Szukali znajomej, znaleźli się w potrzasku. Przez dwie godziny siedział uwięziony w salonie gier - foto
Czy automatyczne systemy bezpieczeństwa w punktach rozrywki mogą stać się śmiertelną pułapką? Gdy próby kontaktu z właścicielem i obsługą zawiodły, jedynym rozwiązaniem pozostało wezwanie służb ratunkowych. Mimo obecności policji oraz straży pożarnej, drzwi otworzyły się dopiero w ostatniej chwili - dokładnie w momencie, gdy ratownicy przystąpili do siłowego wejścia do lokalu.
Do zdarzenia doszło na ul. Cechowej w Bielsku-Białej w nocy z czwartku na piątek. Dwóch młodych mężczyzn szukając znajomej, postanowiło sprawdzić, czy kobiety nie ma w salonie gier. Jeden z nich wszedł do lokalu i... wpadł w pułapkę. Drzwi zamykane elektrozamkiem, uniemożliwiły wydostanie się na zewnątrz.
Mężczyźni powiadomili służby o godz. 3.24. Po dojeździe na miejsce w pierwszej kolejności rozpoczęto ustalanie kontaktu do właściciela. Na drzwiach widniała kartka z nazwą firmy, NIP-em, adresem i komunikat: Po naciśnięciu dzwonka prosimy cierpliwie poczekać na kontakt z obsługą lokalu.
Patrol z Komisariatu Policji w Jasienicy udzielił psychologicznego wsparcia mężczyźnie zamkniętemu w lokalu. W tym przypadku nie było zagrożenia życia lub zdrowia, z mężczyzną był kontakt, dlatego decyzję o siłowym wejściu do lokalu przesunięto w czasie do momentu ustalenia właściciela firmy.
Mężczyzna zamknięty w lokalu dysponował kartą, która mogła posłużyć do otwarcia drzwi. Szczeliną pod drzwiami przekazał ją policjantom. Na karcie nie było numeru kontaktowego do firmy lub obsługi salonu. W toku czynności nie udało się ustalić żadnego kontaktu do firmy lub obsługi lokalu.
– Nigdy nie byłem w takim salonie gier, mój kolega chyba też nie. Drzwi dało się bez problemu otworzyć, ale jak się zamknęły, to się już nie otworzyły. Skąd mieliśmy wiedzieć, że będę takie problemy? – mówił kolega mężczyzny, który utknął w salonie gier. – Kolega miał wczoraj urodziny – dodał.
Po około dwóch godzinach, wobec braku możliwości ustalenia osoby odpowiadającej za obsługę lokalu, podjęto decyzję o siłowym wejściu do salonu gier. Strażacy zebrali niezbędny sprzęt i… drzwi się otworzyły. Wszystko wskazuje na to, że obsługa lokalu, obserwująca obraz z monitoringu, w ostatniej chwili zdecydowała się na zdalne zwolnienie blokady, chcąc uniknąć zniszczenia mienia przez ratowników.
Choć historia zakończyła się bez strat, zdarzenie budzi pytania o bezpieczeństwo w podobnych punktach. Brak możliwości wyjścia z lokalu w sytuacji awaryjnej, na przykład podczas pożaru czy awarii zasilania, mógłby doprowadzić do tragedii, zwłaszcza jeśli w środku znalazłaby się osoba bez telefonu komórkowego. Tym razem skończyło się jedynie na strachu i nietypowym zakończeniu urodzinowego wieczoru.
Tekst i foto: Mirosław Jamro
Oceń artykuł:
25 17
Autor: Mirosław Jamro
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl




Westchnął seler […]