Blisko cztery godziny trwało sprawdzanie poziomu stężenia smrodu w kilkudziesięciu mieszkaniach i kilkunastu lokalach w centrum Bielska-Białej. Jedna osoba uskarżająca się na ból głowy została przewieziona do szpitala.

Oficer dyżurny MSK otrzymał zgłoszenie lokalnego zagrożenia o godz. 14.57. - Zgłoszenie dotyczyło dziwnego zapachu utrzymującego się w jednym z budynków, z którego zespół ratownictwa medycznego zabrał do szpitala jedną osobę. Przeprowadziliśmy serię pomiarów naszymi przyrządami i okazało się, że tylko w jednym miejscu stężenie ok. 3,5-krotnie przekraczało współczynnik NDS (określający najwyższe dopuszczalne stężenie toksycznego związku chemicznego lub innego czynnika szkodliwego - przyp. red.). Było to w piwnicy jednego spośród sprawdzanych lokali. Pomieszczenie zostało przewietrzone, a sklep zamknięty - powiedział nam kpt. Roman Marekwica, dowódca zmiany JRG1 w Bielsku-Białej.

Sprawdzaniem objęto łącznie kilkadziesiąt mieszkań oraz kilkanaście lokali użytkowych przy ulicach Barlickiego i 11 Listopada. Obecni w domach mieszkańcy i pracownicy różnych firm zostali poinformowani o konieczności przewietrzenia mieszkań. Uciążliwy zapach rozpuszczalników to efekt prac związanych z bezinwazyjną renowacją rur kanalizacyjnych (więcej o pracach pisaliśmy w artykule Bezinwazyjna renowacja na Piastowskiej - foto).

 - W przypadku ponownego pojawienia się zapachu rozpuszczalników w lokalach usytuowanych w pobliżu prac kanalizacyjnych należy przede wszystkim przewietrzyć pomieszczenia, a także sprawdzić czy syfony rur są pozalewane, gdyż to najczęstsza droga przedostania się zapachu z kanalizacji do mieszkań - podkreślił kpt. Marekwica

W blisko czterogodzinnych działaniach związanych z pomiarami uczestniczyły trzy zastępy straży pożarnej, w tym samochód rozpoznania chemicznego oraz patrol straży miejskiej. Najprawdopodobniej jutro w godzinach porannych strażacy przeprowadzą kolejną serię pomiarów. Działania strażaków zostały zakończone o godz. 19.23.

Tekst i foto: Mirosław Jamro