Wczoraj wieczorem mieszkańcy budynków położonych w pobliżu Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej znów zobaczyli dym wydobywający się z jednego z kominów spalarni. Wyjaśnieniem sprawy zajął się patrol policji.

 - Około godz. 18.00 komin awaryjny zaczął dymić. Gdy zapytaliśmy mężczyznę znajdującego się na terenie spalarni, dlaczego z komina wydobywa się czarny dym, ten odpowiedział  - „wolnoć Tomku w swoim domku”. Dym widoczny był do godz. 19.12. Należy podkreślić, że spalarnia została zamknięta w trybie interwencyjnym. Nie ma żadnych zezwoleń na jakiekolwiek spalanie. Dlatego wezwaliśmy patrol policji - wyjaśnił nam Arkadiusz Trząski, mieszkaniec pobliskiej posesji.

Na miejscu zdarzenia policjanci ustalili, że firma Eko-Top, która dzierżawiła obiekt, musi go oddać w stanie takim, jak przed rozpoczęciem okresu dzierżawy. Wczoraj przeprowadzono próby palnika, do których wykorzystano olej opałowy. Na terenie spalarni nie było żadnych odpadów.

 - Na chwilę obecną posiadamy wiedzę, że wczorajsze próby były związane z regulacją palników przed ostatecznym oddaniem instalacji Szpitalowi Wojewódzkiemu. Dzwonił do nas operator spalarni, iż taka sytuacja wystąpi, jednak oficjalne pismo jeszcze nie wpłynęło. Będziemy to weryfikować - powiedziała w rozmowie z naszym portalem Agada Serafin, kierownik delegatury WIOŚ w Bielsku-Białej.

Jak dowiedział się nasz portal, regulacja palników nie jest użytkowaniem instalacji, nie wymaga uzyskania zgody. - Będziemy bacznie obserwować wszelkie ruchy na terenie spalarni i nie pozwolimy, aby znowu zaczęli nas truć - zapowiedzieli wczoraj mieszkańcy kilkunastu budynków położonych w pobliżu spalarni.

Tekst i foto: Mirosław Jamro