zakochany w rysunku – wspomina córka Tadeusza Pietrzykowskiego Eleonora Szafran. - Wszyscy się bardzo dziwili, przede wszystkim jego profesorowie, że taki mały, a już potrafi namalować coś w ruchu. Miał osiem, dziewięć lat, kiedy w szkole profesor rysunku zadał zadanie, żeby narysować w ruchu jakieś zwierzątko. Mój tato, taki mały chłopak, namalował pędzący rydwan konny. Kiedy profesor to zobaczył, powiedział, że to niemożliwe, żeby dziecko w takim wieku namalowało coś takiego i że „proszę przyjść z tatusiem”. Tatuś przyszedł do szkoły i powiedział, że on w tym absolutnie nie brał udziału, wszystko to namalował mały Tadeusz. Od tego momentu wróżono mu już taką karierę, jaką miał Wojciech Kossak.

Część twórczości Tadeusza Pietrzykowskiego prezentowana jest obecnie w Książnicy. – Na ekspozycję składa się 29 prac wykonanych w różnych technikach i podejmujących wiele tematów – mówi p.o. dyrektora Książnicy Beskidzkiej Łucja Ruchała. - Kilka jest w stylu disnejowskim, adresowanych do jego żony Marii. Są to prace bardzo lekkie, pełne uśmiechu i wdzięku. Dla Tadeusza Pietrzykowskiego malowanie było próbą wyrażenia własnych myśli i doświadczeń. Podejmował różne tematy. Obraz Matki Boskiej Obozowej – w pasiaku, z drutem kolczastym - to wyrażenie wielu myśli. Z jednej strony obraz jest przykładem malarstwa naiwnego, z drugiej ma również wymiar teologiczny – pokazuje, czym jest cierpienie, nadzieja. Na wystawie prezentowane są również prace osobiste, chociażby portret suczki czy pejzaże beskidzkie. Kolejne obrazy, które zasługują na uwagę i świadczą o niezwykłej wrażliwości, to konie. Są one w ruchu i przemawia z nich niezwykła lekkość.

- Pamiętam ze szkoły numer 12, w której był nauczycielem WF-u i trenerem, że w swoim kantorku miał farby, oleje, bristol i sztalugę i w wolnych chwilach tam malował – wspomina Eleonora Szafran. - Co do prac z postaciami disnejowskimi, to były one częścią listów do mojej mamy. Listy były zakończone taką akwarelką. Na wystawie mamy też dwa obrazy – oleje z pejzażami górskimi – na jednym jest Giewont, a na drugiej Morskie Oko. Jest też akwarela, na której widnieje kościółek w Mikuszowicach Krakowskich, który tata darzył dużym sentymentem.

Po wojnie i na emeryturze malowanie było dla Tadeusza Pietrzykowskiego swego rodzaju terapią. - To była jego odskocznia. Wiadomo, że więźniowie obozów koncentracyjnych musieli w pewien sposób umieć zapomnieć o tym, co było, albo z tym żyć. Mój tato właśnie malował. Malował po to, żeby mieć inne myśli, żeby robić coś, co kochał – mówi córka pięściarza.

Zwraca też uwagę na to, że wojenne losy jej ojca, który często pomagał współwięźniom z obozu, mają dziś, w obliczu konfliktu na Ukrainie, znamienne przesłanie. - My Polacy musimy dzisiaj pomagać. Tak jak mój ojciec wtedy nie bał się pomagać, tak my dziś też nie możemy bać się pomagać tym ludziom – podkreśla.