– Było widać, że coś dolega temu mężczyźnie, trzymał się barierki i był blady jak ściana. Ale wyszedł ze sklepu. Chwilę później do sklepu wpadł chłopak, i mówi, że przewrócił się nasz klient – relacjonowała nam sprzedawczyni. Ktoś wezwał pogotowie ratunkowe.

Zgłoszenie zdarzenia wpłynęło z WCPR wczoraj o godz. 18.59. Ze zgłoszenia wynikało, że przy sklepie “Blaszak” mężczyzna leży na ziemi, ma około 45-50 lat (61 lat - red.), jest nieprzytomny, oddycha. W rejon miejsca zdarzenia przy ul. Stojałowskiego w Bielsku-Białej wysłano pogotowie ratunkowe i policję. Ratownicy medyczni udzielili pomocy mężczyźnie, zdecydowano, że zostanie zabrany do szpitala. W czasie interwencji na miejsce przyszła matka tego mężczyzny.

- Syn poszedł do sklepu, ale jego nieobecność się przedłużała. W pewnym momencie usłyszałam sygnał, chyba karetki. Zabrałam z domu telefon syna i poszłam go szukać do sklepu. Tam okazało się, że jest w karetce - powiedziała nam pani Helena. - Nie zawiodła mnie intuicja, zabierają go do szpitala. Podziękowania dla ludzi, którzy zareagowali a w szczególności dla ratowników. Byli bardzo mili, uczynni i sympatyczni. Pomogli mi wsiąść do karetki i wysiąść - dodała kobieta.

Jak dowiedział się nasz portal, mężczyźnie spadł poziom cukru do niskiej, dwucyfrowej wartości. - Widząc, że ktoś leży na chodniku, ludzie często myślą, że pijany, a przyczyną przewrócenia się lub utraty przytomności może być jakiś problem zdrowotny, niekoniecznie alkohol - podsumowała sprzedawczyni.

Tekst i foto: Mirosław Jamro