Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Na szczęście, było dwóch i to znakomitych. Dzięki takim mistrzom jedzenie staje się zmysłowym przeżyciem, które nasza pamięć kojarzy później ilekroć mamy ochotę na coś pysznego i wyszukanego. Przy stołach zasiadło prawie sto osób, więc kto nie wierzy, może zapytać.

Jeden jest krytykiem kulinarnym i podróżnikiem, który niejedno widział i zjadł. Drugi zdobył ogromną wiedzę kulinarną w kuchniach wielu państw europejskich, o czym zaświadczają napisane przez niego książki kucharskie. W miniony weekend Robert Makłowicz i Mirosław Drewniak zgodnie przygotowali kolację dla bielszczan w Dworku przy ul. Żywieckiej. Był spektakl z oklaskami po każdym akcie.

W pierwszym podano rumianą krewetkę z ogniem w tle, a po krótkiej przerwie - krem z młodej marchewki z kolendrą. W roli głównej kucharze obsadzili tagliatelle z młodym szpinakiem - do wyboru z polędwiczką w parmezanie lub z rumianym serem korycińskim. Gdy sztuka zmierzała do końca, poczęstowali nas deserem w formie pokazu kulinarnego z ogniem i muzyką. Do każdego dania podawano stosowny gatunek wina, które przywiózł Robert Makłowicz.

Krytyk kulinarny znany z ekranów telewizyjnych ceni kuchnię bielską, która czerpie z tradycji imperium Habsburgów. Zwraca też uwagę na bogactwo smaków włoskich. Obfitują w nie liczne w Bielsku-Białej restauracje prowadzone albo przez Włochów, albo z myślą o klienteli ceniącej klimaty Południa.

Foto: Piotr Bieniecki