Cztery zastępy straży pożarnej, pogotowie ratunkowe i policję wysłano po otrzymaniu zgłoszenia zderzenia dwóch samochodów osobowych na rondzie Solidarności w Bielsku-Białej. Wskutek zderzenia jeden pojazd dachował. Do szpitala odwieziono kobietę.

Do zdarzenia doszło około godz. 21.25. Kierujący samochodem osobowym marki skoda, jadąc ul. Warszawską w kierunku Czechowic-Dziedzic, zasugerował się zielonym światłem wyświetlanym na drugim w kolejności sygnalizatorze, ale nie zauważył światła czerwonego, które świeciło się dla jego kierunku jazdy na pierwszym w kolejności sygnalizatorze, wyniku czego doprowadził do zderzenia z samochodem osobowym marki dacia, który poruszał się ul. Sarni Stok, w kierunku ul. Kwiatkowskiego. Wskutek zdarzenia samochód marki dacia dachował.

Kobieta, która kierowała dacią, wyszła z pojazdu o własnych siłach, została odwieziona do szpitala. Policjanci z drogówki sporządzili dokumentację, do pomiarów użyto tachimetru. Kierujący pojazdami byli trzeźwi.

- Nie mam pojęcia, jak to zrobiłem… Prawo jazdy mam parę lat, staram się zawsze jeździć ostrożnie. Gdy zobaczyłem, jak to auto koziołkuje, to serce mi zamarło – powiedział nam sprawca zdarzenia. Mężczyzna dwukrotnie przepraszał na miejscu zdarzenia mężczyznę z kręgu rodziny poszkodowanej. 

Działania strażaków polegały na zabezpieczeniu miejsca zdarzenia i neutralizacji wycieków płynów eksploatacyjnych z uszkodzonych aut. W szpitalu okazało się, że kobieta, która kierowała dacią, nie doznała obrażeń ciała. Sprawcę zdarzenia ukarano mandatem karnym i sześcioma punktami.

– Bardzo przepraszam tę kobietę i jej rodzinę za wszystkie kłopoty i spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym. Na szczęście nic tej pani się nie stało, a ja jestem bogatszy o takie doświadczenia, które będzie ciężko zapomnieć. Mam nadzieję, że teraz będę jeździł jeszcze ostrożniej – podsumował sprawca zdarzenia.

Na miejscu zdarzenia pracowały dwa zastępy straży pożarnej z JRG1, dwa z OSP Komorowice Śląskie, zespół ratownictwa medycznego i trzy patrole policji. Utrudnienia w ruchu trwały blisko dwie godziny.

Tekst i foto: Mirosław Jamro