Dziesiąty rok w klimatycznej scenerii sali ceremonii przy cmentarzu żydowskim w Bielsku-Białej grana jest inscenizacja „Dziadów” Adama Mickiewicza. Mrok i słabe światło świec towarzyszy surowej scenografii. Część wydarzeń toczy się też pomiędzy krzesłami zajmowanymi przez publiczność. Bilety rozeszły się błyskawicznie.

Dziady to pogański odpowiednik dzisiejszych Zaduszek. Treść utworu znana jest każdemu uczniowi polskiej szkoły średniej. Staropolski obrzęd przywoływania duchów wyrywa się spod kontroli. Wpierw pojawiają się duchy zmarłych, którzy nie mogą zaznać spokoju po śmierci. W końcu pojawia się upiór samobójcy ignorujący polecenia wzywających. Niecodziennie jest miejsce wystawienia przedstawienia, nastrój spokoju przerywany przez cierpiące za swoje przewinienia duchy oraz gra z udziałem aktorów Teatru Polskiego.

Klasyka polskiej literatury ożywa i staje się interesująca jak dobry film. Właśnie z tego powodu już dziesięć lat spektakl organizowany przez Dariusza Gajnego grany jest na terenie zabytkowego cmentarza. W tym roku zaplanowano aż 20 występów, bilety rozeszły się w... 12 dni. Wśród tysięcy widzów są osoby indywidualne, ale także wycieczki szkolne. Do Bielska-Białej na „Dziady” przyjeżdżają nawet osoby w Warszawy i Trójmiasta.

Tekst i foto: Piotr Bieniecki