Ponad pół wieku minęło od budowy dworca autobusowego w Bielsku-Białej, który w chwili oddania do użytku uchodził za najnowocześniejszy i najdroższy obiekt tego typu w Polsce. Dziś niewiele pozostało z dawnej świetności. Ten stan na szczęście w perspektywie czterech lat ma się diametralnie zmienić, bo rolę dworca autobusowego przejmie wybudowany po drugiej stronie ruchliwej ulicy węzeł przesiadkowy.

Projekt dworca powstał w Biurze Projektów Budownictwa Komunalnego pod kierownictwem mgr inż. Mieczysława Panety. Obiekt z 26 peronami obsługiwać miał do 40 tys. pasażerów na dobę. Dominowały w nim przeszklenia i metal czy pastelowe kolory. W budynku dworca piętro, podobnie jak parter, oddzielone zostało taflą szkła od ruchliwej ulicy Armii Czerwonej (dziś Warszawskiej). Na tej kondygnacji zaprojektowano pomieszczenia administracyjne, służbowe i poczekalnię z klubo-kawiarnią „Ruchu”.

Ostatecznie koszt budowy przekroczył 20 mln zł i gdy w kwietniu 1972 roku został oddany do użytku, bielski dworzec autobusowy był jedną z wizytówek miasta, świadczącą o jego nowoczesności i rozwoju.

Od tego czasu obiekt z roku na rok popada w ruinę. Mimo remontów nigdy nie doczekał się gruntownej modernizacji. Po ponad pół wieku eksploatacji dworzec nie odpowiada już dzisiejszym standardom. Dziś stan dworca zniechęca turystów, którzy stawiają tu pierwsze kroki w naszym mieście.

Nieczynne sklepiki, rdzewiejące filary, popękane schody i posadzki, łuszcząca się farba i pobazgrane szyby świadczą o postępującym rozkładzie. Stojąca obok zniszczonych, przerośniętych chwastami betonowych donic tablica informująca o dziedzictwie kulturowym miasta zakrawa w tym miejscu na ponury żart.

Ten stan na szczęście w perspektywie czterech lat ma się diametralnie zmienić, bo rolę dworca autobusowego przejmie wybudowany po drugiej stronie ruchliwej ulicy węzeł przesiadkowy.

MIC