Przechadzając się w piątek i sobotę ul. 11 Listopada można było odnieść wrażenie, jakby świat wokół nas cofnął się w czasie o dobrych kilkadziesiąt lat. Reprezentacyjny bielski deptak na chwilę zmartwychwstał i było wreszcie co oglądać.

Nawet w sobotę, mimo kiepskiej pogody, frekwencja dopisała. Na ul. 11 Listopada naprawdę dużo się działo. Co rusz przejeżdżały samochody z minionej epoki, równie wiekowe motocykle czy pojazdy wojskowe. Mnóstwo było też osób przebranych za historyczne postaci. W kilku miejscach grała nastrojowa muzyka: na "placu Reksia", na ul. Ratuszowej, na pl. Wolności oraz na dużej scenie na pl. Wojska Polskiego.

Pl. Wolności pełen był straganów z jedzeniem i różnymi gadżetami. Na pl. Wojska Polskiego natomiast stanęła duża karuzela. Jak tradycja nakazuje, na moście na Białej był szlaban graniczny.

W piątek tuż po godz.20 prezydent Jacek Krywult wręczył kupcom klucze do miasta, a potem zagrały Brathanki.

Foto: Krzysztof Dubiel