Warta grube miliony złotych wielka kampania na rzecz segregacji śmieci rozpoczęła się w Bielsku-Białej... 1 kwietnia w 2008 roku. Po czterech latach okazuje się, że być może cała akcja była tylko wielkim żartem kosztem bielszczan.
 
Przyglądając się procesowi technologicznemu sortowni wybudowanej za 90 mln zł widać jak na dłoni, że w segregowaniu odpadów maszyny nie mają sobie równych, choć bez udziału pomocy ludzi i tutaj się nie obejdzie. Zapakowane w foliowe worki odpady wysypywane są na długą na setki metrów taśmę. Na końcu procesu trafiają w odpowiednie pojemniki. To co się do segregacji nie nadaje, zasila kompostownię i tam po kolejnej przeróbce ląduje najpierw na hałdzie w postaci ziemi, by ostatecznie trafić na właściwe wysypisko śmieci. W przyszłości wyrośnie na tym podłożu las.
 
Sortownia stała się wizytówka technologiczną Bielska-Białej w zakresie gospodarowania odpadami i zdaniem władz miasta nie zmienią tego narzekania kilku rodzin skarżących się na ciągły smród i plagę much (o tym problemie czytaj w artykule Koszmar przy Krakowskiej). - Odwiedzają nas delegacje z całej Polski, państw europejskich, a nawet odległych Indii - pęcznieje z dumy prezes ZGO Wiesław Pasierbek. - Mamy się czym pochwalić.
 
Cieszymy się wraz z prezesem. Co jednak dalej z segregacją śmieci w gospodarstwach domowych, jeśli ludzi wyręczają maszyny? Na to pytanie prezes Pasierbek nie potrafił nam odpowiedzieć. Jaki sens miała kilkuletnia kampania, skoro zgodnie z nowym regulaminem utrzymania czystości i porządku na terenie Bielska-Białej segregować będziemy tylko na „mokre” i „suche”? Odpowiedzi na to z kolei pytanie spodziewamy się na najbliższej sesji Rady Miejskiej, która zajmie się tą układanką od nowa (piszemy o tym w artykule Uchwała śmieciowa do śmieci?).
 
Tekst i foto: Kuba Jarosz