- Ten samochód był moim spełnieniem marzeń. Gdy przyszłam wczoraj i zobaczyłam, co się stało, to zrobiło mi się przykro - mówi młoda kobieta, właścicielka auta, które ktoś „ozdobił” czerwonym sprayem. Na osiedlu Złote Łany uszkodzono ponad 20 aut.

Usunięcie zaschniętej farby o niewiadomym składzie chemicznym z lakieru samochodowego nie jest wcale takie proste. Jeśli ktoś nie jest lakiernikiem, nie ma wystarczającej wiedzy, jak skutecznie i bezpiecznie pozbyć się bohomazu, który ktoś namalował pod osłoną nocy, to ryzykuje uszkodzeniem lub odbarwieniem lakieru. Naprawa w warsztacie lakierniczym generuje spory koszt.

- Przyszłam do samochodu około godz. 10.00 i zobaczyłam, że moje auto z jednej strony ma pomalowane tylne drzwi, nadkole i drzwi od strony pasażera. Zgłoszenie zdarzenia przyjęli w Komendzie Miejskiej Policji na ul. Wapiennej w Bielsku-Białej. Kontaktowałam się z lakiernikiem, wstępnie oszacował koszt malowania na kwotę nawet 4000 zł - mówi pani Dagmara, właścicielka jednego z uszkodzonych pojazdów, zaparkowanych w pobliżu garaży przy ul. Jutrzenki w Bielsku-Białej

Na tym samym parkingu pomalowano również inny samochód. W tym przypadku ktoś zostawił bohomazy czerwonym sprayem na czerwonym lakierze auta, a także na przednim reflektorze. - W przypadku mojego samochodu czerwony ślad farby był od reflektora, przez maskę pojazdu, aż do nadkola. Taka szrama o długości kilkudziesięciu centymetrów. Byłem na policji zgłosić szkodę, zgłoszenie przyjęto. Lakiernik wstępnie oszacował koszt naprawy na kwotę około 3000 zł - powiedział nam pan Jakub. Czerwoną farbą namalowano także napis na ścianie pobliskich garaży. - Tego napisu to nie było - mówił przechodzień.

Policjanci prowadzą czynności zmierzające do ustalenia i zatrzymania sprawcy lub sprawców uszkodzenia mienia. Straty liczone są w tysiącach złotych. - Zniszczenie mienia to artykuł art. 288 § 1 kk, który mówi, że kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni ją niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat - powiedział nam kom. Sławomir Kocur, oficer prasowy bielskiej policji.

Tekst i foto: Mirosław Jamro
Foto: Czytelniczka Dagmara