Pożar mieszkania w wieżowcu - foto
Sześć zastępów straży pożarnej uczestniczyło w gaszeniu pożaru mieszkania w wieżowcu przy ul. Michałowicza w Bielsku-Białej. Zespół ratownictwa medycznego odwiózł nieprzytomną lokatorkę do szpitala. Kobieta doznała poparzeń ciała. Dwóm osobom udzielono pomocy na miejscu zdarzenia.
- Tak się złożyło, że mieszkam w tym bloku. Gdy dojeżdżałem windą na moje piętro, na klatce schodowej panowało duże zadymienie. Stalowe, oszklone drzwi oddzielające dwa mieszkania od klatki schodowej były zamknięte. Potrzebowałem dużej siły, aby rozbić grubą szybę tych drzwi. Z mieszkania, z którego buchały kłęby dymu, wyprowadziłem kobietę, która została przekazana ratownikom. Powiadomiłem dyżurnego MSK o pożarze w mieszkaniu wieżowca - relacjonował portalowi sąsiad poszkodowanej kobiety, strażak z OSP Lipnik.
Oficer dyżurny MSK otrzymał zgłoszenie pożaru o godz. 18.05. - Gdy dojechaliśmy na miejsce zdarzenia, z okna na piątym piętrze wieżowca wydobywały się kłęby dymu. Wprowadziliśmy ratowników z linią gaśniczą i w aparatach ochrony górnych dróg oddechowych. W trakcie gaszenia pożaru ratownicy znaleźli kobietę. Została ona natychmiast ewakuowana i przekazana zespołom ratownictwa medycznego - powiedział nam st. kpt. Piotr Midor, JRG1 w Bielsku-Białej.
Nieprzytomnej lokatorce udzielały pomocy dwa zespoły ratownictwa medycznego. Poszkodowaną odwieziono do szpitala. Jak dowiedział się nasz portal, kobieta doznała poparzeń ciała, w tym górnych dróg oddechowych. W trakcie akcji do ratowników zgłosiły się dwie osoby, które uskarżały się na ból głowy. Osobom tym udzielono pierwszej pomocy na miejscu akcji. Po ugaszeniu ognia mieszkanie zostało oddymione i sprawdzone pod kątem obecności tlenku węgla. Wskutek pożaru spłonęło wyposażenie jednego z pokoi, w tym łóżko, w którego okolicy powstał pożar.
Strażacy sprawdzili również pod kątem obecności tlenku węgla wszystkie mieszkania bloku, zagrożenia nie stwierdzono. - W jednym z mieszkań nie było nikogo. Gdy zamierzaliśmy rozstawić po raz drugi drabinę, pojawili się lokatorzy. Z kolei w innym mieszkaniu na głośne pukanie nikt nie zareagował. Okazało się, że drzwi są otwarte, a w przedpokoju jest duży pies, najprawdopodobniej wilczur. Po dłuższej chwili z tego mieszkania wyszła lokatorka - powiedział naszemu portalowi jeden z ratowników.
- Jak się pisze do spółdzielni pisma, to oni nie reagują. Dopiero musi się wydarzyć jakaś tragedia, aby cokolwiek się zmieniło. Ta kobieta za kołnierz nie wylewa, wszyscy o tym dobrze wiedzą - utyskiwała na korytarzu starsza kobieta.
W akcji uczestniczyły cztery zastępy straży pożarnej z JRG1, dwa z JRG2, kilka patroli policji, dwa zespoły ratownictwa medycznego oraz pogotowie energetyczne i gazowe. Na miejscu zdarzenia pracował zespół dochodzeniowo-śledczy wraz z biegłym z zakresu pożarnictwa. Przyczynę pożaru ustala policja. Działania strażaków zostały zakończone o godz. 19.26.
Tekst i foto: Mirosław Jamro
















W calej tej sytuacji, dobrze ze tylko ona ucierpiala a nie spalilo sie wiecej mieszkan.