Odebrał statuetkę Anioła Jazzu, a po chwili dla kompletu publiczności dał tak spektakularny koncert, że te emocje zostaną z nią na zawsze. - Nie da się tego w pełni opisać – to trzeba było usłyszeć i poczuć - stwierdza Jerzy Batycki, dyrektor Bielskiej Zadymki Jazzowej, która nie mogła się lepiej rozpocząć.

W piątek w Cavatina Hall rozpoczęła się 27. Bielska Zadymka Jazzowa. Tylko szczęśliwcy, którzy mieli świetny refleks, dostali się na ten koncert, bowiem bilety sprzedały się w kilka chwil. Nic dziwnego, skoro to właśnie w Bielsku-Białej (jedyny występ w Polsce) legendarny Herbie Hancock rozpoczął europejską trasę koncertową, podczas której odwiedzi największe metropolie.

Artysta został przywitany gorącą owacją na stojąco i od początku nie krył zachwytu reakcjami publiczności. Szef Zadymki i członek Zarządu Województwa Śląskiego Joanna Bojczuk wręczyli mu statuetkę Anioła Jazzu, czyli jeden z najpiękniejszych symboli bielskiego festiwalu.

Nie zwlekając, mistrz fortepianu i innowator jazzu zabrał się do gry. Towarzyszyły mu same wybitne postaci muzyki, też doskonale znane publiczności: trębacz Terence Blanchard, gitarzysta i wokalista Lionel Loueke, basista James Genus i perkusista Jaylen Petinaud. - Publiczność - pełna po brzegi sala – chłonęła każdy dźwięk, od klasyki po szalone improwizacje. Było wszystko: groove, przestrzeń, dialogi między instrumentami i ta nieuchwytna magia, którą potrafi stworzyć tylko Hancock. Nie da się tego w pełni opisać – to trzeba było usłyszeć i poczuć - nie kryje satysfakcji zadymkowa ekipa.

85-letni Herbie Hancock aż kipiał młodzieńczą, twórczą energią i zarażał radością. Dość powiedzieć, że całkiem żywiołowo na scenie... tańczył. - Czego mu dodawałaś do potraw? - pytano z przymrużeniem oka Sylwii Kędziak, która przygotowywała dla gwiazdy wegańskie dania podczas pobytu w szczyrkowskim hotelu.

Jerzy Batycki słusznie uznał, że muzyczne wydarzenie tej rangi nie może być w żaden sposób „ozdobione”, dlatego wyjątkowo ten koncert był zamkniętą formą pierwszego dnia festiwalu. Po to, aby fani w niezmącony sposób wchłonęli i utrwalili sobie emocje i wrażenia z obcowania z uniwersum Hancocka. - Zadymka znów pokazała, że potrafi przyciągać największe nazwiska światowego jazzu! Dziękujemy za ten wieczór! Do zobaczenia na kolejnych koncertach! - stwierdza twórca festiwalu.

W sobotę Zadymka wraca w swej różnorodnej, szalonej i imprezowej formie. Wielka klubowa impreza rozpocznie się wieczorem w Metrum Jazz Club, a już w niedzielę - muzyczna zabawa na ulicach miasta! Więcej o programie pisaliśmy TUTAJ.

mk

Zdjęcia: Aneta i Maciej Kanikowie