Polskie truskawki cieszą się dużym powodzeniem, ale czasem sprzedaż owoców może zakończyć się interwencją straży miejskiej i mandatem karnym. I tak też było w piątek przy ul. Żywieckiej w Bielsku-Białej. Handel prowadzono bez zezwolenia.

Zgłoszenie zdarzenia wpłynęło do dyżurnego straży miejskiej o godz. 12.14. Z jego treści wynikało, że w miejscu zabronionym, na chodniku sąsiadującym z parkingiem dyskontu, prowadzony jest handel. Na miejsce wysłano patrol straży miejskiej, który chwilę wcześniej działał w rejonie ulicy 11 Listopada.

W toku czynności ustalono, że kobieta, która sprzedaje owoce, nie ma wymaganego zezwolenia. Sprzedawczynię ukarano mandatem karnym. - Polskie truskawki cieszą się dużym zainteresowaniem, niestety straty trzeba będzie jakoś odrobić. Formalnościami zajmuje się mój szef - powiedziała nam kobieta.

Na prowadzenie sprzedaży w przygodnych miejscach jest potrzebne zezwolenie wydane albo przez właściciela terenu albo przez Ratusz. W tym przypadku stosownego dokumentu nie było.

Zgodnie z kodeksem wykroczeń, kto prowadzi sprzedaż na terenie należącym do gminy lub będącym w jej zarządzie poza miejscem do tego wyznaczonym przez właściwe organy, podlega karze grzywny. Najczęściej kończy się na postępowaniu mandatowym. Mandat może wynieść od 20 do nawet 500 złotych.

Tekst i foto: Mirosław Jamro