Leżał na ulicy, twarzą w kierunku chodnika. Nie było wiadomo czy żyje i w jakim jest stanie. Rzecz działa się w sobotnie popołudnie przy ul. Czystej w Bielsku-Białej. Obok przeszło kilkanaście osób, ale zareagowały dwie. Skąd w nas taka znieczulica?

Trochę wciśnięty pod auto, z niewielkiej odległości nie można było sprawdzić stanu zdrowia tego mężczyzny. A już tym bardziej z odległości kilku metrów. Czy można domyślnie stwierdzić, że pijanemu urwał się film?

Pierwsze zgłoszenie wpłynęło do dyżurnego straży miejskiej o godz. 15.29. Dzwoniła kobieta. Później, nie wiadomo, ile osób nie zareagowało wcale. Będąc na spacerze z kolegą, zauważyliśmy tego mężczyznę.

- Halo, słyszy mnie pan? Wszystko w porządku? - zapytałem. Mężczyzna coś odpowiedział bełkotliwym głosem. Żyje. Zadzwoniłem do straży miejskiej. Była godzina 16.00. 
- W rejonie ul. Czystej i Cieszyńskiej leży mężczyzna.
- Wiemy - odpowiada dyżurny
- Śpi, daje oznaki życia, jest trochę wciśnięty pod samochód - mówię.
- Tam pod muralem - stwierdza dyżurny. - Jedzie patrol na miejsce - dodaje.

W oczekiwaniu na przyjazd patrolu mamy chwilę, aby zaobserwować reakcję ludzi. Na miejscu pojawiają się przechodnie - mężczyzna i dwie kobiety. Początkowo są bardziej zainteresowani sfotografowaniem muralu, niż leżącym człowiek, choć jedno i i drugie mają na wprost. Po chwili mężczyzna się zreflektował, podchodzi do nas i językiem innym niż polski, wskazując na człowieka pyta, na jaki numer telefonu może zadzwonić.

- 112 - odpowiada kolega Ireneusz, medyk z Warszawy
- Zgłoszone już, dziękujemy za reakcję - dodaję.

Chodnikiem idzie pięć kobiet, przechodzą obojętnie, zainteresowania leżącym mężczyzną brak. Po chwili przyjeżdża patrol straży miejskiej. - Znamy tego pana - mówią strażnicy. W tym przypadku okazuje się, że mężczyzna był mocno nietrzeźwy. Zabrano go do Ośrodka Przeciwdziałania Problemom Alkoholowym.

Na miejscu pozostało jedno pytanie? A jakby to był ktoś inny, trzeźwy, czyjś ojciec, brat, albo wujek, znajomy, który utracił przytomność, oddech lub rozbił głowę, gdy każda sekunda może być ważna. Co wtedy?

Tekst i foto: Mirosław Jamro