Około godz 19.00 przy ul. Krakowskiej w Bestwinie samochód osobowy wpadł do stawu. Auto było niemal całkowicie zanurzone w wodzie. Kierowca zdołał wypłynąć o własnych siłach.

Kierujący samochodem osobowym mercedes, jadąc ul. Krakowską w kierunku Bestwiny, nie dostosował prędkości do warunków drogowych, utracił panowanie nad pojazdem, który zjechał na trawiaste pobocze i zsunął się do wody. Kierowca zdołał wypłynąć o własnych siłach. Auto było niemal całkowicie zanurzone w wodzie i utknęło dziesięć metrów od brzegu. W toku policyjnych czynności ustalono, iż kierowca mercedesa był trzeźwy, nie doznał obrażeń ciała. Zdarzenie zakończono postepowaniem mandatowym.

 - Działania rozpoczęliśmy od rozpoznania z użyciem pontonu. Okazało się, że samochód przyssał się podwoziem do grubej warstwy mułu. Dodatkowymi utrudnieniami były głębokość, na jakiej się znajdował, odległość od brzegu oraz waga pojazdu. Strażakom udało się znaleźć miejsce, za które można zaczepić łańcuch, tak aby dodatkowo nie uszkodzić auta. W dalszej kolejności pontonem przetransportowaliśmy grubą, stalową linę. Po jej zaczepieniu pojazd bardzo wolno podciągaliśmy w kierunku brzegu. Wyciągnięcie tego mercedesa to była „koronkowa operacja”, strażacy spisali się na medal - stwierdził mł. kpt. Ćwiertnia Bartłomiej z Posterunku Zamiejscowego JRG2 w Czechowicach-Dziedzicach.

Właściciel stawu w rozmowie z portalem podkreślał, że to nie pierwszy i pewnie nie ostatni przypadek, kiedy auto wypada z jezdni i topi się w wodzie. Kierowca mercedesa miał wiele szczęścia. Dziś woda miała kilkanaście stopni. Gdyby wypadek zdarzył się np. w listopadzie kilkadziesiąt metrów dalej, gdzie staw ma ponad trzy metry głębokości, to auto zniknęłoby całkowicie pod wodą, a kierowca miałby niewielkie szanse, aby uratować życie. Z jednej strony ul. Krakowskiej jest bariera energochłonna, ale z drugiej jej nie ma, ponieważ dokładnie w pod miejscem, w którym styka się asfalt z trawiastym poboczem, biegnie duża rura wodociągowa. Dlatego bariery nie zamontowano.

Na miejscu zdarzenia byli obecni zawodowi płetwonurkowie, lecz ich pomoc nie była potrzebna. - Wydawałoby się, że gdy samochód wpada do zbiornika typu staw, to osiada na kołach, można bez problemu zaczepić linę i go wyciągnąć. Ale tak nie jest. W wielu przypadkach samochód przysysa się całym podwoziem do dna, gdyż na dnie zalega gruba warstwa mułu. Każda próba gwałtownego wyciągnięcia lub podniesienia auta kończy się albo zerwaniem liny, albo przeciążeniem wyciągarki  - wyjaśniał Ryszard Szwajcer, instruktor nurkowania, nurek zawodowy, kierownik robót nurkowych.

Auto wyciągnięto na brzeg około 23.00. W czasie pracy służb ratunkowych wahadłowym ruchem pojazdu kierowali policjanci i strażnicy miejscy, momentami ruch aut był całkowicie wstrzymywany. W akcji uczestniczyły dwa zastępy straży pożarnej z Posterunku Zamiejscowego JRG2 w Czechowicach-Dziedzicach, dwa z JRG1, patrole policji i straży miejskiej. Działania strażaków zakończono około północy.

Tekst i foto: Mirosław Jamro