- To dzień podsumowań tego, co działo się tu przez wiele lat, a działo się tylko dobrze - mówił prezydent Jarosław Klimaszewski, gratulując zespołowi Bielskiego Centrum Kultury 35 lat działalności. Jubileusz był brawurowym muzycznym hołdem dla dorobku bielszczanki Marii Koterbskiej, ale i przyczynkiem do osobistych wyznań. Jak się okazuje, w BCK nawet minister PiS zamienia się... w aniołka.

Wczoraj w Bielskim Centrum Kultury im. Marii Koterbskiej odbyła się uroczysta gala z okazji jubileuszu 35-lecia samorządowej instytucji kultury. - Dziękuję za wsparcie, dobro słowo, za to, że państwo jesteście - do publiczności, która szczelnie wypełniła salę, zwróciła się Małgorzata Chełchowska-Rak, dyrektor BCK.

Dziękowała prezydentowi Bielska-Białej i jego zastępcy Adamowi Ruśniakowi oraz ich poprzednikom na kluczowych dla kultury stanowiskach w ratuszu, parlamentarzystom i radnym miejskim. Podkreślała rolę Władysława Szczotki. - Bez jego uporu i determinacji nie mielibyśmy dzisiaj tego pięknego jubileuszu - mówiła o pierwszym dyrektorze. Zwróciła także uwagę, że za czasów pracy Jerzego Pieszki, swojego poprzednika, BCK przetrwał trudny okres obostrzeń pandemicznych.

- Dziękuję wszystkim współpracownikom za wprowadzenie mnie tutaj, dobre słowo i niesamowitą odpowiedzialność. Dziękuję wszystkim, którzy przez 35 lat pracowali na to, abyśmy dzisiaj mogli świętować. I, przede wszystkim, naszej publiczności, bez której Bielskie Centrum Kultury nie miałoby prawa istnieć.

Dobrą pamięcią wykazał się Jarosław Klimaszewski. - BCK od dwóch lat nosi imię naszej wspaniałej wokalistki Marii Koterbskiej i tak się składa, że dziś mijają dwa lata od (podjęcia) uchwały Rady Miejskiej, która o tym postanowiła - przypomniał. - Bielskie Centrum Kultury to miejsce, gdzie sam miałem mnóstwo osobistych przeżyć i, myślę, że także państwo. To dzień podsumowań tego, co działo się tu przez wiele lat, a działo się tylko dobrze. To instytucja niezwykle istotna na mapie kulturalnej naszego miasta, razem z naszymi teatrami, Książnicą Beskidzką i wieloma domami kultury. Budujemy kolejny dom kultury, co jest ewenementem, bo chyba tylko w Warszawie buduje się nowy. Bo my, bielszczanie, jesteśmy kulturalni, łakniemy wyższych przeżyć, muzyki klasycznej, rozrywkowej i jazzu. A BCK to nie tylko koncerty, ale kilka pokoleń kształcących się i rozwijających pasje w różnych dziedzinach - wyliczał prezydent.

- Kultura przez duże „K” w Bielsku-Białej, to właśnie BCK. Ale to też historia przez wielkie „K”. Wiemy doskonale, że 35-letni wielki sukces BCK-u zawdzięczamy temu, że przez tak długi okres nie było licznych zmian personalnych. To daje możliwość funkcjonowania w oparciu o plan, który udaje się realizować - ocenił Grzegorz Puda, minister funduszy i polityki regionalnej. Sięgnął też pamięcią do czasów młodości.

- To instytucja, która kojarzy mi się z pierwszym występem życiowym. Byłem na scenie ze szkolnym zespołem. Obecny minister w rządzie Mateusza Morawieckiego na starych deskach grał rolę... aniołka. - Oczywiście, dzisiaj to dziwnie brzmi, ale takie są fakty. Sentyment więc pozostał - zdradził. - Jak w soczewce właśnie w Bielskim Centrum Kultury widać to, w jak pięknym mieście żyjemy, z jaką wspaniałą publicznością mamy do czynienia i jak my, bielszczanie, potrafimy się porozumiewać - wskazał.

Pięknymi wspomnieniami pierwszych randek, koncertów i zajęć artystycznych dzielili się licznie przybyli parlamentarzyści i samorządowcy oraz widzowie. Senator Agnieszka Gorgoń-Komor opowiedziała na przykład, jak wprawdzie całkiem ładnie zaśpiewała piosenkę, ale nie do tego akompaniamentu, co trzeba.

Galę prowadzili Marek Kamiński i Piotr Szczutowski, którzy na czynniki pierwsze rozebrali osiągnięcia kulturalnej instytucji, starając się wyliczyć choćby liczbę nut i oklasków, jakie wybrzmiały w BCK. Liczba „zero” dotyczyła jednej kwestii - koncertów disco-polo, który to fakt publika skwitowała burzą braw.

Po trwających godzinę przemówieniach i gratulacjach, publiczności zaserwowano wyjątkowy koncert piosenek Marii Koterbskiej w nowych, autorskich aranżacjach przygotowanych przez kompozytora i aranżera Krzysztofa Maciejowskiego zatytułowany „Maria i cały ten jazz”. Szef tego muzycznego przedsięwzięcia z wielkim rozmachem i odwagą złożył muzyczny hołd słynnej artystce, a aranżacje miały niemal orkiestrowy charakter, bowiem nie zabrakło i sekcji dętej, i kwartetu smyczkowego. Nieśmiertelne utwory Marii Koterbskiej, ale i mniej znane perełki z jej repertuaru, wyśpiewywali Beata Przybytek, Iwona Loranc, Maja Golec, Katarzyna Moś, Beata Bednarz, Ela Tanistra oraz Jarosław Krużołek.

Na koniec zrobiło się magicznie za sprawą nastrojowej, z subtelnym akompaniamentem fortepianu, piosenki odśpiewanej przez komplet wokalistów i Krzysztofa Maciejowskiego. To utwór napisany w hołdzie dla bielszczanki. „Ona tu śpiewa, ona tu tańczy. Maria i cały ten jazz” - nuciła również publiczność.

mak

Zdjęcia: Piotr Bieniecki